Reklama

Reklama

Effector Kielce przełamał się w Bydgoszczy

Siatkarze Effectora Kielce wygrali z Łuczniczką Bydgoszcz 3:2 w 21. kolejce ekstraklasy. Przerwali tym samym serię jedenastu porażek i - jak podkreślali po meczu - wreszcie pokazali charakter.

- Wygrana w Bydgoszczy i zdobyte dwa punkty bardzo nas cieszą, szczególnie po tak długiej serii porażek. Musieliśmy się w końcu przełamać i tym razem się udało. Pokazaliśmy dziś charakter, bo po trzecim secie byliśmy w bardzo ciężkiej sytuacji, przegrywając 1:2. Bydgoszcz cały czas goniła, szczególnie w tie-breaku, ale udowodniliśmy, że potrafimy się w takich trudnych momentach zmobilizować. Myślę, że ta wygrana da nam dużego kopa - powiedział rozgrywający Effectora Marcin Komenda.

Kielczanin został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu, ale jak podkreślił nagroda należy się całemu zespołowi.

Reklama

- Koledzy bardzo mi pomogli, bo tak naprawdę, gdyby oni nie kończyli wystawianych przeze mnie piłek, a wcześniej nie przyjęli ich dobrze, to nie mógłbym nic zrobić. Podziękowania należą się więc także im - dodał.

Wygrana w meczu ważyła się jednak do samego końca. Bydgoszczanie w decydującej partii przegrywali już 8:11, ale doprowadzili do remisu 13:13 i grę kończyli na przewagi.

- Bardzo chcieliśmy wygrać to spotkanie, ale po raz kolejny prowadzimy 2:1, a dochodzi do tie-breaka, którego przegrywamy. To chyba jakaś klątwa - powiedział środkowy Łuczniczki Jan Nowakowski.

Według niego gospodarze mogą żałować szczególnie pierwszej partii, w której nie brakowało błędów. Każdy z zespołów popełnił ich po 10.

- Pierwszy set był brzydki z obu stron. Graliśmy słabo, Effector jeszcze gorzej, ale to my przegraliśmy. Zdarzają się takie momenty i to niestety nie po raz pierwszy na naszej hali, że niby kontrolujemy przebieg seta i nagle zaczynamy słabiej zagrywać. Automatycznie rywal lepiej przyjmuje i losy partii się odwracają. W profesjonalnej siatkówce coś takiego nie powinno się zdarzyć, więc musimy wyciągnąć wnioski - dodał zawodnik bydgoskiego klubu.

Czasu na poprawę nie będzie dużo, ponieważ kolejny mecz podopieczni trenera Piotra Makowskiego rozegrają 17 lutego. Rywalem Łuczniczki będzie MKS Będzin.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy