Reklama

Reklama

Czterech włoskich trenerów w półfinałach Ligi Mistrzów

​Przed rozpoczęciem szczecińskiego Final Four Ligi Mistrzów siatkarek dwóch rzeczy można być pewnym. Puchar dla zwycięzców trafi w ręce włoskiego trenera, a w finale zagra drużyna ze Stambułu.

Przedstawiciele trzech, z czterech drużyn, które będą walczyły o prymat najlepszej drużyny klubowej Europy, uczestniczyli w przedturniejowej konferencji prasowej w szczecińskiej Azoty Arenie. Zabrakło na niej reprezentantów włoskiego Unendo Yamamay Busto Arsizio. Jak poinformowali organizatorzy włoska ekipa wylądowała w Berlinie, ale jej autokar utknął w korku na autostradzie łączącej stolicę Niemiec ze Szczecinem.

Reklama

Puchar dla najlepszej drużyny na pewno trafi w ręce włoskiego szkoleniowca, bo wszystkimi drużynami wielkiej czwórki tegorocznego sezonu kierują trenerzy z Italii: Giuseppe Cuccarini (Chemik Police), Carlo Parisi (Unendo Yamamay Busto Arsizio), Giovanni Cappara (Eczacibasi Stambuł) i Giovanni Guidetti (VakifBank Stambuł).

- Przyjechało tutaj wielu moich przyjaciół i zawodniczek, z którymi w przeszłości pracowałem. Tym bardziej miło mi witać ich w charakterze gospodarza - przyznał Cuccarini.

Za faworyta uważana jest drużyna VakifBanku Stambuł, który triumfował w tych rozgrywkach w latach 2011 i 2013. Jeśli zachowany ma być ciąg logiczny, to powinna dorzucić do kolekcji triumf w tegorocznych rozgrywkach. - W przeciwieństwie do naszych rywali, wiemy jakie to uczucie zdobywać to trofeum i chcemy go doznać ponownie. Tym bardziej, że drogę do Final Four mieliśmy ciężką. Musieliśmy wyeliminować aż dwóch triumfatorów rozgrywek z poprzednich lat - stwierdził Giovani Guidetti, szkoleniowiec mistrzyń Turcji.

VakifBank w pierwszej rundzie play off dwukrotnie pokonał obrończynie tytułu Dynamo Kazań (3:2 i 3:0), a w drugiej wyeliminował Fenerbahce Stambuł (3:1 i 2:3).

To w zespole VakifBanku LM dwa lata temu wygrała Małgorzata Glinka-Mogentale zdobywając jednocześnie tytuł najlepszej zawodniczki turnieju finałowego. Jednak nie wspólna gra z polską siatkarką sprawiła, że kapitan Vakifbanku, Gozde Sonsirma przywitała się z dziennikarzami czysto wypowiedzianym "Dzień dobry".

- Nauczyła mnie witać się po polsku moja siostra. Umiem jeszcze powiedzieć "Tak" oraz kilka słów, których tutaj nie wypada przytaczać - śmiała się Sonsirma. Jej siostra bliźniaczka Ozge Cemberci od dwóch lat jest rozgrywającą MKS Dąbrowa Górnicza i też w przeszłości z Vakifbankiem zdobywała tytuł Ligi Mistrzyń.

- My z kolei już pięć razy graliśmy w Final Four i nigdy nie udało nam się zwyciężyć. Mam nadzieję, że zdobędziemy trofeum właśnie tutaj w Polsce. Cieszymy się na ten turniej wiedząc, jak popularna jest siatkówka w tym kraju - stwierdziła przyjmująca Eczacibasi Stambuł Estra Kirici.

Jedna z tych drużyn będzie musiała odłożyć marzenia o triumfie na kolejne lata już w sobotni wieczór, gdy mecz derbowy pomiędzy dwoma zespołami zdecyduje, kto w wielkanocną niedzielę zagra w wielkim, a kto w małym finale.

Na tle nieskrywanych ambicji drużyn tureckich przedstawiciele gospodarzy wypowiadali się z wyraźnym dystansem. - Naszym celem jest medal. Nie będę prorokował jakiego koloru, ale niech będzie medal - podkreślił Cuccarini.

Mistrzyniom Polski awans do turnieju finałowego zapewniło wygranie grupy eliminacyjnej oraz przywilej gospodarza turnieju. - Mimo, że ten awans dostałyśmy z urzędu, to meczami grupowymi udowodniłyśmy, że zasługujemy na Final Four. Jesteśmy przygotowane do gry lepiej niż bardzo dobrze. Przede wszystkim ważna będzie koncentracja od pierwszej do ostatniej piłki premierowego meczu - uważa kapitan Chemika Anna Werblińska.

W spotkaniu półfinałowym rywalkami chemiczek będą mistrzynie Włoch. W zespole z Busto Arsizio podstawową rozgrywającą jest Joanna Wołosz.

- Asia i nasza Maja Ognjenović, to bardzo dobre rozgrywające. Asia gra trochę szybszą piłkę. Ale na tę chwilę wygodniej mi się gra z Mają - przyznaje Werblińska.

Włoszki dwa lata temu w LM zdobyły brązowe medale po porażce w półfinale z Rabitą Baku (2:3) i wygraniu meczu o trzecie miejsce z Galatasaray Stambuł (3:2).

Już przed rozpoczęciem rywalizacji organizatorzy otrzymali pochlebne oceny od gości, w tym tego najważniejszego - supervisor z ramienia CEV, Holenderki Riet Ooms: "Przed tygodniem byłam w Berlinie na męskim Final Four i był on zorganizowany prawie doskonale. Tutaj wszystko jest doskonałe" - przyznała Ooms, podkreślając, że Chemik jest absolutnym beniaminkiem rozgrywek i od razu dostał miano organizatora turnieju finałowego.

- Mam nadzieję, że te dobre oceny i doskonała współpraca miasta z Grupą Azoty, wspierającą Chemika Police, zaowocuje tym, że to jest pierwszy tak ważny turniej rozgrywany w Szczecinie, ale w przyszłości będą kolejne równie ważne zawody - powiedział prezydent Szczecina Piotr Krzystek.

Sobotnie mecze półfinałowe rozegrane zostaną według następującego planu: godz. 15 - Chemik - Unendo Yamamay, godz. 18. - VakifBank - Eczacibasi. W niedzielę o godz. 15. rozpocznie się mecz o 3. miejsce, wielki finał o 18.

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | siatkówka | chemik police

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama