Turniej w Starych Jabłonkach miał być dla polskich siatkarek szansą na rywalizację z najlepszymi parami na kontynencie. Ale też eksperci nie dawali "Biało-Czerwonym" większych szans na sukcesy - te wróżyli raczej mężczyznom.
- Nie widzę za bardzo możliwości, żeby jakaś para powalczyła o medal mistrzostw Europy - ocenił w rozmowie z Interia Sport Michał Kądzioła, były siatkarz, komentator Polsatu Sport. I wskazał, że sukcesem będzie każdy awans polskiego żeńskiego duetu z grupy.
Polska para podniosła się po porażce w pierwszym meczu. Kruczek i Łunio w fazie pucharowej
Pierwsze mecze mistrzostw Europy pokazały, że Polkom faktycznie trudno walczyć z najlepszymi. Komplet pięciu polskich par przegrał inauguracyjne spotkania. Co więcej, tylko parze Kielak/Kudlik udało się wygrać choćby seta.
- Czy to zderzenie z innym poziomem? Myślę, że tak. Nasza przeciwniczka przed rokiem zdobyła mistrzostwo Europy. Czułam, że po prostu trudniej było skończyć nasz side out. Trzeba się liczyć z tym, że przeciwnik jest bardzo doświadczony i szybciej się dostosowywać, szukać innych rozwiązań - przyznała w rozmowie z Interia Sport już po pierwszym meczu Maja Kruczek.
Ona w parze z Urszulą Łunio trafiła do grupy H i skorzystała z przysługującego gospodarzowi prawa do rozstawienia. W pierwszym meczu przegrały jednak w dwóch setach z ukraińską parą Lazarenko/Kurnikowa.
Hybrydowy system fazy grupowej sprawił, że drugie spotkanie było dla Kruczek i Łunio - a także pozostałych polskich duetów - meczem o pozostanie w turnieju. Ale to właśnie ta para jako jedyna wśród "Biało-Czerwonych" wykorzystała szansę. Kruczek i Łunio pokonały 2:0 (21:17, 21:12) hiszpański duet Vergara/Gonzalez. Dzięki temu zajęły trzecie miejsce w grupie i zagrają w dodatkowej fazie pucharowej. Rywalki poznają w czwartek.
Z turniejem już pierwszego dnia żegnają się pozostałe polskie pary. Debiutujące w mistrzostwach Europy Julia Kielak i Zuzanna Kudlik przegrały ze Szwajcarkami - Anouk i Zoe Verge-Depre, tym razem w dwóch setach. Katarzyna Kropidłowska i Marta Łodej nie sprostały duetowi z Holandii Higenhout/Konink, od Natalii Okły i Zuzanny Michalskiej lepsze były Czeszki Neuschaeferova/Maixnerova.
Polki wróciły na międzynarodowy poziom. "My z tego nie żyjemy"
Na dwóch meczach przygodę z mistrzostwami Europy w Starych Jabłonkach kończą też Patrycja Jundziłł i Julia Jaroszczak. Do końca walczyły z francuską parą Vieira/Chamereau, ale ostatecznie przegrały w dwóch setach - do 16 i 18.
- Zagrałyśmy naprawdę bardzo dobry mecz, jako że my nie jeździmy po turniejach międzynarodowych. Skupiłyśmy się na Polsce, udało nam się wywalczyć miejsce w tym turnieju w eliminacjach. I jesteśmy bardzo zadowolone z tego, jak zagrałyśmy. Zaprezentowałyśmy wysoki poziom. Zabrakło niewiele, żeby to wygrać, ale niestety zabrakło - podsumowuje w rozmowie z Interia Sport Jaroszczak.
I ona, i Jundziłł tego lata kończą 26 lat. Do międzynarodowej rywalizacji wróciły po długiej przerwie.
- Same sobie pokazałyśmy, że jesteśmy w stanie walczyć na tym poziomie, mimo że dawno na nim nie grałyśmy. Skończyłam przygodę z międzynarodowymi rozgrywkami w młodzieżowej kadrze, to już osiem, dziewięć lat temu. Bardzo fajnie było wrócić, podjąć rękawicę. Stare Jabłonki są świetnym miejscem dla siatkówki plażowej. Trybuny nas niosły, mimo że grałyśmy na korcie drugim. Dziękujemy wszystkim kibicom - zaznacza Jaroszczak.
Podobnie jak innym polskim duetom, także im zabrakło ogrania na najwyższym europejskim poziomie. Jaroszczak jasno wskazuje, jak wygląda sytuacja w przypadku jej i Jundziłł.
- Dziewczyny są obeznane z mocnymi atakami, perfekcyjnymi zagraniami. Na świecie wygląda to troszkę inaczej niż na polskim tourze. My z tego nie żyjemy, traktujemy to jako fajny dodatek do życia, ale to nie jest nasza praca. Ciężko więc rywalizować jak równy z równym z dziewczynami, które z tego żyją - zaznacza polska siatkarka.
Ze Starych Jabłonek Damian Gołąb
Córka polskiego siatkarza wyrasta na nową gwiazdę. 16-latka robi furorę na MŚ














