Reklama

Reklama

Andrzej Niemczyk: Trener, biznesmen, rajdowiec...

Kim jest Andrzej Niemczyk? Szkoleniowiec "złotej" drużyny polskich siatkarek przejął reprezentację w kwietniu i błyskawicznie doprowadził do największego sukcesu w historii. Kim jednak jest Andrzej Niemczyk prywatnie?

Biografia Niemczyka pełna jest wybojów i ostrych zakrętów. Pierwszą przygodę z żeńską reprezentacją liczący obecnie 59 lat Niemczyk przeżył w latach 1975-1977. Miał trzy żony, dwie z nich były siatkarkami, ma z nimi czworo córek i każda z nich - oczywiście - gra w siatkówkę. Najstarsza - Małgorzata Niemczyk-Wolska gra w złotej drużenie, która zdobyła właśnie tytuł Mistrza Europy. Kinga Maculewicz gra w kadrze Francji, a Saskia i Natasha - w reprezentacji Bawarii.

- Życie rzeczywiście dało mi kilka kopniaków. Chociaż zawsze dobrze zarabiałem, to zaliczyłem dwie poważane wpadki finansowe. Kiedyś z żoną założyliśmy firmę inwestycyjną. Upadł jednak nasz bank i straciliśmy 1,5 mln dolarów. Przepadły wszystkie pieniądze, zostało mi tylko 250 tysięcy dolarów długu. Za drugim razem straciłem 150 tysięcy dolarów. To dużo mniejsza kwota, ale jeśli nie masz miliona na koncie, to taka strata również boli - powiedział Niemczyk "Przeglądowi Sportowemu".

Reklama

- To, co teraz zarabiam jako trener siatkarek (3700 zł brutto), to kwota na drobne wydatki, w zasadzie na paliwo, bo dużo i szybko jeżdżę Pracę na tym stanowisku oceniam na 100 tysięcy dolarów rocznie. Liczę, że gdy znajdzie się sponsor, znajdzie się i godziwa kasa dla mnie i dziewczyn.

- Zawsze lubiłem dobrze zarabiać. Trzeba się cenić, bo inaczej cię nie szanują. Tę pracę traktuję jednak również jako inwestycję na przyszłość i do tego samego przekonuję dziewczny - twierdzi Niemczyk.

- Zawsze dobrze zarabiałem, już jako zawodnik razem z moją pierwszą żoną zarabialiśmy więcej niż premier Cyrankiewicz. Kiedyś dostałem Fiata 850 Sport, którym startowałem w rajdach. Zamiłowanie do szybkiej jazdy pozostało mi do dzisiaj. Kiedy jeżdżę wolno, brakuje mi koncentracji i źle się czuję. Po niemieckich autostradach moim bmw jeżdżę 240 km/godz. Ostatnio spieszyłem się na zgrupowanie do Warszawy i gdy jechałem 190 km/godz. wyskoczył policjant z lizakiem. Oczywiście nie zdążyłem się zatrzymać, pojechałem dalej. Nie gonili mnie...

Dla opinii publicznej nie jest tajemnicą poważna choroba Andrzej Niemczyka. On sam jednak się nią nie przejmuje i nie odmawia sobie alkoholu czy papierosów.

- Nie boję się śmierci. Swoje już przeżyłem i mogę spokojnie odejść z tego świata. Wiem, że z tym rakiem mogę jeszcze żyć i 20 lat, ale mogę też nie dożyć jutra. Traktuję tę chorobę jak powietrze. Jest i trzeba z nią żyć.

Osobną i również interesującą kwestią są relacje Niemczyka z kobietami. Świadczą o tym już same liczby: trzy żony i cztery córki. Czy jednak można się dziwić, skoro choćby wśród "złotej" kadry nie brak urodziwych dziewczyn?

- Od półtora roku jestem sam. Zastanawiam się, czy jeszcze mi się chce żyć z kobietą pod jednym dachem. Pogotowie seksualne pod ręką to niezła sprawa, ale i kłopot na głowie. A biorąc się za dziewczynę z własnego zespołu zawsze narobisz sobie kłopotów. Możesz to robić z każdą inną kobietą, ale nie swoją podopieczną - mówi trener Niemczyk.

Wg Niemczyka, bujdą są opowieści o seksie trenera (ze wszystkimi zawodniczkami albo z jedną): - Nie znam faceta, który dałby radę dwunastu kobietom - śmieje się Niemczyk. - Co prawda dwie z moich żon były siatkarkami, a Barbara Hertel grała w moim zespole... Ale to była miłość, a wzięliśmy ślub, zanim zostałem jej trenerem. Miała 17 lat, a ja 35. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 15 lat. Lubię kobiety, ale jestem im wierny. Nigdy żadnej damy mego serca nie zdradziłem i do dzisiaj mam z nimi wspaniałe kontakty. Jeśli masz z kobietą dzieci i nie potrafisz z nią żyć w zgodzie po rozwodzie, to jesteś cienki Bolek...

Niemczyk zdecydowanie broni prezesa PZPS, Janusza Biesiady, który przez Polską Konfederację Sportu został oskarżony o kradzież dużej sumy pieniędzy.

- Nikt nie ma prawa mówić, że Biesiada jest złodziejem. To mnie porządnie wkurza. Opinie PKS-u mam gdzieś, nie można człowieka oczerniać bez dowodów. Dopóki więc prokurator nie oskarży i nie udowodni winy Biesiadzie, nikt nie ma prawa obrzucać go błotem. Przecież już Goebbels mówił, że kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą - twierdzi Niemczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje