Wilfredo Leon zaczął od tego, że w cuglach wygrany mecz z Turcją nie toczył się pod pełną kontrolą, ale najważniejszy jest efekt końcowy.
- Trener zawsze powtarza, jak ważne jest dla nas, by za każdym razem pokazywać od początku, że to my bardzo chcemy narzucać grę, aby nie dawać szans rywalom, by mogli wejść w mecz - mówi doskonały przyjmujący, który w całym spotkaniu zdobył - do spółki z Jakubem Kochanowskim - najwięcej, bo po 13 punktów.
Wilfredo Leon: Uwielbiam takie granie, czekałem na ten mecz
- I my to zrealizowaliśmy, właśnie dzięki temu, jak rozpoczęliśmy to spotkanie. Uważam, że dzięki temu później było nam łatwiej w drugim i trzecim secie - podkreślił nasz bombardier w ataku oraz na polu zagrywki.
Najpiękniejszy wątek rozmowy otworzony został w momencie, gdy Leon usłyszał zapytanie o półfinałowego rywala, piekielnie groźną reprezentację Włoch. Gdy ktoś mógłby obawiać się tego starcia i kręcić nosem, że to przedwczesny finał, siatkarz Bogdanki LUK Lublin wszem wobec ogłosił, że właśnie taka wizja przyświecała mu przez całe mistrzostwa.
- Czekaliśmy na to! - uśmiechnął się Leon. - Myślę, że jedni i drudzy tego chcą, oni mają w sobie świeży ból za finał Ligi Narodów, a my z ostatnich mistrzostw świata. Czy wolałbym, aby to był finał? Nie, to jest nieważne. Super, że oni w ogóle są, obojętne jakiej rangi to jest mecz - podkreślił.
Wilfredo przy tym wątku stał się tak podekscytowany, jakby zwycięstwo nad Turcją zeszło zupełnie na dalszy plan, a liczyła się od tego momentu wyłącznie druga ze światowych potęg tego sportu. I wszystko to potwierdził wysłannikowi Interii na Filipinach.
- Tak! Uwielbiam takie granie. Takie mecze uwielbiam, to są dla mnie najlepsze pojedynki. Dla mnie liczy się tylko jedna rzecz: chcemy być na pierwszym miejscu, mamy jeszcze dwa mecze do wygrania. Czy to są Włosi, czy jakakolwiek inna drużyna, trzeba iść i ich "ugryźć"
W wielu atakach Leona w starciu z Turcją widać było pełną dynamikę, a także boiskową ekspresję. Czy to oznacza, że dochodzi do dyspozycji, która była szykowana na ostateczną fazę turnieju?
- My tutaj nie mieliśmy przerw od pracy na odpoczynek i relaks, tylko ciężko pracowaliśmy. Mam nadzieję, że dyspozycja będzie coraz lepsza. Nie tylko moja, ale całej drużyny. Liczę, że najlepsze przyjdzie na koniec - zapowiedział przyjmujący.
Z Manili - Artur Gac












