Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić
- Rzeczywiście wyglądają pod tym względem lepiej niż wcześniej, natomiast uważam, że nadal są drużyną, którą w aspekcie mentalnym można złamać - mówi w odpowiedzi na pytanie Interii członek sztabu trenera Nikoli Grbicia w reprezentacji Polski, Mateusz Nykiel. Szkoleniowcy cały czas rozkładają na czynniki pierwsze grę Turków, najświeższą odprawę z analizą wideo zakończyli przed godziną 18 czasu miejscowego, a następnie udali się prosto na trening. Co jeszcze usłyszeliśmy od trenera i statystyka w jednym?

Sztab Nikoli Grbicia niczego w najmniejszym stopniu nie pozostawia przypadkowi. Od momentu, gdy tylko zakończyła się "misja Kanada", rozpoczęło się kolejne przedsięwzięcie, czyli "operacja Turcja".
Sztab reprezentacji Polski doskonale zdaje sobie sprawę, że Biało-Czerwonym w środę o godz. 14:00 czasu polskiego przyjdzie stoczyć bardzo ciężkie spotkanie. Jeśli "papier" znajdzie potwierdzenie w rzeczywistości, będzie to zdecydowanie najtrudniejszy bój z dotychczasowych, bardziej wymagający od starć z Holandią i Kanadą.
Atuty Turków? "Groźni na zagrywce, bardzo ofensywni i silni"
Turcy są na fali, te mistrzostwa układają się dla nich fantastycznie, a pod względem mentalnym już poczuli się - co w rozmowie z Interią przyznał przyjmujący Murza Lagumdzija, "nie do zatrzymania". - Oczywiście życzylibyśmy sobie, żeby na tym etapie turnieju to był inny rywal, a z Polską chętnie zagralibyśmy w finale, ale jest, jak jest. Nie możemy doczekać się tego meczu. Dlaczego mamy nie pokonać nawet Polski? Wiemy, że są najlepsi. Mamy dla nich pełen szacunek. Ale wyjdziemy po to, żeby ich pokonać - mówi młodszy brat Adisa, który jest największym gwiazdorem zespołu, grającym na pozycji atakującego.
W polskim sztabie wcale nie nadużywa się słowa "zaskoczenie" w kontekście reprezentacji Turcji, na co w rozmowie z polskimi dziennikarzami zwrócił uwagę Mateusz Nykiel, statystyk w zespole.
- Na pewno mają potencjał na granie bardzo dobrej siatkówki. Myślę, że jedynym zaskoczeniem z ich strony jest to, że do tej pory cały czas utrzymują ten sam dobry poziom. Nie mają zbyt wielu momentów zawahania. Myślę, że jest to drużyna przede wszystkim groźna na zagrywce, która jest bardzo ofensywna i silna. Ich charakterystyka jest bardzo podobna do drużyn, z którymi graliśmy, czyli Kanadyjczyków i Holendrów - podkreślił fachowiec.
Dopytany, czy ten fakt powoduje, że należy dostrzec w nim wyłącznie plusy, odparł:
- Z jednej strony tak. Myślę, że bardzo ważne dla nas były oba poprzednie spotkania. Będące mocnym przetarciem przed tym bardzo ważnym meczem ćwierćfinałowym. Uważam, że względem meczu z Holendrami, w ostatnim spotkaniu z Kanadą już wyglądaliśmy lepiej jeśli chodzi o nasze przyjęcie. Natomiast myślę, że cały czas mamy rezerwy - zapewnił.
Dodał coś jeszcze, co pokazuje, że jakkolwiek banalnie i wyświechtanie brzmi hasło: "dzisiaj nie ma już słabych drużyn", to pod pewnymi względami ci jeszcze słabsi technicznie i taktycznie, pociągnęli się w elemencie, którym można siać spustoszenie po drugiej stronie siatki.
Po fazie grupowej dokonaliśmy analiz, które pokazują, że drużyny, z którymi graliśmy w grupie plus Kanada, dysponują praktycznie takimi samymi zagrywkami, jeśli chodzi o prędkość, jak drużyny z finałów Ligi Narodów, czyli Brazylia i Włochy. To tylko pokazuje, że zespoły, które grają przeciwko reprezentacji Polski, ryzykują na zagrywce i liczą, że będziemy popełniać błędy
Mówiąc o największych armatach w drużynie rywali, poza Adisem Lagumdziją wymielił także innych, na których nasi zawodnicy powinni szczególnie uważać.
- Na pewno przyjmujący Efe Mandiraci jest tym zawodnikiem, który będzie pomagał mu brać ciężar gry na siebie. Natomiast warto też zwrócić uwagę na środkowego Bedirhana Bulbula, to bardzo groźny zawodnik. Nie tylko jeśli chodzi o ofensywę, czyli zagrywkę i atak, ale też blok. Oni grają bardzo dobrze w bloku, dysponują sporymi warunkami fizycznymi, więc na pewno musimy na tych zawodników uważać - zaznaczył.
To wszystko jest tym, na co polscy siatkarze muszą szczególnie zważać. Znaleziony został jednocześnie także najsłabszy punkt rywali, który bezwzględnie trzeba będzie spróbować wykorzystać.
- Turcy są jedną ze słabszych drużyn na tym turnieju jeśli chodzi o przyjęcie, dlatego myślę że bardzo dużo w tym meczu będzie rozstrzygać się w elemencie zagrywki i przyjęcia - ocenił.
Polacy wiedzą, gdzie jest słaby punkt rywala. "W aspekcie mentalnym można ich złamać"
Nykiel z uznaniem wypowiedział się o Slobadanie Kovacu, czyli od tego roku trenerze tej kadry, którego ręka jest już wyraźnie widoczna. Zespół zyskał m.in. tak ważną pewność siebie na boisku. - Widać, że mają dobrą komunikację między sobą, czyli sztab trenerski z zawodnikami. Myślę, że trener Kovac wniósł trochę nowości do tej drużyny. Widać, że z boku przy linii dużo wymaga od zawodników, dlatego na pewno dzięki niemu Turcja jest w stanie zrobić krok do przodu. I będą bardzo niebezpieczni - nie ma wątpliwości.
Jednocześnie nie do końca zgodził się ze słowami Mirzy Lambudziji, który stwierdził, że wcześniej, gdy tracili kilka punktów w serii, ich gra się sypała, z kolei za trenera Kovaca są w stanie utrzymać kolektyw.
Myślę, że na pewno poczynili postępy w tym elemencie. Natomiast spotkanie z Holandią pokazało, że te problemy między sobą czy tracenie koncentracji nadal mają. Pokazał to drugi bądź trzeci set, kiedy zaczęli się kłócić z sędziami i dyskutować z przeciwnikami po drugiej stronie siatki. Zaczęli popełniać proste błędy i było widać, że są momenty, kiedy patrzą krzywo na siebie.
- Trener Kovac denerwował się i mocno też na nich krzyczał. Rzeczywiście wyglądają pod tym względem lepiej niż wcześniej, natomiast uważam, że nadal są drużyną, którą w aspekcie mentalnym można złamać - mocno spuentował Nykiel.
Zapytany, czy Turkom już można nadać miano "czarnego konia" turnieju, odparł: - Na pewno jest to drużyna, która zaprezentowała się bardzo dobrze z grona tych drużyn, na które nikt nie stawiał. Czy są czarnym koniem? Nie wiem, mam nadzieję, że nim nie będą - wymownie się uśmiechnął.
Z Manili - Artur Gac












