- Jesteśmy zdrowi i to jest najważniejsze. Trenujemy normalnie, nie mamy większych problemów, bo mniejsze są oczywiście normalne dla każdego zawodnika. Jestem zadowolony jak trenują i grają - od tych słów zaczął rozmowę z dziennikarzami Nikola Grbić, po raz kolejny na tych mistrzostwach wkraczający między przedstawicieli mediów w świetnym humorze. Stęskniony czy nie, ale wita się tak, jakby w tej symbiozie jedni bez drugich nie mogli żyć.
Grbić: Turcy bardzo dobrze zagrywają. To ich największy atut
I szybko także wyraził nadzieję, którą wtłacza w głowy swoich zawodników od pierwszego meczu tych mistrzostw, z kopciuszkami w postaci Rumunii i Kataru, że w dzisiejszej siatkówce nie ma miejsca na lekceważenie kogokolwiek. Statystyki bowiem pokazują, że zwłaszcza w tych elementach, które można względnie szybciej wytrenować, jak piorunująca zagrywka, prędkości outsiderów zbliżyły się do piłek, posyłanych przez finalistów Ligi Narodów.
- Mam nadzieję, że chłopaki będą mieli odpowiednie podejście do Turcji, bo ten zespół gra dobrze. Dwa ostatnie mecze z nimi nie znaczą nic, bo teraz to jest inna Turcja. Grają dużo lepiej, grają dobrą siatkówkę. Nie są tu przez przypadek, mają kilku dobrych zawodników na odpowiednim poziomie. Musimy więc zagrać naszą najlepszą siatkówkę - podkreślił Grbić.
Właśnie - "nowa Turcja". Tę frazę powtarzają wszyscy, którzy oglądają mecze ekipy Slobodana Kovaca na Filipinach. Siatkarze znad Bosforu weszli na nieznany wcześniej poziom i nikt nie ma prawa powiedzieć, że w którymkolwiek meczu psim swędem wywalczyli każde z czterech zwycięstw.
- Czym mi imponują? Bardzo dobrze zagrywają. To jeden element, w którym mają dużo zawodników, zdolnych do ryzykowania. Na tym elemencie bazują, ale nie tylko to, bo są też dobrze zorganizowani w obronie, ale grają też blokiem i w kontrataku. Jednak zagrywka jest moim zdaniem ich największym atutem. Atak również, ale przede wszystkim musimy być gotowi, że w najgroźniejszym elemencie stać ich na wiele, bo mogą celować w każdego zawodnika i w każdą strefę. Potrzebujemy tutaj dużo uwagi - zaakcentował szkoleniowiec "biało-czerwonych" przed konfrontacją ze swoim rodakiem.
Małe sprostowanie, żadna konfrontacja rodaków, co chciał wyraźnie przeciąć nasz szkoleniowiec. - To nie będzie mecz Grbić kontra Kovac, tylko Polska kontra Turcja - rozstrzygnął, tłumacząc że między kolegami z dawnej olimpijskiej kadry nie ma przyjaźni, ale są kolegami.
Warto konfrontować swoje spostrzeżenia z optyką takiego fachowca, jak Grbić, bo można prędko zrozumieć, jak mylące może być patrzenie na indywidualne statystyki. Rzeczywiście, pod tym względem Turcy odjeżdżają nam na każdym kroku, ale czy to problem do wielkiego niepokoju? Grbić wyjaśnia, że jeśli ma się kadrę naszpikowaną tyloma wybitnymi zawodnikami, kompletnie nie jest to wymierne.
- Cóż mogę powiedzieć. Gdy Brazylijczycy i Włosi dużo wygrywali, nie mieli nikogo, kto zdobywał po 30 punktów, bo oni grają jak zespół. Do tego ja czasami także dokonuję wielu zmian i nie ma wtedy takich statystyk, jak przy zawodnikach, którzy grają cały czas. My nie mamy najlepszego przyjmującego czy najlepszego atakującego, ale to nie znaczy, że nie gramy dobrze jako zespół - zaczął tłumaczyć. I kontynuował:
- Oczywiście oni mają Adisa Lagumdziję, który jest dla nich bardzo, bardzo ważny. Bardzo dużo atakuje ważnych piłek w istotnych momentach, do tego dobrze zagrywa i blokuje, będąc zawodnikiem, który klasę budował na włoskich boiskach. To gracz, na którego musimy mieć duże baczenie. Jednak chcę powiedzieć, że dla mnie to nie musi znaczyć nic, jeśli masz jednego zawodnika, który na każdym spotkaniu robi po 25 punktów. Oczywiście to jest ważne mieć kogoś takiego jak on, ale dla mnie ważniejsze jest, że my gramy jak zespół. I każdy zawodnik jest gotów, żeby wyjść, gdy go potrzebujemy - nakreślał swoją optykę selekcjoner.
Piękny gest polskich siatkarzy na Filipinach. Wielkie serca podczas mistrzostw
Zresztą słowa samego Lagumdziji, wypowiedziane na pytanie wysłannika Interii, były wymowne. Powiedział wprost, że ławka rezerwowych Polaków jest naprawdę szeroka, więc jeśli ktoś nie ma swojego dnia, ma zmienników. Natomiast w Turcji tego nie ma i pojawia się problem, jeśli zawodnicy podstawowego składu nie grają na swoim optymalnym poziomie. Grbić słysząc te słowa przytaknął, a następnie powiedział:
Ja jestem bardzo zadowolony, bo mamy ławkę, która jest długa. Mamy naprawdę dużo zawodników, którzy mogą zagrać, jak "Semen", Kewin, Szymon, Artur. I to jest jakość naszego zespołu. Mam nadzieję, że wygramy, a bez istotnego znaczenia jest to, kto gra. Najważniejsze, by wygrała Polska. Każdy będzie miał swoje rolę, nawet ktoś, kto zdobędzie tylko jeden punkt, może tym punktem zrobić różnicę - zwrócił uwagę.
Grbić rozumie euforię Turków. Ale nie wyklucza, że jednego nie biorą pod uwagę
Zgodził się z dziennikarzem Interii, że ręka trenera Kovaca na tym zespole, który prowadzi ledwie od początku tego roku, jest już nadto widoczna.
- Tak, tak. Oni teraz grają naprawdę dużo lepiej, atmosfera w zespole jest dużo lepsza. To nie jest ta Turcji, z którą mieliśmy okazję grać w Lidze Narodów, a także po raz ostatni w Japonii. Teraz to jest Turcja, która ma zawodników z dobrych klubów, mających za sobą doświadczenie w ważnych meczach i dlatego musimy mieć dużo skupienia na tym, jak grają. I coraz bardziej tworzą drużynę - zaznaczył.
Trener Kovac powiedział, że mecz z Polską będzie dla jego zawodników prawdopodobnie najważniejszym w dotychczasowej karierze. Zresztą sami jego podopieczni nie ukrywają, że będą chcieli wygrać za wszelką cenę i nie stawiają się na straconej pozycji. To wszystko jednak piękna teoria, ale rywale być może zapominają o jednym lub po prostu nie są tego świadomi. Ale od czego jest trener Grbić, który zjadł zęby na siatkówce, a jego zawodnikom od lat towarzyszy ciągła presja. Dlatego też słysząc pytanie, czy obawia się tego, że taka motywacja może Turków ponieść o poziom wyżej, nałożył na całą sprawę kluczowy filtr.
- To nie jest łatwe. Ja wiem, że dla każdego z nich to byłby historyczny sukces, to najważniejszy mecz dla tureckiej siatkówki. Ale nie jest wystarczające tylko chcieć. Musisz mieć też zawodników, którzy wiedzą, jak grać takie spotkania. Okay, mogą mieć taktykę, że na zagrywce i w ataku ryzykują, ale pierwsza rzecz jest taka, że w swojej dotychczasowej karierze nie trenowałeś cały czas z maksymalnym ryzykiem. Faza zasadnicza to odrębna historia, bo grasz w grupie kilka meczów i z przeciwnikami, z którymi trudniej przegrać, dlatego jest ci łatwiej - zaczął od tego.
Zostali sensacją mistrzostw, na ich sukces pracuje Polak. Wyjawia tajemnicę
I kontynuował swój wywód: - Natomiast w tej chwili oni mają już oczekiwania. A ja nie wiem, jak oni grają pod presją, z kolei my pod presją gramy cały czas - roześmiał się Grbić.
- Więc dla nas to nie jest nic nowego. Nie chcę powiedzieć, że oni takiej gry nie wytrzymają. Oczekuję wręcz, że zagrają w najlepszy możliwy sposób i my na to będziemy gotowi. Chcę tylko powiedzieć, że to nie jest łatwe, jak pstryknięcie palcami i powiedzenie sobie: "ok, teraz jest ważny mecz, więc gramy". Bo gdyby to było takie proste, to Turcja przez cały czas grałaby o medale, ale nie gra. Ich zawodnicy są dobrzy, ale dużo takich spotkań nie grają. Ile razy Turcja grała wcześniej w ćwierćfinale MŚ? Dlatego myślę, że z jednej strony mogą mieć fantastyczną energię i motywację, ale czy na pełnym ryzyku utrzymają taką grę przez dwie lub dwie i pół godziny? Wtedy może wygrają, ale chcę podkreślić, że to nie jest takie proste. Jedna sprawa to wiedzieć, jak ważny czeka cię mecz, a druga to wykonać to wszystko na boisku. Unieść ciężar takiego meczu jest trudno - powiedział 52-latek, który z naszymi gwiazdami sięgał już po wicemistrzostwo olimpijskie, wicemistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i triumf w Lidze Narodów.
Z Manili - Artur Gac













