Sensacyjny set Polaków na Filipinach i kompletny zwrot akcji. Włączyli "tryb demolki"
Reprezentacja Polski niespodziewanie zadbała o to, aby już w pierwszym meczu mistrzostw świata serca kibiców zabiły mocnej. Najwyżej notowana drużyna świata umiejętnościom do spółki ze szczęściem zawdzięcza to, że nie straciła pierwszego seta w starciu z Rumunią. Początek spotkania potwierdził, że niespodzianki i sensacje mogą być znakiem rozpoznawczym tego czempionatu. Zespół Nikoli Grbicia ostatecznie wygrał za pełną pulę, a szkoleniowiec ma sporo materiału, który warto poddać analizie.

Polscy siatkarze od niedzieli odliczali dni do pierwszego meczu, bo czas spędzany w reżimie treningów i pobytu w hotelu na Filipinach zaczął im się dłużyć, a każdy dzień miał sprzyjać temu, by forma zawodników stawała się coraz lepsza. Mocne obciążenia treningowe w kluczowym momencie miały ustąpić miejsca świeżości i tzw. "oczku", choć w zamierzeniu inauguracyjny mecz z Rumunią miał dopiero zacząć porządnie naoliwiać tę do niedawna dociążoną maszynę, która próbkę możliwości zaprezentowała w ostatnim meczu kontrolnym w Łodzi przeciwko Brazylii (zwycięstwo 4:0).
Sensacyjny przebieg pierwszego seta. Polacy, co się stało?
Najbardziej zastanawialiśmy się, jakiej ostatecznie decyzji dokona Nikola Grbić odnośnie meczowej szóstki, a najbardziej intrygowała pozycja atakującego. Ostatecznie Serb postawił na tego, którego gwiazda najmocniej świeci w Manili, czyli Bartosza Kurka, wybranego jako jedna z tych ikon współczesnej siatkówki, która swoją podobizną promuje dawno niewidziany czempionat w Azji. Poza kapitanem zespołu, wyjściowy skład na starcie z Rumunią tworzyli: Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Tomasz Fornal, Norbert Huber oraz libero Jakub Popiwczak.
Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a już przy stanie 3:3 polska publiczność, niezwykle żywiołowa, choć nie w bardzo licznej grupie, zaczęła skandować "gramy u siebie". Tymczasem Rumuni rozpoczęli bez kompleksów, grając zdyscyplinowanie i bardzo agresywnie.
Gdy asem popisał się Aciobanitei, rywale wyszli na prowadzenie 7:5. A po chwili Peta zatrzymał blokiem Kurka, w reakcji demonstrując taniec radości. Grbić jeszcze nie reagował, dając swoim siatkarzom szansę na to, aby sami uprzątnęli to, co nabroili. Gdy jednak doskonałym atakiem popisał się Bartha, gwiazdor zespołu Itas Trentino, szkoleniowiec Orłów już wszedł do akcji (7:10). Przerwa podziałała jak zimny prysznic i dwukrotnie pod rząd nasz zespół odpowiedział efektownym blokiem. Zatrzymanie na siatce Baleana i as Kurka sprawił, że wróciliśmy do równowagi (13:13).
Rumuni uwierzyli, że w pierwszym secie są zdolni do wszystkiego, dlatego przy drugim remisie (15:15), zareagowali czasem. Mogła to być także próba wybicia z uderzenia Wilfredo Leona, który wszedł na pole zagrywki i zaczął "strzelać" swoją bronią, siejąc popłoch w szeregach rywala. Gigantyczna wściekłość po stronie trenera Sergiu Stancu pojawiła się, gdy z powodu dużego błędu przy zagrywce Orłów oddalili się od naszej ekipy na dwa punkty. Szkoleniowiec odwrócił się w stronę ławki rezerwowych i ryknął na całe gardło.
Na nieudany czelendż Polacy odpowiedzieli mocnym atakiem Kurka, ale po drugiej stronie siatki w kolejnej akcji nawet Kochanowskiemu zaimponował Magdas, zbijając piłkę z wielką mocą po skosie. Niespodziewanie oglądaliśmy bardzo zaciętą końcówkę, najlepsza drużyna świata remisowała z outsiderem (22:22). Gdy Ionescu atakował przy kompletnie zgubionym polskim bloku, Grbić za Leona wprowadził Semeniuka. Za moment Fornal został zatrzymany i piłkę setową (24:23) sensacyjnie miała 22. reprezentacja świata.
Szczęście pomogło w końcówce partii. Powrót z dalekiej podróży
Serb po raz drugi przywołał swoich graczy, a piłkę na przełamanie od razu wykorzystał Fornal. Aciobanitei dał swojemu zespołowi kolejnego setbola, a Kurek atakiem po dłoniach doprowadził do remisu. Następna piłka znów została skierowana do Fornala, który świetnym atakiem w końcu odwrócił losy nerwowej końcówki. Rumuni poprosili o czas, a Ionescu nie pozwolił nam domknąć seta.
Na parkiet, przy kolejnym setbolu wrócił Leon, ale tym razem Fornal nie popisał się na zagrywce. Polacy nie byli w stanie postawić kropki nad "i", bo blok przestał przynosić punkty, gdy piłkę po swojej stronie mieli przeciwnicy. I znów serca zadrżały nam mocniej, bo Ionescu obił naszych blokujących i punkt przewagi mieli rywale. Przy stanie 32:31 dla Rumunii serwował Ionescu, a kolejny atak mógł dać im zwycięstwo. Długo trwało oczekiwanie na czelendż, wszyscy patrzyli w telebim pod kopułą dachu, na szczęście Polacy odetchnęli z ulgą. Dotknięcia piłki w bloku nie było i punkt przeszedł na naszą stronę.
Fortuna była po naszej stronie. Najpierw, ze sportową złością, znakomicie zaatakował Kurek, a Kochanowskiemu na polu zagrywki pomogła siatka (34:32). Rumuni zostali w blokach startowych, za to nasz zespół i kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców w biało-czerwonych barwach mogła odetchnąć z ulgą. Powiedzmy to wprost - strata choćby jednego seta już byłaby sensacją.
Drugi set bez historii. Polacy "rozstrzelali" rywala
Być może morale siatkarzy Stancu nieco podupadło, bo drugie starcie nasz zespół rozpoczął dużo lepiej, szybko budując przewagę. Seria punktów zaowocowała prowadzeniem 6:2, które przeszło w 8:4. Polacy wiedzieli, że muszą poprawić przyjęcie i atak, bo w skuteczności tych elementów ustępowali przeciwnikowi. A na ławce usiadł ich kat z pierwszego seta Aciobanitei, zdobywca aż 9 "oczek".
Przy wysokim wyniku 13:8 na zmianę zdecydował się Grbić, w miejsce Kurka posyłając do boju Kewina Sasaka. "Biało-czerwoni" coraz bardziej się rozkręcali, świetnie ze środka zaatakował Kochanowski, a Fornal w swoim stylu wygrał tzw. sytuacyjną piłkę na siatce. Nasz zespół zaczął prezentować bardziej urozmaiconą siatkówkę, uruchamiany na środku zaczął być także Huber i rywalom było coraz trudniej, by dotrzymać nam kroku. A mówiąc wprost, różnica klas coraz wyraźniej się zarysowywała (18:11).
Mając komfort gigantycznej przewagi Grbić wreszcie mógł robić to, co chciał, czyli dalej rotował i na plac gry w miejsce Leona wprowadził Artura Szalpuka. Ta partia, w porównaniu do pierwszej, nie miała kompletnie żadnej historii. Pierwszą piłkę setową Polacy mieli przy stanie 24:14, a zaraz potem wygrali 25:15 po przestrzelonej zagrywce Ionescu.
Pełna kontrola, Polacy domknęli mecz w swoim stylu
Gdy pojedynczym blokiem rywala zatrzymywał Fornal, a w reakcji Stancu ściągnął na ławkę Ionescu, to był już wyraźny znak, że goście zaczynają tracić to, z czym przystąpili do sobotniej potyczki, czyli skuteczność swoich głównych armat. Trzecia partia jednak już nie była wyścigiem dwóch prędkości, ale od stanu 6:5 wynik cały czas kontrolowali "biało-czerwoni", najwyżej prowadząc czterema punktami (14:10). Później nasz zespół podkręcił tempo, mocnym atakiem zapunktował Leon (17:12) i Rumuni szukali jeszcze nadziei w przerwie, którą zaordynował ich szkoleniowiec.
Gdy Bala popisał się asem serwisowym (22:18), a następnie zmusił do ofiarnej interwencji Popiwczaka, mogło zrobić się nieco goręcej. Ale sytuację uspokoił Sasak, kończąc wymagającą piłkę pomimo bloku. Końcówka należała właśnie do zmiennika Kurka. Kropkę nad "i" asem postawił Semeniuk i Polska wygrała trzecią partię 25:19.
Z Manili - Artur Gac













