Niedzielny dzień wolny Norbert Huber nie wykorzystał do tego, by do czasu zaplanowanej na godz. 20 kolacji pozwolić sobie na różnego rodzaju szaleństwa. Przywilej, na który pozwolił siatkarzom Nikola Grbić, przeznaczył między innymi na to, aby się... wyspać.
Norbert Huber punktuje organizatorów. "Woda, sanitariat i... coś wychodzącego spod szafki"
Co jeszcze wymyślił? - Byłem z Wilfredo na obiedzie, w saunie i na treningu indywidualnym - wymienił wszystkie swoje aktywności. Dodał, że do końca mistrzostw chętnie wychodziłby z chłopakami poza hotel na obiady. I tak, bez przydługiego wstępu, od razu w gronie dziennikarzy z Polski zszedł na temat klimatu turnieju w tej części świata.
Zostali sensacją mistrzostw, na ich sukces pracuje Polak. Wyjawia tajemnicę
- Mam nadzieję, że następne poważne turnieje będą w innych częściach świata. Jak będzie mi dane zagrać za dwa lata w Polsce, to może będzie to lepiej zorganizowane. Zawsze jest pole do poprawy i do tego, aby było lepiej. O co chodzi? Na pewno rozłożenie tylu drużyn, może więcej hoteli, więcej hal i większa liczba miast. Myślę, że komitet organizacyjny ma szerokie pole do popisu - stwierdził środkowy naszej kadry. Przypomnijmy, że w 2027 roku rzeczywiście nasz kraj będzie gospodarzem czempionatu globu.
Plusem na pewno stało się to, jak podkreśla Huber, że po fazie grupowej "biało-czerwoni" opuścili legendarną Araneta Coliseum. Jeśli wsłuchać się w w głos reprezentanta Polski, słynne "Thrilla In Manila", czyli hasło wielkiej walki Muhammada Alego z Joe Frazier w tym miejscu dokładnie 50 lat temu (1 października 1975 roku), w tej chwili bardziej by pasowało do miejsc wewnątrz obiektu, z którymi i w których obcowali siatkarze m.in. naszej drużyny narodowej.
- Nowa hala (SM Mall od Asia Arena - przyp.) w porównaniu do tamtej ma się dużo lepiej. Jest trochę cieplej, jest ładniejsza i jest nawet ciepła woda w szatni, więc można się umyć po meczu, co wcale nie jest takie oczywiste, bo nie było tego w poprzedniej hali ani w obiektach treningowych. Jest też trochę czyściej, są lepsze warunki sanitarne i nie ma takiej obawy, że coś wyjdzie spod szafki - wypalił "Norbi".
Niezadowolenie okazał także w momencie, gdy został zapytany o podsumowanie swojej dotychczasowej dyspozycji, jaką zaprezentował w czterech rozegranych meczach, czyli trzech grupowych i jednym pucharowym.
- Myślę, że na tyle lat, co mam, mogę spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że nie prezentuję się jakoś w porządku. Ale staram się podążać myślą trenera i realizować jego założenia, tego co ode mnie oczekuje - szczerze ocenił, a dopytany przez Interię, czy odbył jakąś indywidualną rozmowę z trenerem Grbiciem, odparł: - Nie, nie miałem indywidualnej. Raczej każdego dnia mamy rozmowę drużynową i często biorę w niej udział.
Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić
Huber jest kolejnym z polskich siatkarzy, który publicznie podkreślają, że Turcy robią w tym turnieju na nim wrażenie. Choć przesadnie nie ekscytował się faktem, że wygrali dotąd wszystkie cztery mecze i przegrali ledwie dwa sety, co sprawia, że są nazywani "czarnym koniem" turnieju.
- Przed turniejem nikt nie zakładał, że Japonia, Francja i Brazylia odpadną w grupie. Na pewno na ten moment Turcy grają bardzo dobrze, ale to tylko jeden mecz. Nie zawsze jest niedziela, a w środę będzie, mam nadzieję, nasz dzień - stwierdził, dodając że ma szacunek do rywala i myśli o nim bardzo poważnie. Jednak to, na czym się koncentruje, to głównie na swoich zadaniach. - Skupiam się, żeby dobrze podrzucić piłkę, mocno przyserwować i być w bloku tam, gdzie trener chce, abym był oraz być trochę bardziej skutecznym - wymienił.
Huber ma ekstra motywację do awansu. "Przylecą moi rodzice i siostra"
Z pewnym przymrużeniem oka z kolei opowiedział o tym, że trudno spodziewać się, by przez Turków zostali czymś zaskoczeni. - Nie myślę o tym, że będą grali coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Siatkówka jest dzisiaj na tyle prosta, że mniej więcej wiemy czego się spodziewać i raczej nie będzie kwadratowych jaj.
Emocje oczywiście wkraczają na coraz wyższy pułap, ale Huber obraca je w pozytywną motywację. Sam bowiem poczynił kroki, które mają go dodatkowo uszczęśliwić. Zatem w starciu z Turcją będzie ekstra naładowany z rodzinnego powodu.
- Chcę przejść do następnego etapu, bo wtedy do Manili przylecą moi rodzice i siostra. To byłoby super, gdyby się udało, więc przekładam motywację boiskową na to, co może wydarzyć się poza nim. Z każdym meczem na pewno jest ciężej, bo stawka jest większa, ale jako drużyna graliśmy już w większych meczach - przypomniał.
Wielu twierdzi, że ćwierćfinał w turnieju to szczególny mecz, bo jego wygrany wchodzi do fazy medalowej. Czyli gwarantuje sobie minimum walkę o brąz mistrzostw świata. Polacy jednak grają na takim poziomie i przywykli do takich miejsc, że tu nikt na tym etapie turnieju nie mówi, iż awans do najlepszej czwórki będzie jakimkolwiek sukcesem. To raczej ciągle tylko i aż przystanek, mający wieść do najważniejszego celu.
- Uważam, że kluczowym meczem będzie finał, a więc czy uda nam się osiągnąć to, po co tu przylecieliśmy. Bo raczej chcielibyśmy grać do końca. Wiemy, że samolot mamy w poniedziałek, więc dobrze by było w tym finale zagrać - roześmiał się.
Jeszcze raz zaczął się śmiać, gdy zaznaczył, że bilety dla rodziny na halę już także zostały zakupione, więc... - Jeśli odpadniemy, to będę kilkanaście tysięcy złotych w plecy - skwitował.
Z Manili - Artur Gac






![Ekstraklasa: Lech - Raków. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9A7WAWQYNEYR-C401.webp)






