Polak i Filipinka kupili bilety aż do finału MŚ. Małżeństwo pokazało rachunek
Ona z Mexico, gminy w prowincji Pampanga, on z Gdańska. Filipinka i Polak. Malou i Andrzej. Poznali się siedem lat temu, a w związek małżeński wstąpili przed dwoma laty. Oboje, z racji pracy na statku, są obieżyświatami, ale na końcu ich metą są rodzinne miasta. Swoją kibicowską przygodę z mistrzostwami świata zaczęli od meczu z Holandią i nie opuszczą już do końca żadnego pojedynku "biało-czerwonych". Bilety mają do finału. Co o polskiej kadrze myśli 35-letnia Azjatka oraz ile kosztowało ich łącznie dziesięć wejściówek?

Wpadliśmy na siebie, jak to bywa w takich okolicznościach, gdy na wielkich imprezach sportowych każdego dnia mija się mnóstwo nowych osób, zupełnie przypadkowo. A dokładnie nasze drogi przecięły się w hali SM Mall of Asia Arena, gdzie od fazy pucharowej w całości rozgrywane są pojedynki podczas mistrzostw świata w Manili.
Malou i Andrzej. Z Los Angeles do Manili, aż po finał
Najpierw wypatrzyłem mężczyznę, który w pojedynkę stał niedaleko drzwi wejściowych, mając na sobie reprezentacyjną koszulkę i biało-czerwony kaszkiet. - Cześć, mam na imię Andrzej. Przyleciałem tu 17 września, czyli akurat w dniu meczu z Holandią. Wylądowaliśmy z żoną w Manili o godzinie 6 rano, a już o godz. 18 byliśmy na meczu - uśmiechnął się.
Większa historia dopiero od kolejnego zdania zaczęła się pisać. - Moja żona jest Filipinką. To nasz drugi mecz, a bilety mamy już kupione aż po sam finał. Mam więc nadzieję, że do końca będziemy oglądać naszą kadrę - dodał.
Po chwili nadeszła jego ukochana. - Jestem Malou - przywitała się, ubrana dokładnie tak samo, jak jej mężczyzna. Czyli w koszulce i czapeczce w naszych narodowych barwach. Kibicowsko reprezentowali dwa światy, Andrzej przyznał, że bardzo lubi siatkówkę i w miarę możliwości ogląda mecze, natomiast dla Filipinki to był siatkarski debiut.
- Zdecydowanie od początku mi się spodobało. Rzeczywiście byłam dopiero pierwszy raz, ale dało się wyczuć dużo pozytywnej energii podczas meczu - dzieli się wrażeniami z Interią Malou. A swoje dołożył Andrzej: - Bardzo emocjonowała się już na pierwszym spotkaniu i chyba złapała bakcyla. Przeżywaliśmy także to, że nawet reprezentacja Filipin otarła się o awans do strefy medalowej. Akurat niedaleko stąd oglądaliśmy ten mecz w restauracji. I przez 30 sekund byli w 1/8 finale, przeżywaliśmy to strasznie, Malou aż podskakiwała przy stoliku. Niewiele zabrakło, a byłaby sensacja - opowiadał z pasją w głosie.
Malou: - Oczywiście, że złapałam siatkarskiego bakcyla. Ale mam łatwe zadanie, bo kibicuję najlepszej drużynie na świecie! - roześmiała się sympatyczna 35-latka. Co ciekawe, mimo dopiero raczkującego, kibicowskiego stażu, już była w stanie spojrzeć nieco analitycznym okiem. - Drugi mecz tego dnia także był ciekawy, ale bardziej ekscytujący był ten Polski z Holandią. Może dlatego, że był to pierwszy mecz siatkówki, jaki kiedykolwiek widziałam na własne oczy, ale także momentami wynik był bardziej zbliżony, co podnosiło emocje.
Nasza rozmówczyni od razu także bez namysłu wskazała zawodnika, który zrobił na niej największe wrażenie. - Najbardziej polubiłam Bartosza Kurka, sprawia wrażenie lidera na parkiecie - trafnie oceniła.
Ich życie na co dzień jest bardzo ciekawe. Razem pracują za granicą, ale można powiedzieć, że przez większość czasu są w podróży. Swoje zawodowe obowiązki wykonują tu, gdzie się poznali, czyli... na statku. Gdy zapytałem, jakie państwo jest ich najczęstszą bazą, nie mieli łatwo odpowiedzieć.

Większość roku spędzamy na statkach pasażerskich, więc krążymy po całym świecie. Teraz akurat Malou kończyła kontrakt na Alasce, a ja byłem na Florydzie. Spotkaliśmy się w Los Angeles i stamtąd przylecieliśmy razem do Manili. Tak że fajnie zgraliśmy sobie urlopy - śmiali się. Malou jest pracownikiem działu Human Resources, z kolei Andrzej wykonuje na statku powinności inżyniera-mechanika.
- Można powiedzieć, że większość czasu w roku spędzamy na Filipinach, w sensie tu najczęściej przyjeżdżamy na urlop. Ale czasami wpadamy także do Polski na krótki okres - zaznaczyli.
Dlaczego brakuje kibiców? Filipinka i Polak mają swoje teorie
Wróciliśmy do tematu biletów. Byłem ciekaw, z jakim kosztem w ich przypadku wiązało się nabycie wejściówek aż po finał. Andrzej, żeby być precyzyjnym, wyciągnął telefon, zagłębił się w cyferkach i płatnościach, po czym pokazał mi na ekranie gotową odpowiedź.
- Wyszło około 70 tysięcy peso, czyli w przeliczeniu na złotówki łącznie za dziesięć biletów dla dwóch osób zapłaciliśmy prawie 4,5 tysiąca złotych. Natomiast na mecz półfinałowy i finałowy wzięliśmy już lepsze miejsca, dlatego ta cena jest trochę podbita - uszczegółowił nasz rozmówca.
Mając takich rozmówców postanowiłem także, według ich najlepszej wiedzy, dowiedzieć się, z czego ich zdaniem wynika dalece niezadowalająca frekwencja na meczach. Zdaniem Andrzeja odpowiedzi na to pytanie nie można spłaszczyć tylko do cen biletów, bo w tej potężnej aglomeracji, liczącej około 2 miliony mieszkańców, z przeszło 43 tysiącami ludzi na kilometr kwadratowy, nie brakuje także tych bardzo majętnych.
- Tutaj siatkówka nie jest sportem pierwszego wyboru. Gdyby to była koszykówka i taka ranga imprezy, to wydaje mi się, że może nawet na każdym meczu hala byłaby pełna. Poza tym promocja tego wydarzenia, jak jesteśmy tu od kilku dni, także kuleje. Są plakaty, jakieś banery, ale brakuje innych nośników. Może jednak ten turniej coś zmieni, biorąc pod uwagę występ kadry Filipińczyków, wokół której zrobiło się głośno z uwagi na dramaturgię tego ostatniego meczu i faktu, że do końca byli w grze o awans w swoim debiucie. To wstrząsnęło lokalną społecznością - powiedział Interii.
Z kolei perspektywa Malou to nie tylko jej rozeznanie, ale także wiedza płynąca z rozmów ze znajomymi Filipińczykami.
- Powodów może być kilka… W mojej opinii siatkówka nie jest bardzo popularna na Filipinach. Po drugie mamy teraz sezon deszczowy i w tym czasie Filipińczycy nie podróżują zbyt dużo. Wpływ na niską frekwencję może mieć również ogólna sytuacja gospodarcza w kraju. Filipińczycy nie są zadowoleni z poczynań rządzących - odparła kobieta.
A na koniec, wracając do siatkarskich emocji i reprezentacji Polski, zgodnie powiedzieli: - Czekamy na medale. Po tym, co pokazuje kadra, apetyty są duże - zacierają ręce na myśl o półfinale i ostatniej batalii o medal. Wierzą, że złoty.
Z Manili - Artur Gac












