Artur Gac, Interia: Po memoriale Huberta Wagnera ma pan najświeższy materiał po analizie. Mówił pan, że nie będzie patrzył wyłącznie w statystyki liczbowe, tylko potrzebna jest analiza wideo. Dodając, że to musi być całościowe i kompleksowe spojrzenie. Jakie ma pan generalne, najistotniejsze wnioski?
Nikola Grbić, trener reprezentacji Polski: - Każde spotkanie musimy oglądać pojedynczo i je analizować. Bo jeśli połączysz pierwszy i drugi mecz, a my przeciw Serbii mieliśmy 14 "bomb" na zagrywce, w tym 11 asów i 2-3 slashe (piłka po przyjęciu rywali wracała na naszą stronę siatki - przyp.) i dołożysz do tego "zero" z Brazylią, to całościowo nawet nie wygląda to źle. A prawda jest taka, że w jednym meczu było super, a w drugim bardzo źle. Dlatego ja muszę szczegółowo analizować, z czego to wynikało, że momentami przeciwnik grał bardzo dobrze. Co wtedy działo się po naszej stronie siatki, kto był wówczas na boisku, jakie zmiany zostały dokonane i tak dalej… Inna sprawa, że według mnie Brazylia i Argentyna grały na swoim super poziomie, przez co było nam bardzo trudno, bo my nie jesteśmy na naszej docelowej formie. Pracujemy w siłowni, mamy jeszcze bardzo duży wolumen treningu, dlatego nie jesteśmy w miejscu, do którego dążymy.
- Myślę, że jest wiele przykładów sytuacji, w których mogliśmy reagować lepiej. To drobiazgi, ale może być jedna lub dwie sytuacje, które zmienisz i zagrasz je lepiej, co sprawi, że nie przegrywasz 24:26, a wygrasz 25:22. Dlatego te pojedyncze okazje, o których mówię od pierwszego dnia, jak zostałem trenerem, są tak ważne. Czasami jedna piłka wystarczy, byś wygrał seta. Dlatego nasza koncentracja musi być na każdym punkcie, każda "piła" musi być zagrana najlepiej, a koncentracja musi być na najwyższym poziomie. Każde spotkanie, każdy set i każdy punkt bez znaczenia, jaki jest wynik, wymaga takiego podejścia. Przykładów mamy tutaj tyle, ile tylko byś chciał. Możesz przegrywać 10:18, ale jedna akcja może sprawić, że odmieni się wszystko.
- Ja wiem, w jakim miejscu jesteśmy teraz. Wiem, które rzeczy możemy robić lepiej. Nie mamy dużo czasu, ale też mamy zawodników, którzy nie potrzebują trzech tygodni, by coś zmienili. Uważam, że z wszystkim jesteśmy na czas. Będziemy trenować kilka rzeczy, które zauważyłem na memoriale Wagnera. I mam nadzieję, że z Brazylią będziemy grać lepiej.
Niepokój po porażce polskich siatkarzy, a tu taka wiadomość od Wilfredo Leona
Jakie elementach wymagają szczególnego doszlifowania pod kątem mistrzostw świata? Czy może chodzić o zagrywkę i, na przykład, atak z trzeciego metra?
- Mieliśmy kilka rzeczy, które... Na przykład, mamy break-point, gdy przeciwnik bardzo dobrze przyjmuje. Do tego ma, powiedzmy, 50 procent w ataku, a kiedy my dobrze zagrywamy i piłka jest od siatki, przy 2-3 blokujących, oni atakują lepiej. Nie ma w tym logiki. I czasami my też atakujemy lepiej, gdy jest wysoka piłka, a nie kiedy mamy idealne przyjęcie. Dlaczego? Dlatego muszę oglądać wszystko, by to wyłapać.
Widziałem kilka rzeczy, które mi się nie podobały. Nie wielkich, ale zacząłem dostrzegać drobne elementy, które dały mi wrażenie, że zaczynamy się trochę rozluźniać. A na to nie możemy pozwolić. Cała ta sytuacja była dla mnie sygnałem ostrzegawczym, żeby interweniować
- Czasami rozgrywający, nie tylko nasi, gdy dostają dobrą piłkę po dobrym przyjęciu, chcą grać bardzo szybko. Lecz nieraz nie jest łatwo być precyzyjnym, bo jeśli piłka jest bardzo szybka, w tym momencie ty w ataku nie masz kierunku. W porządku, blok może nie będzie zamknięty, ale ty masz dwóch zawodników w obronie czekającym na ciebie. I jeśli nie masz kierunku, musisz atakować tylko w środek boiska. Dlatego czasami lepiej jest nie grać bardzo szybko. W porządku, możesz mieć o jednego rywala więcej w bloku, ale my mamy zawodników, którzy są w stanie zagrać we wszystkich możliwych kierunkach, więc mogą grać, co chcą. I dlatego czasami widzisz rzeczy statystyczne, ale kluczowa jest odpowiedź na pytanie, z czego to wynikało. Na przykład za każdym razem, gdy kiwamy, mamy bardzo dużo jakości. Dlaczego nie robimy tego więcej? Okay, na przykład dlatego, że "Leo" jest bardzo mocnym atakującym i on zbija piłkę bardzo dobrze. Dlatego 9 na 10 razy atakuje z mocą, ale dlaczego tego jednego razu nie zagrać sprytniej, gdy nikt tego nie oczekuje? Jeśli takie rzeczy będziemy trenować, będziemy trudniejsi dla przeciwników.
- Oczywiście my mamy określoną charakterystykę zawodników i ja staram się zostawić ich walory i nad nimi pracować, ale jednocześnie dokładać te elementy, które mogą nam pomóc. Bo dodają rozwiązań, które stają się mniej przewidywalne dla rywali. Bez przerwy pracujemy nad tymi rzeczami, które mają sprawić, że będziemy lepsi w obronie, w tzw. piłce przechodzącej za darmo, w bloku, ataku na wysokich piłkach, kontratakach i optymalnym ustawieniu.
W Gdańsku, przed finałem Ligi Narodów, przegraliście dwa mecze z rzędu, a trener był rozzłoszczony ("o tak" - wtrącił Grbić). Bardziej na wynik, czy zachowanie drużyny? I co było kluczem do rozwiązania sytuacji w tamtym momencie?
- Okej, to ostatni raz, gdy jeszcze o tym powiem. Po pierwsze, plan na spotkanie miałem jeszcze przed meczem z Kubą. Więc spotkanie miało się odbyć niezależnie od tego, czy wygramy 3:0 w ciągu godziny. Widziałem bowiem kilka rzeczy, które mi się nie podobały. Nie wielkich, ale zacząłem dostrzegać drobne elementy, które dały mi wrażenie, że zaczynamy się trochę rozluźniać. A na to nie możemy pozwolić. No więc wtedy, oczywiście, byłem dość... A tak przy okazji, nie wiem, czy zauważyliście, ale ja nie lubię przegrywać. I to mimo tego, że Kuba zagrała swoją najlepszą siatkówkę w całej Lidze Narodów. To był ich zdecydowanie najlepszy mecz i absolutnie zasłużyli na zwycięstwo. Na temat ich gry nie miałem nic do powiedzenia, okej? Ale cała ta sytuacja była dla mnie sygnałem ostrzegawczym, żeby interweniować.
- Więc po prostu zebrałem zawodników w szatni i powiedziałem, co miałem do powiedzenia. I to było wszystko. Na tym się skończyło. Potem przegraliśmy z Bułgarią, co było pierwszą porażką z tym zespołem, odkąd zostałem trenerem. Ale nie byłem nawet w połowie tak zły, jak po Kubie. Nawet nie wiedziałem, że jednocześnie po raz pierwszy przegraliśmy dwa razy z rzędu. Nie obchodziło mnie to. To znaczy, nie chodzi o to, że mnie to kompletnie nie obchodziło, ale to zdecydowanie statystyka.
- Jednak wtedy wiedziałem, że zrobiłem to, co musiałem. Oczywiście, gdybym grał najsilniejszą drużyną i gdybyśmy byli w lepszej formie, to powiedzmy, że mecz skończyłby się w niecałą godzinę. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale czasami potrzebne są inne decyzje, jak w przypadku Norberta Hubera, którego trzymałem na boisku, czy Kewina Sasaka w meczu z Włochami w Chicago, czy - to jest dobry przykład - Kuby Nowaka z Brazylią. To był najgorszy mecz Kuby tego lata. Absolutnie najgorszy mecz. Mówię o wszystkim, co związane z jego byciem na boisku. Na przykład na pewnym odcinku czasu w drugim secie dotknął piłki sześć lub siedem razy i każde dotknięcie było niewłaściwe, powodowało błąd lub jakiś bałagan, który tym wywoływał. Ale czasami trzeba mieć cierpliwość, a ja muszę być cierpliwy. Wspomniany Norbi wcale nie grał dobrze, ale jak mogę liczyć, że się poprawi, skoro nie będzie grał? Czasami muszę dać szansę chłopakom, którzy nie grają albo potrzebują szansy, żeby się pokazali. I wtedy był na to czas. Choć byłem zły, bo oczywiście nie było miło przegrać dwa razy z rzędu. Nie twierdzę, że wszystko idzie zgodnie z planem, ale wiedziałem, że zareagujemy w mecz z Francją (na zakończenie pierwszej fazy VNL - przyp.) i zagramy o wiele lepiej.
- Oczywiście, nie mam szklanej kuli. Nie wiedziałem, że później wygramy trzy mecze z rzędu 3:0 w finałach Ligi Narodów, nie przegrywając żadnego seta i dominując praktycznie we wszystkich trzech meczach. Ale oczywiście lepiej, żeby działo się właśnie tak (śmiech).
Rozmawiał i notował Artur Gac, Łódź













