Mocny głos ws. polskich siatkarzy. "Ze zdumieniem czytam niektóre artykuły"
Polscy siatkarze po raz czwarty z rzędu kończą mistrzostwa świata na podium. Obok gratulacji pojawił się jednak również niedosyt, że "Biało-Czerwonym" nie udało się odzyskać złota. - To, co nasi siatkarze zrobili, to bardzo duża rzecz. Z kolejnych mistrzostw świata przywozimy medal. Ze zdumieniem czytam niektóre artykuły czy komentarze, które podważają to, że jesteśmy jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą drużyną na świecie - podkreśla jednak w rozmowie z Interia Sport Piotr Gacek, były znakomity libero, wicemistrz świata z 2006 r.

Damian Gołąb, Interia Sport: Polscy siatkarze kończą mistrzostwa świata na trzecim miejscu. To już czwarte z rzędu MŚ z medalem polskiej drużyny, a w tym wieku piąte, wszystko rozpoczął w 2006 r. zespół z panem w składzie. Jak pan ocenia występ "Biało-Czerwonych" na Filipinach?
Piotr Gacek, wicemistrz świata z 2006 r., wiceprezes PGE Projektu Warszawa: Jesteśmy jedną z niewielu albo i jedyną reprezentacją, która z czwartych mistrzostw świata z rzędu przywozi medal. Te osiągnięcia są jeszcze przeplatane sukcesami w mistrzostwach Europy i Lidze Narodów. Czegóż można oczekiwać więcej? Sportowiec zawsze walczy o najwyższe laury i w głowach chłopaków, szczególnie zaraz po meczu półfinałowym, jakaś gorzka pigułka była, ale spokojnie. Też mam na koncie kilka medali, które może na początku nie smakowały wyjątkowo dobrze, ale po czasie docenia się ten wysiłek i trud. To, co nasi siatkarze zrobili, to bardzo duża rzecz. Z kolejnych MŚ przywozimy medal. Ze zdumieniem czytam niektóre artykuły czy komentarze, które podważają to, że jesteśmy jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą drużyną na świecie.
Sami siatkarze też wspominali o rozczarowaniu czy niedosycie, ale z czasem, jak pan mówi na swoim przykładzie, to się powinno zmienić?
- To jest sport, tu są emocje i zawsze walka o najwyższe cele. Każdy z chłopaków, którzy byli w kadrze, łącznie ze sztabem i całą otoczką reprezentacji, marzy o największych sukcesach. To normalne, to naturalny odruch. Może nie potrzeba będzie jakoś dużo czasu, ale naprawdę trochę go upłynie i wszyscy będą doceniać ten medal, jakby to był kolejny triumf naszych siatkarzy. Bo tak trzeba to oceniać. Proszę zobaczyć, jaką niespodziankę sprawili Bułgarzy. Trzeba pamiętać, że inne reprezentacje nie śpią.
Włosi mieli bardzo długi okres przerwy w sukcesach, po czym zbudowali młodą drużynę, na której opierają aktualnie wyniki. Bułgaria - młodzi, ambitni zawodnicy. Rywale budują nowe reprezentacje, napływa młodzież. A my w dalszym ciągu jesteśmy na podium, warto to docenić.
Zdecydowany lider i nieoczekiwany bohater Polaków. To on błysnął w meczu o medal
Wicemistrz świata mówi o zastępcy Bartosza Kurka. "Wziął sprawy w swoje ręce"
W tym roku reprezentacja Polski utrzymała się na podium mimo braku kilku ważnych zawodników, bez nich wygrała Ligę Narodów. Trener Nikola Grbić wprowadził kilka nowych twarzy do kadry. Który z tych nowych siatkarzy wywarł na panu największe wrażenie?
- Każdy z nowych zawodników, którzy dostali szansę, jest wart uwagi. Doszli do poziomu reprezentacyjnego i w roli debiutanta nie pokazywali zbyt dużej różnicy w stosunku do zawodników, którzy są w kadrze od lat. Na pewno to środkowy Jakub Nowak i libero Maksymilian Granieczny. Ten drugi pokazywał już w Polskiej Lidze Siatkówki, że będzie aspirował do tego, by zadomowić się w kadrze na dłużej. A mecze w reprezentacji to tylko potwierdziły. Jestem bardzo zadowolony, że mamy młody narybek, który cały czas uzupełnia reprezentację.
Czy to w takim razie sezon, który może zaprocentować w przyszłości? Oprócz wymienionych przez pana siatkarzy choćby Marcin Komenda sprawdził się w roli pierwszego rozgrywającego, Kewin Sasak był podstawowym atakującym w najważniejszych meczach.
- Mówiłem o zupełnych debiutantach, ale tak, dla Marcina Komendy to były pierwsze mistrzostwa świata i fantastycznie poprowadził grę. Tak samo Kewin Sasak - w czasie trudnego dla niego momentu, gdy Bartek Kurek doznał urazu przed najważniejszymi meczami, wziął sprawy w swoje ręce. Zrobił co mógł, najlepiej jak potrafił. Powinniśmy być naprawdę bardzo dumni z zawodników, którzy wzięli ciężar na swoje barki i sięgnęli po medal MŚ.
Piotr Gacek ocenia występ polskich siatkarzy w MŚ. Nie zostawia wątpliwości
Ten sezon był też pechowy ze względu na kontuzje. Przed turniejem wypadł Aleksander Śliwka, Bartosz Kurek tuż przed półfinałem. Abstrahując od tego, jak spisał się Sasak, myśli pan, że ze zdrowym Kurkiem byłoby trochę łatwiej o finał? Kiedy wypada taki zawodnik, pewnie to też ujemnie wpływa na mentalną stronę drużyny.
- Jestem daleki od tego, by komentować, co by było "gdyby". Wiadomo, że Bartek jest bardzo ważną postacią dla naszej reprezentacji i od strony mentalnej, i od strony sportowej. Ale absolutnie nie będę tego komentować i próbować sobie wyobrazić, co by było "gdyby". Jeśli sport miałby się na tym oprzeć, zawiesiłbym sobie na szyi wszystkie możliwe medale, mówiąc, że gdyby było tak, jak bym chciał, to bym te medale zdobył. To tak nie działa. Jeszcze raz powtórzę: osiągnęliśmy fantastyczny sukces. Zobaczmy, gdzie są reprezentacje, które też aspirowały do strefy medalowej: niektórym nie udało się wyjść z grupy. Na przestrzeni czterech ostatnich MŚ zmieniały się formuły, zasady, rosną nowe reprezentacje, a my ciągle jesteśmy na podium. Doceńmy to i pielęgnujmy. To bardzo ważne.
Szukanie drzazg pod paznokciem, rozważanie o półfinale, czy był do wygrania, czy nie - tego już nie cofniemy. Włosi zagrali fantastyczny turniej, szczególnie w ostatniej fazie grali rewelacyjnie. Wygrał najlepszy. Bułgaria to ogromna niespodzianka, ale zasłużyła na podium. My jesteśmy na trzecim miejscu i to naprawdę dobry wynik.
Wspomniał pan o Bułgarii, niespodzianek na tym turnieju było znacznie więcej. Z czego to może wynikać? Specyfika roku poolimpijskiego, a może poziom się wyrównuje?
- W mistrzostwach świata było dużo nieoczekiwanych nieobecności. Wiele reprezentacji miało swoje problemy zdrowotne, bardzo wielu zawodników na te mistrzostwa nie dojechało, choć nie mówię, że to miało bezpośredni wpływ na ostateczne wyniki. To były MŚ w nowej formule, która otwiera możliwości zaprezentowania się większej liczbie reprezentacji. Ale też, jak mówiłem, przeciwnicy nie śpią. Przed MŚ nigdy nie pomyślałbym, że Bułgaria zajdzie tak daleko. A okazuje się, że ma fantastycznych młodych zawodników, którzy wybiją się na tym turnieju, będą tworzyć nową historię bułgarskiej siatkówki. Wiele reprezentacji zawiodło: Francja, Japonia, USA.
Z grupy nie wyszła też Brazylia.
- I na pewno pierwsza czwórka w wyobrażeniu wielu osób wyglądałaby inaczej niż faktyczne wyniki. Wpływ na to miało dużo elementów, ale przede wszystkim to, że siatkówka nie śpi i się rozwija. Są niespodzianki, kto by pomyślał, że nasz południowy sąsiad z Czech będzie w pierwszej czwórce MŚ? Wielkie uznanie, bo choć szereg ich zawodników znamy z europejskich parkietów, w tej drużynie jest też sporo nowych twarzy, które dzięki tym mistrzostwom zaznaczą się na rynku europejskim. To naturalny rozwój dyscypliny, że pojawiają się nowe reprezentacje. My też bardzo długo nie byliśmy w strefie medalowej, dostaliśmy się do niej w 2006 r. i od tamtej pory rozwijaliśmy swoją siatkówkę. Pojawialiśmy się na arenie międzynarodowej uznawani już za aspirujących do strefy medalowej.
Rozmawiał Damian Gołąb
Przegrali z Polską, a teraz taki ruch. Siatkarz rozwiewa wątpliwości. To koniec












