Mistrz Europy wskazał na Bartosza Kurka. Wszystko wyjaśnia. "Dlatego tak reaguje"
Polscy siatkarze zagrają o czwarty z rzędu występ w finale mistrzostw świata. Rywalem będą Włosi, czyli obrońcy tytułu. - Polska i Włochy wydają się absolutnie najmocniejsze. Na razie nie zagraliśmy z przeciwnikiem, który postawiłby nam trudniejsze warunki. Ten półfinał może więc nawet zdecydować o złotym medalu - przekonuje przed sobotnim meczem Jakub Jarosz, siatkarski mistrz Europy z 2009 r. W rozmowie z Interia Sport były atakujący polskiej kadry wygłosił też jasną opinię na temat Marcina Komendy i Bartosza Kurka.

Damian Gołąb, Interia Sport: Pięć zwycięstw w pięciu meczach, wszystkie wygrane pewne, maksymalnie jeden przegrany set. Czy to, co do tej pory pokazali polscy siatkarze w mistrzostwach świata, to już jest forma na medal, czy pana zdaniem na półfinał z Włochami muszą wskoczyć na jeszcze wyższy poziom?
Jakub Jarosz, były reprezentant Polski, mistrz Europy z 2009 r.: W dzisiejszej siatkówce wyrównała się stawka średnio-mocna, ale są dwa, trzy zespoły, które wyraźnie odstają od reszty. I my do tych zespołów należymy. Drugą taką drużyną są Włochy. Może jeszcze Francja, która robiła magiczne rzeczy w czasie ostatnich igrzysk olimpijskich, ale teraz jej nie poszło. Polska i Włochy wydają się jednak absolutnie najmocniejsze. Grupa średnia się natomiast bardzo powiększyła. My na razie nie zagraliśmy z przeciwnikiem, który postawiłby nam trudniejsze warunki. Ten półfinał może więc nawet zdecydować o złotym medalu.
Przedwczesny finał?
- Wydaje mi się, że Włosi to najtrudniejszy przeciwnik na tych mistrzostwach. Z każdym można przegrać, bo to jednak spotkania fazy pucharowej i każdy zespół może zagrać jeden wybitny mecz. Spotkanie z Włochami będzie jednak dla nas prawdziwym sprawdzianem, w jakiej jesteśmy aktualnie formie. Gramy dobrze, skutecznie, ale dotąd przeciwnicy nie byli z najwyższej półki.
MŚ siatkarzy. Mistrz Europy jasno przed Polska - Włochy. "Mamy szansę brylować przez lata"
Gdzie w takim razie drużyna Nikoli Grbicia ma największe rezerwy? Na razie nie trzeba było ich uruchamiać, pokazywać najwyższej formy.
- Mamy w składzie tyle jakości, że trudno szukać podobnej w innych reprezentacjach. Może wypaść nam nawet podstawowy zawodnik, jak Tomasz Fornal. To przecież świetny siatkarz. Ale mamy na tej pozycji jeszcze tylu wspaniałych zawodników, że to nie za bardzo obniża poziom naszego zespołu. To jest wielka wartość tej reprezentacji i ogólnie polskiej siatkówki. Dobrych zawodników mamy całe mnóstwo, to nasza siła. I rezerwy mamy właśnie w tym. Nawet jeśli jeden czy dwóch siatkarzy będzie miało słabszy dzień, mamy super ławkę pełnowartościowych zawodników, którzy mogą zagrać nawet lepiej niż ci podstawowi. To chyba największa moc polskiej reprezentacji.
I też siatkarzy już ogranych, bo przecież na przykład Kewin Sasak i Jakub Nowak to nowe postaci w kadrze, a już mają na koncie występ w finale Ligi Narodów.
- To już w ogóle ewenement, który jeszcze bardziej pokazuje poziom tych chłopaków i naszej ligi. Dwa lata temu nikt by nie pomyślał, że ci zawodnicy mogą być ważnymi elementami reprezentacji Polski i wygrywać turnieje na arenie międzynarodowej. Przecież oni wygrali Ligę Narodów! Jeszcze raz powtórzę: to ogromny potencjał polskiej siatkówki. To pokazuje, że mamy szansę brylować przez lata. Chyba że ktoś wymyśli coś zupełnie zaskakującego, jak kiedyś Brazylijczycy. Nagle zaczęli grać zupełnie inaczej niż cały świat, szybciej, bardziej kombinacyjnie. I to przez jakiś czas zaskakiwało. Ale na tę chwilę nie widzę szans innych reprezentacji. Tylko Włosi mogą próbować.
Potencjał 14-tki, którą Włosi przyjechali na MŚ na FIlipinach, jest porównywalny do polskiej? Włosi przed tym turniejem mieli swoje problemy, z powodu kontuzji brakuje Daniele Lavii, zamiast niego gra Mattia Bottolo.
- Włosi mają żelazny skład. Mimo wszystko nie porównywałbym tych dwóch reprezentacji. Pierwsza szóstka Włochów jest wspaniała, mają jeszcze kilku zdolnych chłopaków, ale nie wyobrażam sobie reprezentacji Włoch, z której wyjęlibyśmy Simone Giannellego czy Alessandro Michieletto. Nie wyobrażam sobie, by ta drużyna bez nich nadal osiągała duże sukcesy. W ostatnich latach bazują na kilku zawodnikach i myślę, że potencjał mają trochę mniejszy. Oczywiście kontuzja jednego zawodnika staje się szansą innego, ale jeżeli mają problemy, tracą Lavię, to może być dla nich spore osłabienie.
Długo czekał, a teraz imponuje. Nowy reżyser gry w kadrze. "Olbrzymi spokój"
U nas nowym zawodnikiem w szóstce w tym sezonie jest Marcin Komenda. Jak pan ocenia jego grę? To jego pierwszy sezon w roli podstawowego rozgrywającego reprezentacji, wskoczył w buty Marcina Janusza.
- Widzę u niego olbrzymi spokój. Nie wiem, co dzieje się w tej głowie, ale na zewnątrz wygląda na pewnego siebie, spokojnego. Jestem przekonany, że dużo dał mu sezon ligowy zakończony mistrzostwem Polski. Przeniesienie połowy zespołu z Lublina do reprezentacji też mu pomaga. Ma wokół siebie chłopaków, z którymi wygrał mistrzostwo Polski: Leona i Sasaka. To dodaje mu pewności siebie, razem przenoszą dobrą grę na reprezentację.
Imponuje mi, że niemal debiutant prowadzi grę tak spokojnie. Nie jest to już młody chłopak, ale dla rozgrywającego to dobry czas, by wchodzić na salony. Już jest ograny, swoje wygrał i przegrał, a doświadczenie powoduje, że łatwiej wkraczać do reprezentacji niż w wieku 20 czy 21 lat.
Najbardziej doświadczony w kadrze jest Bartosz Kurek. Z dużej części sezonu reprezentacyjnego wykluczyły go problemy ze zdrowiem, ale wygląda na to, że przygotował na najważniejszy moment dobrą formę. Pan dobrze go zna ze wspólnej gry, pewnie nie jest pan zaskoczony, że nie zawodzi w kluczowych chwilach?
- To jest po prostu Bartek Kurek. Klasa sama w sobie. Kiedy oglądałem ćwierćfinał z Turcją, zobaczyłem, jak on po każdym ataku w pierwszym secie pokazywał pasję, "zadziora". On sprawia, że emocje w drużynie wskakują na odpowiedni poziom. Ma spokój i doświadczenie, ale też chęć walki, która powoduje, że jest prawdziwym liderem tej drużyny. To już ikona, ale cały czas gra pięknie. Cieszę się, że nadal znajduje w sobie tyle pasji.
A mogłoby się wydawać, że człowiek, który ma już na koncie mistrzostwo świata i medale wszystkich możliwych imprez, będzie reagować spokojnie na udane akcje w meczu z Turcją.
- Wie, że tak trzeba, że jest osobą, na którą inni patrzą. Zresztą dlatego gra tak długo i tak dobrze, bo w nim cały czas jest pasja, chęć zwycięstwa. To jego charakter, a inni idą za nim jak w ogień. Wie, co jest potrzebne zespołowi, dlatego tak reaguje.
Jak ocenia pan szanse polskiej drużyny w półfinale z Włochami?
- Widzę Polskę w tej hierarchii trochę wyżej. Oceniłbym to nawet na 65 proc. do 35 proc. na korzyść Polski. Ale jak powiedziałem, decyduje jeden mecz. I wiele drużyn ma potencjał, by w jednym spotkaniu zabłysnąć. A Włosi mają go nawet więcej. Liczę na zwycięstwo naszych siatkarzy i tak bym obstawiał, ale to jednak sport i zobaczymy, co się wydarzy.
Jak ocenia pan poziom całego turnieju? Mamy mnóstwo sensacji, z Czechami w półfinale na czele, ale na przykład Fabian Drzyzga przy okazji meczu z Turcją wytknął, że poziom sportowy mistrzostw jest przeciętny.
- Poziom można określić jako przeciętny, jeśli Fabian tak powiedział, ale to w porównaniu do fantastycznej reprezentacji Polski. Do tego, co robią dwie drużyny, które są teraz poza zasięgiem dla reszty. Cała średnia stawka to pociąg pościgowy, który bardzo by chciał, ale na razie nie ma czym ukąsić reprezentacji Polski i Włoch.
W skali dłuższego grania ta reszta drużyn nie ma z nami szans, choć, jak powtórzę, w jednym meczu wszystko się może zdarzyć. Ta średnia stawka to Turcja, Czechy, Iran czy dziś nawet Brazylia - to wszystko zespoły na podobnym poziomie. Każdy z każdym może wygrać, ale Polska i Włochy są o piętro albo i dwa wyżej.
Jakub Jarosz zakończył karierę, ale chce pozostać przy sporcie. "Trzeba ruszyć z siatkówką na Dolnym Śląsku"
Pan niedawno zakończył grę w siatkówkę. Zdradzi pan, co u pana słychać po zakończeniu kariery? Są już jakieś nowe projekty czy na razie zasłużony odpoczynek?
- Odpoczywam, trochę się rozglądam. Głównie na Dolnym Śląsku, chodzi o pracę związaną z siatkówką. Bardzo bym chciał wykorzystać swoje doświadczenie i wiedzę. Ale na Dolnym Śląsku ciężko o większe siatkarskie ośrodki, niestety nie mamy PlusLigi. Trzeba ruszyć z siatkówką na Dolnym Śląsku i mam nadzieję, że uda mi się do tego przyczynić. Żeby w ważnym kiedyś ośrodku siatkarskim coś się urodziło na nowo. Bardzo bym tego chciał.
Widziałem, że jakiś czas temu wystąpił pan też w pokazowym meczu koszykówki.
- Tak, fajna inicjatywa, kolega organizował mecz promujący koszykówkę na dworze, żeby zainteresować dzieciaki, i wziąłem w tym udział. Była pani wiceprezydent Wrocławia i inni wspaniali goście. Fajne wydarzenie, nawet udało się trafić alley oopa w ostatniej sekundzie meczu. Próbowałem też trochę pracy z młodzieżą na półkoloniach, to też było bardzo ciekawe doświadczenie. Rozglądam się i zastanawiam, jak to tutaj ułożyć na miejscu.
Rozmawiał Damian Gołąb












