Kamil Rychlicki ze złotem z Włochami. Tak zwrócił się do polskich siatkarzy
- Bardziej szczęśliwi być już nie możemy, w ostatnim secie wszyscy zagrali na niesamowitym poziomie. Tym bardziej cieszę się, że mamy złoto. Jako dzieciak marzyłem, ale z różnych względów myślałem, że to nigdy się nie wydarzy, więc jest to niesamowite - mówił nam rozemocjonowany Kamil Rychlicki, razem z reprezentacją Włoch złoty medalista siatkarskich mistrzostw świata. Syn Polaków, odpowiadając na pytanie Interii, zwrócił się także do naszej reprezentacji i kibiców "Biało-Czerwonych".

- Nie dowierzam, nie dowierzam. Myślę, że będę potrzebował trochę czasu, żeby to do mnie doszło. Po prostu nie dowierzam w tę całą sytuację i przebieg, nigdy nie myślałem, że w ogóle będę miał okazję być mistrzem świata - emocjonował się Kamil Rychlicki. Mężczyzna na schwał, wysoki i świetnie zbudowany, a wyglądał jak "dziecko szczęścia".
Kamil Rychlicki ze złotem MŚ. "Szukaliśmy spokoju i chłodnej głowy"
Razem z kolegami z kadry Italii w fantastycznym stylu sięgnęli na Filipinach po złoty medal globalnego czempionatu, a tym samym obronili pierwsze miejsce, które trzy lata temu wywalczyli w Katowicach. Wtedy w finale pokonali... Polskę.
- Co mówi mi serce? Że się opłacało, że jestem przeszczęśliwy i trzeba cieszyć się tymi pięknymi momentami, bo nieraz jest lepiej, a innym razem gorzej - nie przestawał dzielić się tym, co rozgrywa się w jego wnętrzu.
- Wiedzieliśmy dobrze, że Bułgarzy mają potencjał, żeby nam zagrozić. Nikołow kończył każdą piłkę, jaką mógł. Ale przede wszystkim po tych dwóch pierwszych wygranych setach powiedzieliśmy sobie: "dobra, jesteśmy o krok, ale to jeszcze jednego, dużego brakuje do wygrania". Szukaliśmy przede wszystkim spokoju i chłodnej głowy - mówił 28-letni atakujący, odnosząc się do tego, że trzecia partia padła łupem rywali i wtedy pojawiło się niemałe wyzwanie.
Po meczu z Belgami w rozmowie z Interią siatkarz, który od nowego sezonu będzie reprezentował barwy ZAKSA Kędzierzyn-Koźle podkreślał, że w Manili on i koledzy stanowią kolektyw, jedność i prawdziwą drużynę. Po finale, poproszony o przedstawienie sumy atutów, które doprowadziły Włochów do obrony tytułów mistrzów świata, odparł:
- Waleczność, cały czas graliśmy z podniesioną głową. I w najważniejszych momentach, gdy pojawiała się najwyższa presja, byliśmy w stanie dać z siebie coś więcej. Myślę, że to zrobiło różnicę - zwrócił uwagę.
Niedzielny spektakl został zakończony dość abstrakcyjnym rezultatem ostatniego seta, bo wygrać w stosunku 25:10 na imprezie tej rangi, w finale, raczej się zdarza. Syn byłych polskich siatkarzy, mający włoski, luksemburski i polski paszport potwierdził, że to tym bardziej potęguje odczucia euforii.
- Na pewno tak. Bardziej szczęśliwy być już nie możemy, w ostatnim secie wszyscy zagrali na niesamowitym pułapie. Tym bardziej cieszę się, że mamy złoto - zaznaczył.
Gdy Włosi wchodzili na podium, zachowani się przepięknie względem Daniele'a Lavii, wielkiego gwiazdora zespołu, którego kontuzja wyeliminowała z turnieju. Kapitan Simone Giannelli wniósł koszulkę z nazwiskiem "Lavia" i jego numerem, co wywołało wielkie emocje i poruszenie.
- Niestety na jednym z ostatnich zgrupowań Lavia nabawił się dosyć poważnej kontuzji dłoni. Miał parę złamanych palców, więc niestety nie był w stanie grać, a teraz przechodzi rehabilitację. Był i jest ważną postacią w naszej drużynie, teraz podczas turnieju też zawsze byliśmy w kontakcie. Żył razem z nami tym turniejem i przeżywał wszystko. Chcieliśmy pokazać światu i jemu, że zawsze, jeśli nawet nie było go tutaj z nami fizycznie, to jego duch nam towarzyszy - opisał Rychlicki.
Rychlicki: Brąz to bądź co bądź też sukces. Gratuluję Polakom i reprezentacji
Wracając do półfinałowego starcia z Polską, w którym jego zespół również zagrał znakomite spotkanie, opowiedział z perspektywy kilkudziesięciu godzin, co jego zdaniem zadecydowało o wyniku.
- Na pewno duch walki. Bo pamiętam, że często byliśmy do tyłu parę punktów, ale za każdym razem z podniesioną głową walczyliśmy o każdy punkt. I krok po kroczku wygrywaliśmy końcówki - zaznaczył. Nie ukrywał, że mecz Włochy - Polska był dla niego szczególnym doświadczeniem.
Wyzwolił w tobie ten mecz dodatkowe emocje?
- Emocje już były prawie na maksimum choćby dlatego, że to był półfinał mistrzostw świata, ale w dodatku jeszcze przeciwko Polsce. To na pewno była bardzo wyjątkowa chwila, której nie zapomnę. Cieszę się, że także ten wieczór będzie niezapomniany - mówił.
Chwilę wcześniej, zanim finaliści wyszli na parkiet SM Mall of Asia Arena, rozstrzygnęła się sprawa brązowego medalu. Na najniższym stopniu podium stanęli Polacy, którzy pokonali po niełatwym boju Czechów 3:1. "Czy coś byś chciał, tak po prostu, od siebie powiedzieć w stronę polskiego zespołu lub kibiców?" - zwróciła się do Rychlickiego Interia.
- Oczywiście, że boli i przykro przegrać półfinał, ale myślę, że brąz to bądź co bądź też jest sukces. Można i trzeba również z tego medalu się cieszyć. Więc gratuluję Polakom i polskiej reprezentacji
Wiemy, że Włochów stać na bardzo ekspresyjne świętowanie, a tej nocy będzie ograniczał ich tylko jeden czynnik. - Planów nie ma, a tylko jest wiadome, że o godzinie 4 mamy powrotny lot, więc musimy zdążyć na ten samolot i wszystko będzie w porządku - uśmiechnął się mistrz świata, w którym płynie polska krew.
Z Manili - Artur Gac














