Jak grom z jasnego nieba. Polscy siatkarze totalnie zaskoczeni. Grbić komentuje
- Ja cały czas tak przygotowuję mój zespół, że my musimy być gotowi adaptować się na każde sytuacje, które mogą mieć miejsce na boisku. Bo jeśli ty robisz swoje cały czas, bez dokonywania korekt i uwagi na to, co robi przeciwnik, to może być problem - mówi, obszernie odpowiadając na pytania Interii, Nikola Grbić, trener reprezentacji Polski. To kolejna porcja ważnych treści od szkoleniowca, tym razem po meczu z Turcją, które unaoczniają, w czym tkwi moc naszej siatkarskiej kadry.

Artur Gac, Interia: Tyle rozprawialiśmy o atutach reprezentacji Turcji, na co musimy uważać, w jakich elementach są niebezpieczni i co nam grozi, tymczasem... Jak to spotkanie wyglądało z perspektywy trenera?
Nikola Grbić: - Dostaliśmy duży prezent, którym była nieobecność Efe Mandiraciego. Mieliśmy kilka informacji na ten temat, że jest możliwość, iż nie zagra. Ja myślałem, że to jest taktyka, bo on cztery dni temu grał normalnie i nie miał żadnych problemów. Nie wiedziałem i wszyscy nie wiedzieliśmy, czy on naprawdę nie wyjdzie na boisko do momentu, w którym nie rozpoczął rozgrzewki. Dopiero w tym momencie byliśmy pewni, że nie będzie grał. Myślę, że to jest rzecz, która dużo zmieniła w ich występie i jakości. Była też druga sprawa, która bardzo mi się podobała.
Jaka?
- Gdy zaczynaliśmy rozgrzewkę i gdy mogliśmy już widzieć, że Mandiraci jest nieobecny, to kilku zawodników podeszło do Marcina Nowakowskiego (asystent trenera) i pytali go, o co chodzi z Mandiracim. Czyli wcześniej nie oglądali się na to, kompletnie. Byli skoncentrowani tylko na meczu. Dla nich nie było ważne to, czy on będzie czy nie. I to dla mnie jest najważniejsza rzecz po tym meczu. Oczywiście bez niego było nam łatwiej, bo to jest super zawodnik na zagrywce, jeden z najlepszych na tych mistrzostwach świata. Do tego jeden z najlepszych atakujących, a także jeden z najlepszych na przyjęciu. Więc kiedy masz jednego zawodnika, który gra na takim poziomie i go tracisz, to jest trudny moment nie tylko techniczny. Ale także mentalny.
- Myślę, że to jest odpowiedź, dlaczego ten mecz wyglądał łatwo. Ja wiedziałem, że my będziemy grać dobrze. I w tym sensie nie miałoby znaczenia, czy on by grał czy nie, bo my rozgrywaliśmy wiele takich spotkań. W przeciwieństwie do nich i ich zawodników, którzy pierwszy raz znaleźli się w takiej sytuacji. Dlatego mieliśmy także przewagę w doświadczeniu. Wiedziałem, że będziemy grać dobrze, ale nie przewidziałem, że wygramy 3:0 w godzinę. Jednak lepiej, teraz jestem bardziej zadowolony (uśmiech).
My mamy mieć swoje taktyki na różne warianty, nieobecność jednego zawodnika, sytuację gdy jeden gra lepiej a drugi słabiej. Musimy zmieniać i reagować. Czasami zaczynamy, jak robiliśmy z Lagumdziją. Zaczynaliśmy od pozycji w obronie na krótki skos, ale zablokowaliśmy go dwa razy i od razu on zaczynał atakować dużo po linii. Więc w jednej chwili musieliśmy zmienić taktykę bloku i obrony
Wyraźnie podkreśla pan tę zawodników reakcję na absencję Mandiraciego, która wiele dla pana znaczy.
- Tak jest. Po prostu pokazali, że dla nich to nie ma znaczenia. Bo my dalej musimy przyjmować, atakować i blokować. Oczywiście jego brak zmienił to, że ich rozgrywający musiał zmienić dystrybucję piłek i taktyka mogła być inna, ale ja cały czas tak przygotowuję mój zespół, że my musimy być gotowi adaptować się na każde sytuacje, które mogą mieć miejsce na boisku. My mamy mieć swoje taktyki na różne warianty, nieobecność jednego zawodnika, sytuację gdy jeden gra lepiej a drugi słabiej. Musimy zmieniać i reagować. Czasami zaczynamy, jak robiliśmy z Lagumdziją. Zaczynaliśmy od pozycji w obronie na krótki skos, ale zablokowaliśmy go dwa razy i od razu on zaczynał atakować dużo po linii. Więc w jednej chwili musieliśmy zmienić taktykę bloku i obrony. Jeśli ty robisz swoje cały czas, bez dokonywania korekt i uwagi na to, co robi przeciwnik, to może być problem. Myślę, że na tym poziomie, na którym my jesteśmy, musisz być gotowy adaptować się od razu.
Jeden z naszych zawodników powiedział, że nie lubi grać z Włochami, bo to zawsze są trudne i ciężkie mecze. A trener lubi?
- Oczywiście, są trudne. Dla mnie nie ma znaczenia, czy to są Włochy, Stany Zjednoczone, Japonia, Brazylia czy Francja. Tam grają zawodnicy, którzy są najlepsi na świecie, ale każdy ma różne charakterystyki. Włosi są tu, gdzie są, bo mają tradycje, fantastyczną ligę i bardzo dużo zawodników na wysokim poziomie. Mają dobrą organizację, sztab, trenera, federację i generalnie wszystko. Oczywiście przeciwko nim jest trudno zagrać, ale z nami też nie jest łatwo grać. Moim zdaniem to będzie przedwczesny finał, ale my jedziemy krok po kroku. Następny mecz z nimi jest dla nas najważniejszy. Musimy wiedzieć wszyscy, że to będzie absolutnie inny pojedynek niż ten, który stoczyliśmy w Chinach w finale Ligi Narodów (3:0 wygrali Polacy - przyp.). Musimy mieć oczekiwania, że oni będą grać dużo lepiej. Dużo agresywniej i swoją najlepszą siatkówkę. Ale ja mam nadzieję, że my pozostaniemy na naszym poziomie i też odpowiemy najlepszą grą.
Rozmawiał Artur Gac, Manila













