Bartosz Kurek zaprzecza. Konsternacja po meczu. Słowa kapitana się poniosły
- Właśnie nie. Myślę, że turecki rozgrywający parę razy nas zaskoczył i cały czas walczyliśmy, żeby im się przeciwstawić i zbudować dobry blok - stwierdził Bartosz Kurek, gdy gratulowaliśmy jemu i kolegom z zespołu, w jaki sposób mieli "rozczytaną" reprezentację Turcji w ćwierćfinałowym spotkaniu. W końcu, w toku dalszej rozmowy, 37-letni gwiazdor doszedł do najważniejszego wniosku, który tłumaczy, dlatego spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0, z siatkarskim nokautem w pierwszej partii.

Pierwszy set to była kompletna deklasacja. Reprezentacja Polski narzuciła taki poziom gry, że przeciwnicy, wydatnie osłabieni brakiem jednego ze swoim motorów napędowych, a wykluczonego z powodu kontuzji uda Efego Mandiraciego, nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki. Efekt? 25:15.
Imponująco wyglądała statystyka skuteczności w szeregach "biało-czerwonych", na poziomie 72 procent. Polacy zaczęli niesamowicie pobudzeni, rozgrywając bodaj najlepszy set na tym turnieju.
Bartosz Kurek: Marcin Komenda był najlepszym zawodnikiem na boisku
- Nie wiem, czy to był nasz najlepszy set. Najlepszy ma być ten następny, który rozegramy i tak do tego podchodzimy. Myślę, że w tym meczu Turkom było naprawdę ciężko, bo graliśmy w ataku fenomenalnie. "Komi" (Marcin Komenda - przyp.) prowadził grę znakomicie, a my też z tych jego wystaw podejmowaliśmy dobre decyzje - komentował Bartosz Kurek, kapitan naszej kadry.
I bardzo szybko zaskoczył, gdy opinii o "doskonałym rozczytaniu taktycznym przeciwnika" postawił weto. - Właśnie nie. Myślę, że turecki rozgrywający parę razy nas zaskoczył i cały czas walczyliśmy, żeby im się przeciwstawić i zbudować dobry blok. W drugim secie, z tego co kojarzę, grali na niesamowitym procencie w ataku. I tak na krótką chwilę wyszła nasza zagrywka. Uważam, że oni całościowo zagrali nieźle, ale my po prostu tego dnia byliśmy na dobrym poziomie - przedstawił swoją optykę.
Siedem bloków, sześć asów (przy odpowiednio dwóch i jednym w całym spotkaniu u Turków), a do tego fakt, że pierwszy i zarazem ostatni punkt zagrywką zdobyli oni dopiero w trzecim secie. A to wszystko przy założeniu, że mieli "kopać" zagrywką, wygląda niesamowicie. I wskazywałoby raczej na skromność w ocenie kapitana.
Nie jest łatwo "kopać" zagrywką, kiedy wiesz, że po drugiej stronie jest taki zespół, jak my w tym spotkaniu, który w ataku nie wybacza. Musisz naciskać, ta zagrywka nie wchodzi, my zdobywamy przewagę i z każdym kolejnym punktem jest coraz trudniej. Myślę, że to było po Turkach widać, ale walczyli do końca i musieliśmy utrzymywać koncentrację w każdym secie. Nie było to takie mega kontrolowane zwycięstwo - zaznaczył Kurek.
- Z czego mam największą satysfakcję poza wynikiem? Nie czerpię z tego jakiejś ukrytej przyjemności, po prostu gramy o rezultat i o wynik. Awansowaliśmy do czwórki najlepszych zespołów na świecie, cieszę się z tego bardzo, ale kolejne spotkanie będzie dużo trudniejsze - dodał.
Znów na drodze Orłów stają Włosi, z którymi od lat toczą fantastyczne boje o największą stawkę. Italia także pokazała świetną dyspozycję, zmiatając z placu gry w ćwierćfinale reprezentację Belgii.
- Można było się spodziewać, że w końcu na nich trafimy. Dobrze, że na tym etapie turnieju, bo poprzeczka wyląduje naprawdę super, super wysoko. I będziemy musieli zagrać bardzo dobrze, żeby móc się im przeciwstawić i myśleć o dobrym rezultacie - nie ma wątpliwości lider kadry.
Kurek: Trochę przegraliśmy po drodze, żeby nauczyć się rozgrywać takie mecze
Ćwierćfinał, w opinii Kurka, to już taki moment w turnieju, który odróżnia takie zespoły, jak Włochy, od drużyn dopiero aspirujących, dotąd robiących furorę na Filipinach i już nazywanych "czarnym koniem".
- Myślę, że trochę wyszło nasze doświadczenie w tego typu meczach. Chociaż to nie było genialne spotkanie w naszym wykonaniu, to przez tych kilka, czy kilkanaście lat nauczyliśmy się rozgrywać takie spotkania. Trochę też takich spotkań po drodze przegraliśmy, żeby móc się ich nauczyć. Doświadczenie w tego typu meczach mogło zaważyć, ale na końcu, kiedy nerwy opadają, wychodzi też klasa i jakość zawodników. I po prostu zespołowość. Myślę, że właśnie tym ostatnim w meczu z Turkami dominowaliśmy - podkreślił.
Na koniec odniósł się jeszcze do małego "incydentu", gdy bardzo mocną zagrywką pechowo ustrzelił stojącego tyłem przy siatce Marcina Komendę. Nasz rozgrywający aż się naprężył, tak odrzucił ten strzał.
- Marcin był naszym najlepszym zawodnikiem na boisku, zagrał kapitalnie od początku do końca. Więc to było takie przyjacielskie poklepanie po plecach. Trochę mocniejsze, trochę za mocne - uśmiechnął się Kurek, dając do zrozumienia, że atmosfera w zespole nadal jest znakomita.
Z Manili - Artur Gac






![Bołądź nie zawiódł. Najlepsze zagrania Polaka przeciwko Francji [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DUDJOSYGFQE-C401.webp)





