Alarm w reprezentacji Polski na MŚ. Semeniuk i Komenda mówią jednym głosem
- Reprezentacja Turcji jest w swoim prime. Naprawdę bardzo dobrze grają, nie mają słabych punktów - mówi Kamil Semeniuk, przyjmujący reprezentacji Polski. - Turcy grają fenomenalnie podczas tych mistrzostw. Ja się trochę spodziewałem, że oni mogą być "czarnym koniem" turnieju - wtóruje rozgrywający, Marcin Komenda. A to oznacza jedno: polskich siatkarzy czeka potężne wyzwanie w środowym starciu z drużyną znad Bosforu, którego stawką będzie półfinał czempionatu na Filipinach.

Prawdopodobnie był tylko jeden taki dzień na tych mistrzostwach, jak ostatnia niedziela. Z uwagi na to, że po meczu z Kanadą mieli aż cztery doby oczekiwania na kolejne starcie, otrzymali w prezencie coś, czego trener Nikola Grbić nigdy nie uświadczył na turnieju takiej rangi. Szkoleniowiec dał naszym zawodnikom sporo czasu dla siebie, a mogli spędzić go według własnych upodobań.
Semeniuk komplementuje reprezentację Turcji. "To ich prime"
Od dzisiaj robota idzie już pełną parą, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że środowy półfinał z reprezentacją Turcji to będzie nie lada przeprawa. Zespół Slobodana Kovaca właściwie zaliczył tylko jedną, malutką wpadkę, ale dla zdobyczy punktów nic nie znaczącą. Przegrał bowiem jednego seta w grupie z kopciuszkiem w Manili, reprezentacją Libii. A poza tym gra tak, że ręce same składają się do oklasków.
- Reprezentacja Turcji jest w swoim prime. Naprawdę bardzo dobrze grają, nie mają ewidentnie słabych punktów, ale ja wierzę w nasz sztab, że tak przygotuje nas taktycznie, iż znajdziemy jakąś lukę, w którą będziemy mogli - kolokwialnie mówiąc - wbijać szpileczki i ten ich domek z kart troszeczkę zniszczyć. Więc zobaczymy, na pewno kolejne ciężkie spotkanie przed nami. Zrobimy wszystko, co w naszych siłach, aby je wygrać - mówi Kamil Semeniuk, bohater dwóch ostatnich pojedynków Biało-Czerwonych, najpierw z Holandią, a następnie z Kanadą.
Przyznał, że obserwował dwa pierwsze sety meczu Turków z Holendrami i wyłapał tam pewne drobiazgi. - Widziałem, że też mają swoje przestoje i mankamenty. Będziemy się starać jak najlepiej przygotować do tego spotkania, aby wykorzystać ich słabsze punkty. Czy taka gra jak z reprezentacją Kanady wystarczy? Trudno powiedzieć. Każdy mecz jest odrębną historią i tak też będziemy traktować to spotkanie z Turcją - dodał Semeniuk.
Marcin Komenda nie ukrywa, że przynajmniej z teoretycznego punktu widzenia, lepszym rywalem byłaby w tej fazie turnieju Holandia. Z prostego powodu. - Z nimi graliśmy w grupie i może troszkę więcej mielibyśmy materiałów do przygotowania się do tego meczu - zaznaczył. Ale to już historia, która odeszła "w siną dal".
Tym bardziej, że to, co stało się w meczu, nie jest żadną niespodzianką dla naszego rozgrywającego. - Można było się jednak spodziewać takiego rywala, bo Turcy grają fenomenalnie podczas tych mistrzostw. I trzeba się liczyć z twardą przeprawą w ćwierćfinale, bo to bardzo wysoki i mocno fizyczny zespół. Na pewno musimy zagrać dobrze na zagrywce, aby odrzucić ich od siatki. Prawdopodobnie rywale będą mieli taką samą taktykę, więc myślę, że zapowiada się bardzo męski mecz - ocenił.
Komenda z respektem o najbliższym rywalu. "Wchodzi do światowej czołówki"
O klasie rywala niech świadczy fakt, że Semeniuk zapytany o najmocniejsze punkty w szeregach zespołu, który awansem do tej fazy turnieju napisał najpiękniejszą historię w dziejach męskiej siatkówki, wskazał wyraźnego lidera w ich szeregach.
- Na pewno potrafią „kopnąć” z zagrywki, mają bardzo dobrego i doświadczonego atakującego (Adis Lagumdzija - przyp.), który rzadko się myli. Można go troszeczkę ograniczyć, jeżeli chodzi o punktowanie, ale nie da się go w zupełności wyeliminować. Więc myślę, że to też będzie nasze priorytetowe zadanie, aby ograniczyć go w punktowaniu i wyblokiem wyprowadzać kontrataki - zaznaczył przyjmujący.
Co ważne, ma także konkretną optykę na element, w którym można pokrzyżować rywalom szybki. - Słabą stroną może być przyjęcie, dlatego na pewno nasza zagrywka będzie kluczowa w tym spotkaniu, aby jak najlepiej odpalić zza linii dziewiątego metra, czyli odrzucić ich od siatki. Bo z każdą reprezentacją gra się łatwiej, jeżeli ma się bardzo dobrą zagrywkę - zaznaczył.
Komenda podkreślił, że dla niego popis Turków na tych mistrzostwach świata to nie jest nieoczekiwana historia. A wręcz powiedział coś bardzo wymownego. - Ja się trochę spodziewałem, że oni mogą być "czarnym koniem" tych mistrzostw. Na bazie ich fizyczności i tego, że ich liga rośnie w siłę, a to zawsze daje też dużo reprezentacji - podkreślił.
On najsilniejszych punktów w obozie Turcji nie sprowadził tylko do znakomitego Adisa, lecz zaczął mnożyć ważne ogniwa. - Myślę, że dużo wnieśli dwaj bracia Lagumdzija, którzy są dość młodzi, ale już ograni. Do tego drugi przyjmujący, Mandiraci, który gra we włoskiej lidze, plus środkowi z ligi tureckiej i rozgrywający znany nam z PlusLigi, a teraz z mocnego tureckiego klubu. To jest drużyna, która ma kim grać i myślę, że zaczynają być powoli zespołem, który wchodzi do światowej czołówki - nie ma wątpliwości 29-latek z Bogdanki LUK Lublin, a w sporcie wiele już widział.
Komenda tak widzi to spotkanie: - Czeka nas trudny, naprawdę trudny pojedynek. Myślę, że może być dużo mocnych ataków i mocnych zagrywek, a mało przyjęcia do siatki. Ale to jest piękno męskiej siatkówki i mam nadzieję, że to będzie dobry mecz.
Z Manili - Artur Gac












