To mąci radość z awansu Polek. Jasny głos z kadry. "To bardzo martwi"
Polskie siatkarki po kolejnym thrillerze pokonały Belgię i zagrają w ćwierćfinale mistrzostw świata. Katarzyna Wenerska, rozgrywająca polskiej drużyny, po zwycięstwie w tie-breaku znalazła powody do optymizmu, ale też konkretny minus. - Liczyłyśmy na to, że rywalki są przełamane, że teraz już pójdzie. A one walczyły i w momencie, w którym zaczęły nam odjeżdżać, już było za późno, żeby nadrobić. To bardzo martwi - opisuje w rozmowie z Interia Sport w Bangkoku.

Damian Gołąb, Interia Sport: To był wasz kolejny tie-break w tych mistrzostwach świata, było mnóstwo emocji. Jakie towarzyszą ci po meczu?
Katarzyna Wenerska, rozgrywająca reprezentacji Polski: Po meczu jest radość, bo wygrałyśmy. Ale z tyłu głowy jest też czwarty set, że to była porażka na własne życzenie. Od początku czwartego seta wyszłyśmy takie, nie wiem, jak to nazwać… Jakby to samo miało się wygrać. Liczyłyśmy na to, że rywalki są przełamane, że teraz już pójdzie. A one walczyły i w momencie, w którym zaczęły nam odjeżdżać, już było za późno, żeby nadrobić. To bardzo martwi. Cieszy natomiast fakt, że znowu po horrorze wygrałyśmy.
Tobie w hali w Bangkoku gra się dobrze? Twoja zagrywka była elementem, który często pozwalał przełamywać Belgijki.
- Grałyśmy już w tej hali, pamiętam mniej więcej, jak to było. To też miało jakieś znaczenie, bo miałyśmy tutaj przed meczem tylko jeden trening. Hala jest bardzo przyjemna, kibice też dopisali.
Słabe początki spotkań martwią? Przez cały sezon nie możecie się z tym uporać. Znów przegrałyście pierwszego seta.
- Początki martwią, ale chyba trzeba się już do tego przyzwyczaić. Cały sezon tak wygląda. Może w meczu z Włoszkami będzie inaczej i to będzie ten moment, w którym to przełamiemy.
Katarzyna Wenerska zapowiada przed meczem Polska - Włochy. "Musimy ryzykować"
W meczu z Belgią było sporo rotacji składem. Rezerwowe chyba dużo wniosły do waszej gry?
- Jak najbardziej. I Paulina Damaske, i Ola Gryka, ale też Madzia Stysiak z Mali Smarzek miały dobre momenty. To wszystko na plus. Wygrałyśmy i w tym momencie to jest najważniejsze, choć ten mecz nam się troszeczkę wymykał.
Po dwóch wygranych tie-breakach przybędzie wam wiary we własne możliwości?
- Oczywiście. Śmiałyśmy się z dziewczynami, że specjalnie gramy tie-breaki, by przygotować się na mecz z Włoszkami, by mieć siłę, haha. Mam nadzieję, że to pomoże.
Włoszki wygrywają od ponad roku ze wszystkimi. Wy macie z nimi rachunki do wyrównania za porażkę w Łodzi.
- Tak. Na pewno trzeba w tym meczu być od początku skupionym. Myślę, że od pierwszych akcji musimy ryzykować i grać najlepiej, jak będziemy mogły w danym dniu.
Rozmawiał w Bangkoku Damian Gołąb












