To będzie absolutny hit. Malwina Smarzek stawia sprawę jasno. "Bardzo chciałabym więcej"
Ćwierćfinał mistrzostw świata Polska - Włochy będzie meczem o przepustkę do spełnienia siatkarskich marzeń. Po raz pierwszy w takim spotkaniu będzie miała szansę wystąpić Malwina Smarzek, której na MŚ w 2022 r. nie było w drużynie Stefano Lavariniego. - Do tej pory rozgrywałyśmy bardzo ciężkie mecze, ale nie na szczycie naszych możliwości. Spotkanie z Włochami zweryfikuje, w jakim momencie jesteśmy - przekonuje polska siatkarka w rozmowie z Interia Sport.

Damian Gołąb, Interia Sport: Jak nastawiasz się na mecz z Włochami?
Malwina Smarzek, atakująca reprezentacji Polski: Gramy z teoretycznie najlepszym zespołem na świecie i nie możemy być w innym nastroju, niż cieszyć się, że dotarłyśmy do tego meczu. Taki był nasz cel, by ponownie zagrać z Włoszkami po Lidze Narodów. Dotarłyśmy do niego, z ogromnym szacunkiem do przeciwnika, zagramy swoją najlepszą siatkówkę. Całe wakacje pracowałyśmy na ten moment. Presja, która będzie, jest tylko pozytywna. Bardzo się cieszę, że mamy szansę zagrać taki mecz.
Łatwo odnaleźć radość przed tak ważnym meczem?
- Mam na myśli radość na boisku. Jeśli nie będziemy się cieszyć takim meczem, to już chyba niczym. Powiedziałam o radości, bo to, że będzie presja, że chcemy wygrać, że to mecz o "być albo nie być", jest oczywiste. Ta radość może nie aż tak, dlatego chciałam ją podkreślić.
Polska - Włochy w ćwierćfinale MŚ siatkarek. Malwina Smarzek ufa Stefano Lavariniemu
Wspomnienia z półfinału z Włoszkami z Łodzi jakoś na was jeszcze rzutują? Wyzwalają chęć rewanżu?
- Absolutnie nie. Ten mecz z Ligi Narodów jest wyrzucony gdzieś daleko z głowy. Mamy mały plusik, bo wiemy, czego się spodziewać, jak się gra z Włoszkami. Wiemy, jak się przegrywa, więc teraz może dowiemy się, jak się wygrywa.
Jak zatem grać z Włoszkami, by nie dać się im stłamsić? Mam wrażenie, że w decydujących momentach często maksymalnie napierają na rywalki.
- Nie bez powodu wygrały 33 mecze z rzędu. Nie jesteśmy jedynym zespołem, który tak ma. Na szczęście mamy super mądrego trenera, który nam to wszystko rozpisze, rozrysuje i wytłumaczy.
Dobrze znasz Włoszki, ostatnio grałaś w jednym w klubie z ich drugą rozgrywającą Carlottą Cambi. To może ci pomóc, bo znasz na przykład jakieś charakterystyczne zagrywki rywalek?
- Pomijając wspólny klub, znam praktycznie wszystkie dziewczyny bardzo dobrze. Znajomości spoza boiska nie mają jednak w trakcie meczów żadnego znaczenia. To, co trener Lavarini przygotowuje, jest tak obszerne, że nie można do tego już nic dodać. Tyle czasu, ile sztab spędza nad przygotowaniami… Można znać kogoś 20 lat i to nie ma znaczenia.
Malwina Smarzek jasno przed kluczowym meczem turnieju. "Bardzo chciałabym więcej"
Co będzie kluczowe dla was w tym meczu z czysto siatkarskiej perspektywy?
- Wszystko. To jest kompletny zespół. Nie mówimy tutaj np. o zespole azjatyckim, który super broni. Włoszki świetnie bronią i wyprowadzają kontry, dobrze zagrywają. Wszystko robią dobrze, więc każdy element będzie bardzo ważny. Wszystkie musimy dobrze wykonać, by to wszystko razem dobrze zagrało.
Jesteście w tym momencie mocniejszą drużyną niż byłyście w Lidze Narodów?
- Mecz z Włochami to zweryfikuje. Do tej pory rozgrywałyśmy bardzo ciężkie mecze, ale nie na szczycie naszych możliwości. Spotkanie z Włochami zweryfikuje, w jakim momencie jesteśmy. Ciężko to ocenić, kiedy w finałach w Łodzi gramy z dobrym zespołem, z Chinkami, później z Włoszkami, a na koniec wygrywamy z Japonią. To są zupełnie inne spotkania. Pierwszym meczem pod dużą presją był ten z Belgią. Wiem na pewno, że możemy grać dużo lepiej niż z Belgią, niczego jej nie ujmując, bo zagrała świetnie.
Skoro musicie zagrać dużo lepiej, czy coś mogło się jeszcze zmienić w ciągu trzech dni przerwy przed meczem z Włochami?
- Dużo możemy zmienić w nastawieniu, w swojej głowie. Chociaż uważam, że okres, który przepracowałyśmy od Ligi Narodów do teraz, był treningowo bardzo dobry. Fajnie układa się nam tutaj kalendarz, wszystkie mecze rozgrywamy o godz. 20.30 [czasu tajlandzkiego - przyp. red.]. Czujemy się dobrze, nie mamy żadnych kontuzji. Jest dużo większych i mniejszych pozytywów. Mamy wszystko, czego potrzeba, by dobrze zagrać w meczu z Włoszkami.
Jak dużą radość czujesz z tego, że tu jesteś? W poprzednich MŚ, gdy drużyna doszła do ćwierćfinału, nie było cię w kadrze. A na takie chwile, jak ćwierćfinał MŚ, czasami czeka się całą karierę.
- Jasne, że tak. Ale bardzo chciałabym więcej. Dla siebie samej, ale przede wszystkim dla tego zespołu.
Kiedy rozmawiałem z Aleksandrą Gryką, mówiła, że trochę irytuje ją to, że przed tym spotkaniem jesteście tak bardzo niedoceniane. Ty też uważasz, że ten rozstrzał w ocenie zespołów przed ćwierćfinałem jest zbyt duży?
- Absolutnie nie. Podchodzę z bardzo dużym respektem do Włoszek. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek reprezentacja wygrała tyle meczów z rzędu. To mistrzynie olimpijskie, wygrały Ligę Narodów. Zasłużyły na to, by być traktowane jako zespół, który jest lepszy. Dużo osób mówi, że kiedyś muszą zagrać gorszy mecz. Uważam, że na ten moment Włoszki, grające swoją dobrą siatkówkę, są najlepszym zespołem na świecie. Nie oznacza to jednak, że my jesteśmy słabym. Ale w pełni zasłużenie to one są faworytem.
Rozmawiał w Bangkoku Damian Gołąb












