Damian Gołąb, Interia Sport: Prowadzona przez pana reprezentacja Słowacji zadebiutowała w mistrzostwach świata i odpadła po fazie grupowej. To drużyna, która ma rosnąć, rozwijać się?
Michal Masek, trener reprezentacji Słowacji: Dokładnie tak. Pracujemy przez ostatnie cztery lata, poszliśmy do przodu. Nastąpiła zmiana generacji, postawiliśmy na młode dziewczyny, mamy w kadrze taki miks. Oczywiście wiemy, gdzie jest nasze miejsce. Chcieliśmy więcej, niestety się nie udało.
To, że zakwalifikowaliście się po raz pierwszy w historii na mistrzostwa świata, wzbudziło trochę zainteresowania siatkówką w kraju?
- Oczywiście, że tak. Słowacja jest małym krajem, w którym sport na razie nie jest jakoś super wspierany. Siatkówka jest jednym z niewielu sportów drużynowych, który jest obecny na mistrzostwach świata. Może do hokeja na lodzie nam daleko, ale też musimy powiedzieć, że w hokeja realnie gra 10-12 krajów na świecie. Siatkówka jest dużo bardziej rozwinięta. Można więc na to patrzeć pod różnym kątem. Dla nas to niesamowity sukces, że w ogóle byliśmy tutaj. Dla naszej siatkówki, całego sportu. Zainteresowanie było duże, zrobiły je media, bo to pierwszy raz w naszej historii.
Legenda polskiego sportu zaskoczona na meczu siatkarek. Zabrakło biletów

MŚ siatkarek. Słowacja debiutuje i spogląda na Polskę. "Do takiego stanu nam daleko"
Jest nadzieja, że dzięki temu, że pokazaliście się w mistrzostwach świata, do słowackiej siatkówki trafi więcej sponsorów i pieniędzy?
- Mam nadzieję. Jedno wiąże się z drugim. Zrobiliśmy maksimum. W cztery lata jesteśmy na dwóch mistrzostwach Europy - w ostatnich zajęliśmy 10. miejsce, co gwarantuje nam udział w kolejnych. Teraz jesteśmy na mistrzostwach świata. Bardzo ważna jest u nas teraz praca z młodzieżą, bo nasze kadry od U-16 do U-22 nie kwalifikują się nawet do mistrzostw Europy w swoich kategoriach.
Jeśli chcemy myśleć o przyszłości, musimy zbudować wszystko od szkolenia dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że te mistrzostwa świata dadzą temu wszystkiemu pozytywnego "kopa": będzie więcej sponsorów, trenerów, zainteresowania dzieci siatkówką. To był dla nas jeden z celów na mistrzostw świata.
Próbujecie przyglądać się temu, co robią sąsiedzi? Polska odnosi sukcesy w siatkówce od lat, a w ostatnich sezonach duży postęp zrobiły też czeskie siatkarki, które grały w tym sezonie m.in. w Lidze Narodów.
- Oczywiście patrzymy na lepszych, to jasne. Jeżeli mówimy o Czechach, to oni 8-10 lat temu rozpoczęli fajny projekt, i mają z tego teraz profity. Jasne, że nie będą od razu super, ale są na podobnym poziomie co na przykład Belgia, z którą graliśmy na MŚ. Wykonano dobrą pracę z młodzieżą, większe zainteresowanie, i teraz to owocuje. Jeżeli mówimy o Słowacji, my troszeczkę śpimy. Nie pracujemy systematycznie z młodzieżą i to jest problem. Jeżeli reprezentacje młodzieżowe tracą kontakt z Europą, trudno potem na MŚ wymagać, by wygrać z 13. zespołem na świecie, którym jest Belgia. Takie są fakty, rzeczywistość.
Oczywiście patrzymy mega na Polskę, długo w Polsce pracowałem. Tam praca owocuje, to już dziś trzeci zespół na świecie, który gra naprawdę fajnie. Ma do tego dobre zawodniczki, ale wszystko wokół jest dobrze zbudowane. A do tego dochodzi oczywiście męska kadra, zespół numer jeden na świecie. Do takiego stanu nam daleko, ale warto się uczyć od lepszych. Dla nas najważniejsze to przygotować dobry projekt rozwoju młodzieży.
Niemki nie wytrzymały, Polki świętowały. Gwiazda kadry wyjaśnia, co zdecydowało
Michal Masek ocenia polskie siatkarki. "Światowy zespół", ale jest jeden problem
Pracował pan przez kilka lat w Polsce, trenował kilka siatkarek z aktualnej kadry. Jak ocenia pan reprezentację Polski? Na jej drodze do strefy medalowej najpewniej staną Włoszki, wcześniej trzeba się uporać z Belgią.
- To jest problem Polek. To naprawdę fajny zespół, wysoki, bardzo fajnie gra blokiem. Polki mają swoje atuty w ataku, to naprawdę światowy zespół. Tylko że może zagrać z Włoszkami, a widzieliśmy, jak wyglądał mecz Polska - Włochy w Łodzi: trochę jak nasze przegrane 0:3 spotkanie z Belgią na MŚ. Mecz do jednej bramki.
Będą mieć niesamowicie trudno. Ale myślę, że przy dobrym nastawieniu można powalczyć z Włoszkami. Jeśli oczywiście ostatecznie na nie wpadną. Trzymam kciuki, jeśli dojdzie do tego meczu, na pewno będę go oglądać.
Gdyby trener miał wskazać jakiś słabszy element Włoszek, które są chyba głównymi faworytkami do złota MŚ, co by to było?
- Włoszki mają niesamowitą presję, wszyscy oczekują od nich sukcesu. Może nie najlepiej zagrywają, więc Polska w ewentualnym meczu z nimi może mieć sporo dobrych sytuacji na siatce. I tam Katarzyna Wenerska czy Marlena Kowalewska będą w stanie rozgrywać fajne piłki, ważna będzie taktyka, by zdobywać regularnie punkty. Z drugiej strony gra Włoszek jest bardzo prosta. Tam nie ma żadnych wielkich kombinacji. Ale to mocny atak. Jak nie Paola Egonu, to Ekaterina Antropova, jeśli nie Antropova, to Miriam Sylla, mają niesamowite środkowe. Przy prostym graniu na najwyższym poziomie będzie ciężko.
Na koniec chciałem zapytać o rozstanie trenera z DevelopResem Rzeszów. Było dość nagłe, w marcu, w trakcie sezonu, w którym potem zespół zdobył mistrzostwo Polski. Jak to wyglądało z pana strony?
- Nie chcę o tym mówić. Oddzieliłem to grubą kreską. Niech każdy sam to sobie oceni.
Rozmawiał w Tajlandii Damian Gołąb












