Francuskie siatkarki, w przeciwieństwie do męskiej reprezentacji kraju, do ścisłej światowej czołówki nie należą. Kiedy przed rokiem w Paryżu Francuzi sięgali po złoto olimpijskie w Paryżu, siatkarki znad Sekwany oglądały ich poczynania po odpadnięciu w fazie grupowej z trzema porażkami. Jedną z nich była gładka przegrana 0:3 z Chinkami.
Z grupy MŚ w Tajlandii Francja jednak awansowała, pokonując Grecję i Portoryko. W tym sezonie nieźle szło jej też w Lidze Narodów, którą zakończyła na dziewiątym miejscu. Ale i tak początek jej meczu z Chinami był sensacyjny. Francuzki rozpoczęły bowiem znakomicie, prowadziły 10:4. Dopiero wtedy siatkarki z Azji zaczęły odrabiać straty. Siatkarki z Europy się jednak wybroniły. W ważnym momencie punkt zagrywką zdobyła Eva Elouga, jej koleżanki dobrze radziły sobie w obronie, i Francja wygrała 25:20.
Polskie siatkarki "boginiami" w Tajlandii. Zdumiewające sceny pod halą
MŚ siatkarek. Francuzki zaczęły kapitalnie. W Bangkoku pachniało sensacją
To była olbrzymia niespodzianka, bo Chinki przyjechały do Tajlandii jako kandydatki do medalu. Blisko strefy medalowej były w tegorocznej Lidze Narodów, gdy w Łodzi przegrały ćwierćfinał z Polską dopiero po tie-breaku. W Tajlandii wygrały komplet meczów w fazie grupowej. Mają na koncie sześć medali mistrzostw świata, w tym dwa złote. Ostatni, brązowy, zdobyły w 2018 r. Dla porównania Francuzek na mistrzostwach świata nie było... od 50 lat. Najlepszy wynik, siódme miejsce, osiągnęły w 1952 r., w pierwszej edycji MŚ.
Na początku drugiej partii Chinki, wspierane przez mocną grupę swoich kibiców, osiągnęły trzypunktową przewagę dzięki wzmocnieniu zagrywki. Rywalki szybko odpowiedziały, ale Chinki wkrótce jeszcze raz uciekły. I tak wyglądała cała ta partia - siatkarki z Azji wypracowywały sobie przewagę, a po chwili ją traciły. Francuzki nie poddały się nawet wówczas, gdy przegrywały 22:24. To Chinki nie wytrzymały napięcia w końcówce. Kapitalnie grała kapitan Francji Helena Cazaute, jej drużyna wygrała 27:25 i było coraz bliżej sensacji.
Jej drużyna wyrzuciła za burtę mistrzynie świata. Teraz wspiera Polskę
W trzecim secie historia z poprzedniej partii się jednak nie powtórzyła. Tym razem Chinki od prowadziły właściwie od początku do końca. Dobrze funkcjonował ich blok, wygrywały kontrataki, utrzymywały trzy, cztery punkty przewagi nad rywalkami. Zdecydowaną liderką chińskiego zespołu została środkowa Yuanyuan Wang, która w trzecim secie stała się jego najlepiej punktującą zawodniczką. Co prawda Chinki znów zachwiały się w końcówce, ale tym razem wybrnęły z kłopotów i zwyciężyły 25:22.
Sensacja stała się faktem. Chinki żegnają się z turniejem
Olbrzymi aplauz w hali Hua Mak w Bangkoku cały czas wzbudzała jednak gra francuskiej libero Juliette Gelin, która fantastycznie spisywała się w obronie. A w czwartej partii cała jej drużyna nie popełniła już błędu z poprzedniego seta i od początku nacisnęła rywalki. Francuzki nieoczekiwanie zaczęły dominować przy siatce, prowadziły 8:3. Kiedy Chinki zaczęły je gonić, z opresji europejską drużynę ratował blok. W końcu i tak jednak rywalki doprowadziły do remisu 14:14.
Tyle że Francuzki wygrały trzy kolejne akcje. Cazaute w ofensywie pomagała atakująca Iman Ndiaye. Rozpędzona drużyna wytrzymała presję i nie dała się przełamać faworytkom. Wygrana 25:20 i triumf Francji w całym meczu 3:1 to jak dotąd największa sensacja turnieju.
Rywala Francji w kolejnym etapie turnieju wyłoni mecz Brazylia - Dominikana. W ćwierćfinale są też już polskie siatkarki, które po wygranej 3:2 z Belgią teraz zmierzą się z reprezentacją Włoch. Kolejną parę utworzą Holandia i Japonia.
Z Bangkoku Damian Gołąb













