O ile polskie siatkarki mogły uchodzić za królowe Phuket i najbardziej wspierane przez kibiców zawodniczki na wyspie, o tyle w Bangkoku numerem jeden były gospodynie. Reprezentacja Tajlandii od początku mistrzostw świata grała w stolicy i już kilka godzin przed jej meczem z Japonią przed halą Hua Mark było widać, że szykuje się duże wydarzenie.
Strefa kibica była pełna fanów, tuż obok ustawili się sprzedawcy kibicowskich gadżetów. A jednymi z najpopularniejszych w Tajlandii są podobizny siatkarek na patyczkach. Przed halą nie brakowało też "koników" handlujących biletami po cenach wyższych niż te wyjściowe.
Dostają od fanów nawet jedzenie. Polskie siatkarki fenomenem w Tajlandii
MŚ siatkarek. Tajki powitał ogłuszający pisk. Niezwykła atmosfera w Bangkoku
Sama ośmiotysięczna hala na początek meczu wcale się jednak nie wypełniła. Część tajlandzkich fanów docierała na trybuny już w trakcie spotkania, więc hymn nie wybrzmiał aż tak doniośle, jak na przykład śpiewany a cappella w Polsce "Mazurek Dąbrowskiego" - a wzniosła melodia "Phleng Chat Thai" ma w tej materii spory potencjał. Ale mimo że część miejsc początkowo była wolnych, niewiarygodny wręcz momentami pisk towarzyszył Tajkom od pierwszej akcji.
Zaczęło się tym głośniej, że Tajki rozpoczęły znakomicie, prowadziły nawet czterema punktami. Znacznie wyżej notowane Japonki opanowały jednak sytuację, pomogły im zwłaszcza dobre zagrywki Mayu Ishikawy. Przede wszystkim jednak na boisku królowały obrony, z których słyną azjatyckie zespoły. Tajki grały odważnie, ale kiedy już ich rywalki wypracowały sobie przewagę, nie wypuściły jej do końca seta. Ishikawa zdobyła osiem punktów, a jej drużyna wygrała 25:20.
Tajlandia walczyła do ostatniej piłki. Ale to Japonia może zdobyć medal
Tajscy kibice wytrwale krzyczeli też po akcjach z drugiej partii, w której ich ulubienicom znów szło nieźle. Trzymały się blisko rywalek, potrafiły nieco ostudzić ich ofensywne zapędy blokiem, wyjść na prowadzenie. Liderką drużyny w ataku była Kokram Pimpichaya. Tyle że w decydującej części seta znów to Japonia zaczęła zyskiwać przewagę.
Prowadziła 17:15 i choć Tajlandia jeszcze potrafiła wyrównać, to jednak w decydujących momentach jej siatkarki nie sprostały wyzwaniu. A to same popełniły błąd, dotykając siatki, a to "kiwką" z drugiej piłki zaskoczyła je rozgrywająca Nanami Seki. Japonia wygrała 25:23.
W trzecim secie Tajlandia jeszcze raz podjęła walkę. Na początku partii znów miała dwa punkty przewagi nad rywalkami, a z czasem nawet cztery. Natężenie decybeli w hali narastało, trener Japonii Ferhat Akbas przeprowadzał zmiany. Tym razem jednak Tajki prowadziły niemal przez całego seta, potrafiły pilnować dwóch, trzech punktów przewagi. Japonia dopadła je jednak przy stanie 20:20. I jeszcze raz wygrała końcówkę, tym razem 25:23. I dopiero wtedy w hali zrobiło się znacznie ciszej.
Japonia, która przed turniejem w Tajlandii w dwóch sparingach ograła Polskę, a na MŚ pokonała m.in. Serbię, zagra w ćwierćfinale z Holandią. Ta drużyna po pięciosetowym boju wyeliminowała obrończynie tytułu z Serbii. W sobotę w Bangkoku kolejne mecze 1/8 finału. Do gry wróci reprezentacja Polski, która zagra z Belgią. Tego samego dnia, tyle że nieco wcześniej, Włochy zmierzą się z Niemcami.
Z Bangkoku Damian Gołąb













