Damian Gołąb, Interia Sport: Polskie siatkarki grają w Phuket, a ty jesteś na meczu z rodziną. Jak to się stało, że tu trafiliście?
Piotr Małachowski, dwukrotny wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem: Jestem sportowcem i to są dla mnie duże emocje. Kiedy się dowiedziałem, że są MŚ, i to na Phuket, gdzie mieszkamy od roku, i że gra tu reprezentacja Polski, stwierdziłem, że muszę tutaj być. Oczywiście byłem zaskoczony, że siatkówka jest tak popularna. Na wszystkie popularne sporty, jak siatkówka plażowa czy boks tajski, możesz wejść sobie z ulicy i kupić bilet. Tutaj okazało się, że nie. Udało się załatwić bilet dzięki znajomościom w telewizji Polsat Sport. Przyjechaliśmy i mogliśmy kibicować.
Jakie wrażenie zrobiła na tobie oprawa meczu? Dużo kibiców, mnóstwo fanów reprezentacji Polski.
- Hala w Phuket jest mała, ale fajna, bo klimatyczna. Można dotknąć tej siatkówki z bliska, to nie jest gra w dużej hali, gdzie zawodnicy wyglądają jak zapałeczki. Fajna atmosfera, obie reprezentacje zostały fajnie przywitane. Będąc na parkiecie [Małachowski udzielał na nim wywiadu dla Polsat Sport - przyp. red.], poczułem: "wow", to jest chyba to.
Przeszły cię ciarki, jak przed własnym rzutem na stadionie?
- Może nie aż tak bardzo, jak wtedy, gdy sam startowałem, ale te emocje po części do mnie wróciły. Kurczę, no brakuje tego. Wiem jednak, że PESEL nie ten. Teraz zostało tylko trzymać kciuki za reprezentację.
Wyznanie Piotra Małachowskiego. Pozbył się nałogu i tęskni za Polską
Piotr Małachowski przed nowym wyzwaniem. Trafił przypadkowo, zostanie na dłużej
Skoro zaskoczyła cię tak duża liczba kibiców, pewnie też nie jesteś w stanie wyjaśnić, dlaczego Polki są w Tajlandii tak popularne? Zawodniczki naszej kadry same się nad tym zastanawiają.
- Zadałem takiemu panu pytanie, skąd ma flagę Polski. Powiedział, że z Bangkoku. Bangkok jest więc przygotowany na naszą reprezentację na maksa, więc tam będzie dopiero wielki show. Dlaczego są popularne? Łatwo zwrócić uwagę, że ludzie tutaj są niskiego wzrostu. 165 cm, panowie 175 cm, taka średnia. Kiedy widzą piękne, wysokie kobiety, blondynki, to dla nich coś niesamowitego. Polskie siatkarki są popularne, to widać.
W takim razie też musisz wyróżniać się wzrostem na ulicach.
- Tak, ale w Kamali, gdzie mieszkamy, już mnie znają. Ostatnio nie było nas przez miesiąc, teraz wróciliśmy. Wyszedłem i byłem ciekawy, czy mnie pamiętają. W końcu jestem z Europy, a podobno dla nich każdy Europejczyk wygląda tak samo. Ale poznali mnie, mówią: super, że przyjechaliście. Czujemy się fajnie, może nie tak samo jak w Polsce, ale czujemy komfort, że my szanujemy tutejszych ludzi, a oni szanują nas.
To dało Polkom upragnione zwycięstwo. Stefano Lavarini nawet tego nie kryje
Czy Piotr Małachowski miał jakieś związki z siatkówką w trakcie kariery? Pewnie w nią nie grywałeś, bo to za bardzo groziło kontuzją.
- W siatkówkę nie grałem, ale miałem bardzo dobre kontakty z naszą reprezentacją, która startowała w 2008 r. w Pekinie, czyli "Guma" [Paweł Zagumny], "Kadziu" [Łukasz Kadziewicz], haha. Długie wieczory, poranki, haha. To był klimat sportu, zdobywało się medale, i naprawdę czuło się ten klimat sportu wspólnie z nimi. A od paru tygodni mamy tutaj do czynienia z siatkówką plażową, gramy z moim synem. Mamy grupę osób, dwa boiska, po trzy osoby staramy się grać. Niestety mój syn jest lepszy ode mnie, ale cóż. Kiedyś trzeba było odłożyć moje buty do rzucania. Chociaż teraz gra się na boso, nie trzeba butów odkładać.
Ostatnio w Krakowie wystąpiłeś w zawodach ironman. To dla ciebie nowe sportowe otwarcie, nie mogłeś usiedzieć w miejscu?
- Chciałem mieć jakiś cel, sportowiec musi go mieć, coś do robienia. Nawet nie po to, żeby coś osiągnąć, tylko żeby sprawdzić samego siebie. Przypadkowo trafiłem na ironmana i mówię: "kurczę, trzeba spróbować". I co, wróciłem w środę, od ironmana w Krakowie nic nie robiłem, żeby zobaczyć, czy zatęsknię. Wstałem, zjedliśmy śniadanie na plaży, i mówię: dobra, ide na trening. Pobiegałem pół godziny, zrobiłem siłownię, pojeździłem na rowerze. I zachciało mi się więcej. Pewnie więc to nie była jednorazowa przygoda, tylko na dłuższą chwilę.
Rozmawiał w Phuket Damian Gołąb














