W Polsce lubimy podkreślać, jak bardzo "siatkarskim" krajem jesteśmy, jak dużą popularnością cieszy się tu cała dyscyplina. Niemal dziewięć tysięcy kilometrów od Warszawy, w Azji Południowo-Wschodniej, polskie siatkarki są jednak równie popularne, co w kraju. Co więcej, to popularność w stylu Cristiano Ronaldo czy Lionela Messiego, objawiająca się niemal uwielbieniem fanów. I licznymi podarunkami.
To dało Polkom upragnione zwycięstwo. Stefano Lavarini zwrócił uwagę tuż po meczu
Pisk zachwytu i kolejki fanów. Polskie siatkarki zdobyły serca Tajów. "Codziennie jestem w szoku"
Wszystko zaczęło się już pierwszego dnia, jeszcze na lotnisku. Tuż po wylądowaniu w Phuket polskie siatkarki mogły się poczuć docenione, bo kibice czekali na nie na lotnisku. I tak już zostało - fani wyczekują po treningach i meczach, witają w hali głośnym aplauzem. A może należałoby raczej użyć określenia zaproponowanego przez Justynę Łysiak, libero polskiej kadry: witają "piskiem zachwytu".
Siatkarki Stefano Lavariniego stopniowo się do takiej atmosfery, sławy i momentami wręcz uwielbienia przyzwyczajają. Pierwszym krokiem było oswojenie się z rozentuzjazmowaną halą, która okrzykami reaguje nawet na udane ataki swoich ulubionych zawodniczek… na rozgrzewce.
- Momentami jest naprawdę głośno, nie słychać swoich myśli ani koleżanek na boisku. To momentami przytłacza. Po pierwszym meczu nie miałam nawet ochoty z nikim rozmawiać, potrzebowałam spokoju - obrazowo opisuje Martyna Czyrniańska. Zaraz jednak dodaje: - Ale już po drugim meczu wiem, czym to się je, czego mogę się spodziewać. I ogólnie to super, że tyle osób nam kibicuje.
Polska przyjmująca i tak ma o tyle więcej doświadczenia, że przed rokiem była już z kadrą w Bangkoku na finałach Ligi Narodów. Już wtedy Polki były ulubienicami fanów, choć chyba nie w aż takim stopniu, jak teraz. Część polskich zawodniczek, jak choćby środkowa Aleksandra Gryka, jest jednak w Tajlandii po raz pierwszy.
I tak była jednak jedną z najpopularniejszych polskich siatkarek w Phuket, gdzie "Biało-Czerwone" występowały w fazie grupowej MŚ. Widać to po kolejkach do wspólnych zdjęć, ale też na gadżetach z jej podobizną, które trzyma w rękach wielu fanów.
Codziennie jestem w szoku, co tutaj się dzieje, i jak wielką bazę fanów mamy tutaj w Tajlandii. Ja i tak przy Martynie Łukasik to jakiś pikuś, Martyna jest tutaj boginią. Ale to zastanawiające, dlaczego padło akurat na Polki. A z drugiej strony bardzo miłe. Czuć bardzo duże wsparcie i zaangażowanie kibiców, a także ich szczodrość
Niezwykłe sceny po meczu Polek. Lavarini rzucił tylko: "To jest gwiazda"
MŚ siatkarek. Martyna Łukasik idolką kibiców w Tajlandii. Ustawiają się do niej kolejki
Ze środkową trudno się nie zgodzić: sporo fanek w Tajlandii ma na przykład Magdalena Stysiak, czasami zdarzają się nawet gadżety w wizerunkiem Olivii Różański, która w ogóle nie dostała powołania na turniej. Na trybunach można zresztą wypatrzeć podobizny właściwie wszystkich polskich siatkarek. Zdecydowanym numerem jeden wśród kibiców na Phuket była jednak Martyna Łukasik.
To koszulki z jej numerem "11" można zobaczyć najczęściej, to przy niej stoją największe rzesze kibiców, to jej udane akcje sprawiają, że natężenie pisku w hali rozsadza bębenki w uszach. Wystarczy rozejrzeć się chwilę po trybunach, by znaleźć nawet tabliczki, na których fani wyznają jej miłość. I to wszystko… nie do końca wiadomo, z jakiego powodu. Sama zawodniczka nie jest w stanie tego określić.
- Nie wiem. To, że jestem tutaj bardziej rozpoznawalna, na pewno jest bardzo miłe. Cieszy fakt, że kibice na mój widok uśmiechają się, proszą o zdjęcie, dadzą jakiś mały prezent. Cieszę się, że mogą pooglądać, jak gram w siatkówkę, bo po prostu robię to, co kocham, i staram się dać im trochę radości - skromnie odpowiada idolka tajlandzkich fanów.
Ale jednocześnie przyznaje, że z fanami z Azji ma do czynienia częściej. Zdarzało się, że spotykała ich na meczach Imoco Conegliano, czyli klubu, w którym występowała w ostatnim sezonie.
Kibice z Tajlandii potrafią bowiem jeździć za swoimi idolkami po całym świecie. Faa, która ustawiła się w kolejce po zdjęcie z Łukasik po jednym z treningów, opowiada, że była już w tym sezonie na finałach Ligi Narodów w Łodzi, potem w Phuket, a wybiera się też na fazę finałową MŚ do Bangkoku.
- W Łodzi było świetnie, kocham Polskę. Udało mi się zdobyć tam koszulkę Martyny z numerem 11, zobacz! 75 procent ludzi, których tu widzisz, to fani Martyny, przyjechaliśmy tu dla niej. Jest niesamowita - mówi z uśmiechem.
Sama Łukasik przyznaje, że w Phuket z oznakami sympatii spotykała się niemal na każdym kroku. I to dosłownie: wystarczyło postawić nogę poza hotel, a już wpadała na swoich kibiców.
Kultura w Tajlandii jest trochę inna, wydaje mi się, że dlatego ludzie reagują tutaj inaczej niż na przykład w Polsce. Z jednej strony jest to troszkę przytłaczające, ale też pewnie dlatego, że jestem introwertykiem i lubię się bardziej wyciszać. Na pewno to jednak bardzo miłe, że ludzie tak licznie przychodzą. I nawet gdy spotykają nas na mieście, widać, że są z tego spotkania bardzo zadowoleni
Polska siatkarka nie mogła się pomylić. Odsłania kulisy. "Niestety spojrzałam"
Siatkówka kobiet. Kamery, zdjęcia, jedzenie. Fani zasypują siatkarki prezentami
Fanów w Tajlandii, oprócz wybuchów emocji w trakcie meczów, charakteryzuje też szczodrość, o której wspomniała Gryka. Właściwie każdy kibic chce coś bowiem wręczyć swojej ulubionej siatkarce. A te upominki są przeróżne. Sporo fanów ma ze sobą rękodzieła - takie upominki szczególnie przypadły do gustu na przykład Malwinie Smarzek. Czyrniańskiej bardzo spodobała się rolka ze swoimi zdjęciami, ale dostała też m.in. plażową torbę. Gryka czy Łukasik otrzymały nawet małe kamery. Fani wręczają siatkarkom nawet jedzenie.
- Niektóre to typowe upominki z Tajlandii, związane z ich kulturą. Albo różne rękodzieła, magnesy. W sobotę dostałam fajnego delfinka, pluszaka. To naprawdę fajne rzeczy. Przed rokiem wracałam z Tajlandii z drugą dodatkową walizką, którą kupili mi kibice. I też była pełna upominków - opisuje Stysiak.
Dowody ogromnej sympatii otrzymują też inne siatkarki. Brazylijka Gabi Guimaraes zamieściła na Instagramie zdjęcie, na którym torby z prezentami zajmują połowę jej hotelowego pokoju. Polskie siatkarki też żartują, że trzeba będzie rozejrzeć się za dodatkowymi walizkami, część upominków przekazują też członkom sztabu szkoleniowego.
MŚ siatkarek. Tajemnica popularności reprezentacji Polski wciąż nierozwikłana
Siatkarki doceniają ogromne zainteresowanie i wsparcie fanów, ale bez jasnej odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego akurat Polki stały się jedną z ulubionych drużyn tajlandzkich kibiców. Choć w Phuket mocno wspierane przez fanów były też m.in. Niemki, to jednak gdy doszło do meczu obu drużyn, zdecydowanie głośniejszy aplauz towarzyszył udanym akcjom "Biało-Czerwonych".
- Łatwo zwrócić uwagę, że ludzie tutaj są niskiego wzrostu. 165 cm, panowie 175 cm, taka średnia. Kiedy widzą piękne, wysokie kobiety, blondynki, to dla nich coś niesamowitego. Polskie siatkarki są popularne, to widać - uśmiecha się Piotr Małachowski, dwukrotny wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem. Mieszka na Phuket od roku, ale i jego zaskoczyła popularność siatkówki na tej tajlandzkiej wyspie.
Odpowiedzi na pytanie o swój fenomen w tym kraju nie zna Łukasik, ramionami wzrusza też Czyrniańska. Aleksandra Szczygłowska, libero kadry, żartuje, że głównym powodem jest po prostu urok osobisty polskich zawodniczek.
- To jest super, że tylu tajskich kibiców nam kibicuje. Chciałabym zrozumieć czemu, ale czasami może lepiej nie wiedzieć i po prostu się tym cieszyć. Urok osobisty? Trzymajmy się tego - śmieje się Czyrniańska.
Teraz Polki będą mogły przekonać się, jak doceniają je fani w Bangkoku. Już dziś w stolicy Tajlandii rusza faza pucharowa MŚ. Dla drużyny Lavariniego to jeszcze dzień przerwy, ale już w sobotę mecz 1/8 finału Polska - Belgia.
Z Tajlandii Damian Gołąb














![Kiedy US Open? Gdzie oglądać Świątek i Chwalińską? [TERMINARZ, TRANSMISJE]](https://i.iplsc.com/000N5PSW9Q1U9OPH-C401.webp)