Przeraźliwie buczenie Włochów na jednego Polaka. O co chodzi? Odpowiedź jasna
Mecz Polaków z Włochami zaczął się dla gospodarzy od swoistego trzęsienia ziemi. Nic więc dziwnego, że szalejąca publiczność szybko postanowiła najmocniej, jak się da, przyjść w sukurs swoim ulubieńcom. Od początku dobitnie przekonywał się o tym Wilfredo Leon, którego wypełniona po brzegi hala Palazzio dello Sport nie oszczędzała. Na nic jednak to się zdało, Polacy zostali mistrzami Europy, pokonując miejscowych pupili 3:0.

Według wszelkich prognoz, także samych zawodników, ten mecz od samego początku miał być jak partia szachów. Podkreślał to między innymi nasz "potwór" w bloku, Norbert Huber. Mówiło to także wielu fachowców, w końcu o złoto bój toczyły prawdopodobnie najlepsze dziś dwie ekipy świata.
Wilfredo Leon "bombardowany" z trybun
Dlatego przebieg pierwszego seta totalnie szokował włoskich kibiców, którzy już niemal na godzinę przed meczem tłumie wypełnili mogący pomieścić ponad 11 tysięcy widzów obiekt w Rzymie. Bardzo liczną grupę stanowili też Polacy, ale przewaga fanów z Italii nie podlegała dyskusji.
Mając taką moc gardeł bardzo szybko, po sensacyjnym z punktu widzenia gospodarzy początku spotkania, zaczęli do spodu zdzierać gardła. Natomiast jednego siatkarza szczególnie wzięli sobie na muszkę.
Gdy tylko na pole zagrywki wchodził Wilfredo Leon, harmider na trybunach był nie do zniesienia. Na wszelkie sposoby, gwizdami i buczeniem, tifosi starali się zdeprymować naszego bombardiera, który w finał wszedł, jak na gwiazdę największego formatu przystało.
30-letni reprezentant Polski nic sobie z tego nie robił, wydawało się, że pozostaje głuchy na zachowanie trybun. A gdy zdarzyła mu się pomyłka, wtedy widzowie znów przekraczali skalę decybeli, dla odmiany ciesząc się jego niepowodzeniem.
Włosi musieli usłyszeć o planach Wilfredo Leona
Włosi doskonale wiedzieli, co grozi im ze strony siatkarza, który podczas fazy grupowej w Skopje wyrównał swój rekord świata, posyłając piłkę na zagrywce z prędkością 138 km/h. Czy to dużo? To zabójcza szybkość, gdy mówimy o przyjmowaniu takiego pocisku na ręce. Ale Wilfredo na tym wcale nie zamierzał przestać, wszak sam zapowiedział przed finałem, że rezerwy w swojej artylerii pozostawił na bój o złoto.
- Myślę, że ze Słowenią uderzyłem kilka razy, ale nie aż takich bardzo mocnych piłek. Ale tak, w finale będę próbował znowu złamać ten rekord. Najmniej jeden raz
Ostatecznie nasz gwiazdor, nominalny przyjmujący, nie pobił własnego rekordu, ale bardzo mocno się do niego zbliżył.
Artur Gac, Rzym
Zobacz również:






![Japonki grały skuteczniej w kluczowych momentach. Najlepsze ataki meczu z Polską [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1F0U4RLNGFO8-C401.webp)






