Marcin Janusz był jednym z bohaterów siatkarskiej reprezentacji Polski w 2024 roku, razem z kolegami z drużyny sięgnął wówczas po wicemistrzostwo olimpijskie, a sukces odniesiony w Paryżu okupił poważnymi problemami zdrowotnymi. Później rozgrywający, na którego Nikola Grbić stawiał od początku swojej pracy z "Biało-Czerwonymi", postanowił zrobić sobie roczną przerwę od występów w kadrze narodowej.
Pod koniec marca 2026 roku okazało się, że po tej przerwie już nie wróci, Janusz ogłosił bowiem zakończenie kariery reprezentacyjnej. Wciąż jednak żyje tym, jak radzą sobie jego koledzy z kadry, przed startem mistrzostw Europy w rozmowie z Polską Agencją Prasową jasno dał do zrozumienia, że czuje więź z "Biało-Czerwonymi".
"Minęło już dwa lata jak nie ma mnie w kadrze, ale dalej jak oglądam mecze to są emocje, choć może już nieco inne niż w pierwszym roku. To, co się działo w Paryżu, czyli moim ostatnim turnieju, to dla mnie nie wcale jakaś odległa perspektywa i czuję się wciąż związany z drużyną, nie tylko dlatego, że moi koledzy, przyjaciele dalej walczą, ale przez to, że nie tak dawno byłem jej częścią" - zadeklarował.
Marcin Janusz wprost o reprezentacji Polski przed mistrzostwami Europy
Janusz zresztą nie jest jedynym olimpijczykiem z Paryża, którego nie oglądamy obecnie w kadrze. Z powodu problemów zdrowotnych Grbić nie mógł liczyć w tym sezonie na Mateusza Bieńka i Jakuba Kochanowskiego, w kwietniu zakończenie kariery reprezentacyjnej ogłosił z kolei Paweł Zatorski, przerwę zrobił sobie Bartosz Kurek. Zdaniem Janusza "Biało-Czerwoni" wciąż dysponują olbrzymim potencjałem, a ostatni sukces w Lidze Narodów tylko dodatkowo ich napędził.
Mamy ten komfort, że możemy zbudować niesamowicie silne reprezentacje, niezależnie od tego, kto wypadnie czy ile jest absencji. Jest też takie pozytywne ciśnienie wewnętrzne, że chcemy wygrywać każdy turniej, jak to miało miejsce choćby w Lidze Narodów. Mistrzostwa Europy stanowią kolejny taki krok i właśnie z tego powodu będzie łatwiej, bo myślę, że idąc tak od turnieju do turnieju, krok po kroku, grając z tą chęcią zwycięstwa, robimy po prostu wszystko, żeby tak było
Utytułowany rozgrywający zresztą nie ma złudzeń - to Polacy są zdecydowanymi faworytami mistrzostw Europy. Nie zmienia to faktu, że nie mogą lekceważyć rywali, Janusz wymienił nawet zespoły, które mogą napsuć krwi "Biało-Czerwonym". Wspomniał o Włochach, Francuzach i Bułgarach - z tą ostatnią ekipą podopieczni Nikoli Grbicia zmierzą się w fazie grupowej, a mecz będzie rozgrywany w Sofii, czyli przed bułgarską publicznością.
"Oczywiście, najważniejsza będzie faza pucharowa, która zawsze jest ciężka i jeśli przyjdzie jeden słabszy mecz, to może się dużo rzeczy posypać. My jednak wiele razy pokazaliśmy, że jako drużyna jesteśmy w stanie wychodzić z trudnych momentów i wierzę, że chłopaki to pokażą jeszcze raz" - stwierdził.
Wicemistrz olimpijski podkreślił, że to rywale powinni martwić się tym, jak pokonać Polaków, a nie na odwrót. "Chłopaki pokazali, że na razie są najlepsi i niech inni się martwią oraz szukają sposobu na to, żeby jakkolwiek Polsce zagrozić czy ją pokonać. My po prostu róbmy swoje" - skwitował.











