Czy Bułgarzy zagrali w środę wieczorem w Arena 8888 swoją najlepszą siatkówkę? Oczywiście nie. Czy jednak pokazali, który zespół jest tym znacznie bardziej klasowym? Zdecydowanie tak.
Aleksandar Nikołow: Zaczęliśmy nerwowo, ale jestem dumny
Każda z trzech partii miała dość bliźniaczy przebieg, czyli zespół Macedonii Północnej długimi fragmentami był w stanie toczyć zacięty pojedynek z gospodarzami, których do triumfu niosła entuzjastycznie dopingująca publiczność. Trybuny wprawdzie nie wypełniły się do ostatniego miejsca, co gryzło się z hasłem "wszystkie miejsca wyprzedane", ale wrzawa w hali była ogromna. Akustyka sprawiała, że momentami redagując pomeczową relację niełatwo było zebrać myśli.
Gdy jednak partie wkraczały w decydującą fazę, wówczas podopieczni trenera Gianlorenzo Blenginiego włączali "turbo", podnosząc skuteczność w każdym z elementów. Zmiany w obozie rywali i rozpaczliwe szukanie rozwiązań nie przynosiło rezultatu, bo w krótkim czasie Bułgarzy kończyli robotę.
Bohaterem meczu został Aleksandar Nikołow. W najważniejszych momentach dźwigał wielką odpowiedzialność, a w całym meczu zdobył rekordowe 19 punktów. W rozmowie z Interią starszy z braci (Simeon wyśmienicie spisał się na rozegraniu) zaczął jednak od zwrócenia uwagi na wyzwanie, nad którym trzeba było zapanować.
- Cieszę się, że wygraliśmy 3:0, mimo że zaczęliśmy nieco nerwowo, co moim zdaniem jest całkowicie normalne, bo po raz pierwszy graliśmy u siebie w takim składzie. Jestem więc zadowolony i dumny, a także gotowy na kolejny mecz - zaczął rozmowę syn legendy bułgarskiej siatkówki Władimira Nikołowa.
22-latek podkreślił, że przebieg tego spotkania to klasyczny dowód na to, że odpowiedzialność faworyta ma swoje przywileje, ale także ciąży na sportowcach. - Właśnie tak poznaje się drużynę, która odczuwa lekką presję: na początku seta nie potrafi odskoczyć rywalowi, który na papierze jest słabszy. Cieszę się jednak, że ostatecznie nasza klasa wzięła górę. W końcówce setów udało nam się wypracować przewagę i znacząco odskoczyć przeciwnikom - podkreślił.
Mistrzostwa Świata na Filipinach, na których Bułgaria sprawiła największą sensację, zdobywając srebrny medal, nie tylko zmieniły postrzeganie zespołu, który w przeszłości już należał do największych potęg. Zmieniły także pozycję w kadrze Aleksandara Nikołowa, czyniąc z niego jednego z pełnoprawnych liderów kadry. Biorąc pod uwagę, że lwia część turniejowych zmagań odbędzie się w ich ojczyźnie, uchodzą za faworyta do medalu, być może nawet do złota. Jak na to wszystko patrzy zawodnik Cucine Lube Civitanova?
- Myślimy o tym, że jesteśmy tu, by walczyć i wygrywać. Taki jest nasz cel. Osobiście dam z siebie wszystko, byśmy zaszli w tym turnieju jak najdalej. Owszem, to dla mnie nowa pozycja, ale miałem czas, by się do niej przystosować - zapewnił.
W przeciwieństwie do poprzednich lat, kiedy byłem na nią niejako "wrzucany", bo wymagała tego sytuacja lub drużyna desperacko potrzebowała zmian. Teraz miałem czas na treningi, więc czuję się znacznie pewniej. I jestem szczęśliwy. Cieszę się, że mogę grać na tej pozycji, bo to dla mnie zaszczyt - odparł elokwentny młodzian czystą angielszczyzną.
Pokazał jednak także klasę, bo nie tylko spijał śmietankę, ale również sam z siebie zwrócił uwagę na innego z bohaterów tego meczu Denisława Bardarowa. 23-latek także wyśmienicie spisał się na pozycji przyjmującego, zdobywając aż 15 punktów, podobnie jak Aleksandar brylując zwłaszcza w ataku.
- Udało nam się też wprowadzić do składu nowego zawodnika, Bardarowa. Pokazał on w tym meczu, dlaczego znalazł się w drużynie: ma brać na siebie duży ciężar gry i atakować u mojego boku, co właśnie robił. Mam nadzieję, że utrzyma ten poziom w przyszłych spotkaniach - uśmiechnął się Nikołow.
Jakie w tej chwili są największe atuty młodej, bułgarskiej kadry, w ocenie tego wybitnego młodziana? - Naszym największym atutem jest siła fizyczna. Jesteśmy zespołem, który bardzo mocno zagrywa, choć tym razem nieco zbyt często trafialiśmy w siatkę. Do tego dysponujemy potężnym blokiem oraz wysokimi zawodnikami, potrafiącymi zdobywać punkty nawet w trudnych sytuacjach, przy niedokładnym przyjęciu. Ja również do takich należę. Dołączył do nas wspomniany Bardarow, co jest dużym wzmocnieniem. Myślę, że właśnie w tym tkwi nasza siła - zaznaczył.
Największa uczta w grupie B, do której trafiła także reprezentacja Polski, odbędzie się dopiero na samym końcu, otwiera się w nowym oknie. Wcześniej oba zespoły rozegrają po cztery mecze, a dopiero piątym-finałowym w tej fazie turnieju będzie starcie obu największych faworytów. Do tego pojedynku dojdzie 16 września.
Aleks Nikołow nie zaprzecza, że już wybiega myślami do tego szlagieru. Przy czym ma jedno, bardzo istotne życzenie, które nie będzie w smak kadrze Nikoli Grbicia.
- Jesteśmy podekscytowani tym starciem, to będzie najważniejszy mecz w grupie. Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy czekają na to spotkanie. Zobaczymy, jak będzie. Mam nadzieję, że mecz z Polską nie będzie miał decydującego znaczenia, jako że jest to ostatnie spotkanie w grupie. Liczę na to, że wcześniej uda nam się już zapewnić awans na pozycję, na której nam zależy i której potrzebujemy - zaakcentował siatkarz, wybrany do najlepszej drużyny zeszłorocznych MŚ w Manili.
Z Sofii - Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













