Nieoczekiwana decyzja Grbicia. As kadry nie kryje zaskoczenia. Jakub Kochanowski także o kontroli antydopingowej
Siłą polskiej reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy jest gra blokiem, jeśli więc mowa o tej formacji, od razu trzeba wywołać "do tablicy" Jakuba Kochanowskiego. Nasz środkowy i zarazem lider formacji bloku szczerze opowiedział o swoich odczuciach, gdy w meczu z Belgią został zmieniony przez trenera Nikolę Grbicia, a także wyjawił szczegóły osobliwej kontroli antydopingowej ze swoim udziałem.

Nie da się w tej chwili powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że bez skutecznego bloku Polacy w starciu z Belgią nie podźwignęliby się z tarapatów w czwartym secie, gdy niewiele zabrakło do tie-breaka, ale bezsprzecznym faktem jest, że to właśnie ta formacja uratowała "Biało-Czerwonych" przed partią, często rządzącą się swoimi prawami.
Polacy od początku mistrzostw Europy robią kapitalny użytek z gry na siatce, natomiast do tej pory wszelkie dane, które zostały zebrane, nie były w pełni miarodajne. Trudno bowiem przeceniać skuteczność bloku w starciach z Macedonią Północną, Danią i Czarnogórą, niemniej liczba 65 skutecznych "czap" działała na wyobraźnię.
Jakub Kochanowski: Nie ukrywam, że trener mnie zaskoczył
Starcie z Belgią na otwarcie fazy pucharowej to nie był przeskok od razu na półkę z rywalem z najwyższego topu, ale na tle takiego przeciwnika, naprawdę solidnego średniaka, już więcej da się wyczytać z liczb. I Polacy pod tym względem wprost znokautowali "Czerwone Diabły", na przestrzeni czterech setów wykonując 18 skutecznych bloków przy tylko sześciu po stronie rywali.
Najważniejsze jednak, że broń nie zawodzi w momentach najważniejszych, a takim był finisz czwartego seta. W tej fazie spotkania na placu gry znów obecny był Jakub Kochanowski, który wyszedł w pierwszym składzie i miał walny udział w tym, że dwie pierwsze partie zakończyły się bardzo pewnymi zwycięstwami Orłów.
Kochanowski był wczoraj drugim najlepiej punktującym blokiem zawodnikiem (pięć "oczek"), skuteczniejszy o jeden był tylko Łukasz Kaczmarek. 26-latek jest w tej chwili naszym najlepszym blokującym po sześciu meczach turnieju. Na koncie ma 19 punktowych bloków, drugi pod tym względem jest Norbert Huber (16), a trzeci Kaczmarek (15). Ogółem "Kochan" uzbierał do tej pory 52 punkty, co średnio daje mu niespełna 8,7 "oczek" na mecz. Punktowym liderem kadry jest "Zwierz", czyli wspomniany Kaczmarek - 60 punktów. Tak dysponowany środkowy, decyzją trenera Grbicia, został jednak ściągnięty w trzeciej partii, do czego odniósł się w rozmowie z dziennikarzami.
- Nie ukrywam, że trener mnie zaskoczył, ale myślę, że miał ku temu swoje powody gdzieś tam ukryte, którymi z nami się nie dzieli. Na pewno nie zrobił tego po to, abyśmy przegrali trzeciego seta. To nie było jego zamiarem, a że mecz ułożył się tak, a nie inaczej... To jest sport, nie robiłbym z tego wielkiej tragedii, że Belgowie "ukradli" nam tego seta
Dopytany o szczegóły, co z jego punktu widzenia zadziało się w trzeciej partii, że zespół zaczął tracić kontrolę nad spotkaniem, Kochanowski odniósł się konkretnie. - To, co zmieniło się w porównaniu do dwóch pierwszych setów, to przede wszystkim to, że Belgowie zaczęli o wiele lepiej przyjmować. A na tym poziomie rozgrywek każda drużyna przy pozytywnym przyjęciu ma bardzo wysoką skuteczność w ataku. Dlatego zaczęło się nam grać z przeciwnikiem tak ciężko. A oprócz tego nic wielkiego się nie zmieniło, po prostu my zrobiliśmy może o dwa-trzy błędy za dużo, które "obudziły" Belgów i w efekcie zagrali bardzo dobry fragment spotkania, co pozwoliło im ledwo wygrać tego seta, bo do 23 - doprecyzował "Kochan".
Kochanowski na niecodziennej kontroli antydopingowej. "Bardzo wywieraliśmy presję"
Zdaniem siatkarza Asseco Resovii Rzeszów niepotrzebnie nadaje się zbyt duże znaczenie faktowi, że drużyna straciła jedną partię w rywalizacji z zespołem Emanuele Zaniniego. - Wszyscy są trochę przerażeni tym, że przegraliśmy jednego seta z Belgią, a przypominam, że awansowaliśmy w czterech setach do ćwierćfinału mistrzostw Europy. W mojej ocenie nie było nawet blisko tego, żebyśmy ten mecz przegrali, a wszyscy chyba bardzo boją się tego, byśmy w ogóle zagrali tutaj jakiegokolwiek tie-break. A najlepszą lekcją z tego meczu będzie to, że potrafiliśmy się bardzo szybko podnieść pod względem mentalnym - tłumaczył podopieczny Nikoli Grbicia.
Wczoraj Polacy dopiero około północy opuszczali halę Palaflorio w Bari, co wynikało przede wszystkim z później pory zakończenia spotkania. Okazuje się, że "Biało-Czerwonych" o sporo dłużej wcale nie przytrzymała kontrola antydopingowa, na którą wezwany został właśnie Kochanowski. - Po raz pierwszy zaproszono mnie w trakcie trwania mistrzostw, a także wydaje mi się, że byłem pierwszym z reprezentantów Polski - zaznaczył środkowy.
Gdy został zapytany o jej przebieg, czy w porównaniu do innych kontroli zachowana była tutaj standardowa procedura, Kochanowski z uśmiechem na ustach podzielił się zaskakującymi informacjami.
- Myślę, że to mogła być jedna z najszybszych kontroli antydopingowych w moim życiu. Między innymi dlatego, że bardzo się spieszyłem, bo koledzy czekali już w autokarze gotowi do wyjazdu, a brakowało tylko mnie. Bardzo wywieraliśmy presję na kontrolerze, żeby cała ta procedura poszła sprawnie. Myślę, że gdyby nie chłopak z Belgii, który był chyba pierwszy raz na kontroli, to wyrobilibyśmy się w dziesięć minut. A tak musiałem posiedzieć ze dwadzieścia pięć
Artur Gac, Bari













