Nikola Grbić niemiłosiernie wybuchł, gdy bardzo błędnie zakwalifikowano piłkę po naszej stronie boiska. Wprawdzie polski zespół prowadził już 2:0 w meczu, jednak trzecia partia wkroczyła w newralgiczny moment.
Nikola Grbić ostro się zdenerwował. W końcu odetchnął z ulgą
To już nie była demolka, jak w drugim secie, gdy Polacy wygrali 25:13, tylko bardzo wyrównany wynik. Po ataku zawodnika z Ukrainy piłka, co było widać gołym okiem, spadła poza linię końcową boiska. Pierwsza interpretacja sędziego na wieżyczce była jednak taka, że punkt został przyznany Ukrainie, która prowadziłaby 21:19.
Grbić nie czekał ani minuty. Komunikat tuż po meczu. Fornal przekazał, otwiera się w nowym oknie
Protestować zaczęli nasi siatkarze, pokazując mokry ślad odbitej piłki. Później w to miejsce poszedł szkoleniowiec, przyklęknął i wskazywał to samo, a za moment wstał i wściekle zaczął gestykulować, rzucając też donośne słowa.
Sytuacja na szczęście podległa wideoanalizie i błąd, który mógł być niezwykle kosztowny, został naprawiony. Gdy już emocje nieco opadły, trener w mixed zone w rozmowie z dziennikarzami odniósł się do tego momentu, który ogromnie podniósł mu ciśnienie.
- Technologia nam pomaga w siatkówce, naprawdę. Z wideocżelendżu jestem bardzo zadowolony, że funkcjonuje w tych czasach. Bo gdy ja grałem i jechało się grać w Bułgarii, Rumunii, czy Rosji to wiesz, że każda piłka, która jest w boisku, będzie autem. A teraz mamy możliwości, żeby wykazać błąd - docenia Grbić.
Przyznał jednak, że ostro się zdenerwował.
- Oczywiście! Był przecież koniec seta i to może być ten moment, w którym jeden zawodnik jest na zagrywce, jest break-point, potem as, as i set może się skończyć. Dlatego tak bardzo dobrą rzeczą jest to, że można w takich sytuacjach zmienić decyzję. Słyszałem, że jedna taka sytuacja była w meczu Serbii z Holandią - odetchnął z ulgą nasz szkoleniowiec.
I tradycyjnie, jak to ma w zwyczaju, zwrócił uwagę, że nie wszystko w tym spotkaniu było idealnie. A jego praca z Polakami ma dążyć do perfekcji.










