Polskie siatkarki walczą nie tylko z rywalkami. Kapitan nie ma wątpliwości
Polskie siatkarki rozpoczęły zmagania w mistrzostwach Europy od zwycięstwa 3:0 ze Słowenią. W hali w Gandawie w Belgii dopingowała je spora grupa polskich kibiców. Na tym turnieju "Biało-Czerwone" walczą zresztą właśnie również o uwagę fanów. - Wydaje mi się, że to idzie w dobrym kierunku. W zeszłym roku w Polsce miałyśmy pełne hale, co od dłuższego czasu się nie zdarzało - podkreśla w rozmowie z Interią Joanna Wołosz, kapitan kadry.

Polskie siatkarki na inaugurację mistrzostw Europy pokonały 3:0 Słowenię. Dla Joanny Wołosz to był pierwszy tegoroczny mecz o punkty w reprezentacji Polski. W Lidze Narodów nie wystąpiła z powodu kontuzji. Już dziś szansa na kolejny występ, o godz. 20 "Biało-Czerwone" zmierzą się z Węgrami.
Damian Gołąb: Po takim 3:0 na początek mistrzostw Europy teraz będzie łatwiej?
Joanna Wołosz, kapitan i rozgrywająca reprezentacji Polski: Chyba tak. Szybko skończyłyśmy, więc zachowałyśmy też więcej energii na kolejne mecze. To długi turniej, więc jeśli jest taka możliwość, musimy uważać. Cieszę się, że pierwszy mecz skończył się w trzech setach. Możemy być zadowolone.
Ale w pierwszym secie spotkania ze Słowenią było widać, że w drużynie jest trochę nerwów.
- To normalne. To był pierwszy mecz turnieju, wszystkie zespoły odczuwają w nim większy stresik. Każdy ma w głowie, by dobrze wejść w turniej. Nie wiadomo, czego do końca się spodziewać po przeciwniku, trzeba też wyczuć halę. Zobaczyć, jak funkcjonuje w warunkach meczowych. Pierwszy set to było badanie się dwóch zespołów. Ale wytrzymałyśmy i od połowy seta zaczęłyśmy kontrolować grę, co kontynuowałyśmy przez kolejne dwie partie.
Gdy rozpoczyna się wielki turniej i na boisku widać nerwy, rolą kapitan jest to, by coś czasem podpowiedzieć, szepnąć koleżankom jakieś uspokajające słówko?
- Wiadomo, że wsparcie grupy bardzo pomaga. Ale to też zależy od zawodniczki, czego potrzebuje. Czy chce zostać sama i sobie z tym poradzić, czy potrzebuje kogoś z boku. Trener uczula nas od początku, jeszcze w szatni przed wyjściem na boisko, że to może się pojawić. Wiedziałyśmy, że nie będzie łatwo wejść w ten mecz. Ale później już złapałyśmy rytm. Za ro Słowenki były w rytmie meczowym, rozegrały bardzo dużo spotkań kontrolnych, a my tylko trzy z Turcją i to jeszcze półtora tygodnia temu. Trochę tego brakowało, ale mam nadzieję, że od meczu ze Słowenią złapałyśmy rytm, by iść do przodu.
Polskie siatkarki liczą na kibiców. "Mam nadzieję, że będą tłumnie przybywać"
Czy w czasie tego turnieju walczycie też o uwagę kibiców? O to, by w Polsce stworzyła się moda na kobiecą siatkówkę?
Walczymy z tym już od zeszłego roku. Wydaje mi się, że to idzie w dobrym kierunku. W zeszłym roku w Polsce miałyśmy pełne hale, co od dłuższego czasu się nie zdarzało. Te mistrzostwa świata były fantastycznym turniejem. Teraz dziewczyny zrobiły fantastyczną robotę w Lidze Narodów, chcemy po prostu to kontynuować.
Wydaje mi się, że jeżeli będziemy nadal tak grać, kibice do nas wrócą. Na pierwszym meczu była fantastyczna atmosfera, kibice są z nami, to rewelacyjne. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Wiemy, że w Belgii i Holandii jest dużo Polaków, wielu tutaj pracuje. Mam nadzieję, że będą też tłumnie przybywać na nasze mecze.
Grała pani kiedyś wcześniej w hali lekkoatletycznej, jak tutaj w Gandawie?
- Nie wiem, ale na przykład w hali z torem kolarskim na pewno. Kiedyś na Białorusi grało się też na lodowisku. Byłam tam kiedyś z Impelem Wrocław. Ale gra na lodowisku nie była świetnym doświadczeniem, bo było dość zimno. Ale bieżnia też mi się kojarzy... Zdarzały się mecze w halach wielofunkcyjnych. Może po jakimś następnym spotkaniu urządzimy tu wyścig na 60 metrów?
Rozmawiał w Gandawie Damian Gołąb











