Polska siatkarka przyznaje. "Z kobietami pracuje się ciężko"
Już jutro polskie siatkarki zagrają o półfinał mistrzostw Europy. Do meczu przystąpią po ponad trzech miesiącach od rozpoczęcia pierwszego zgrupowania przed sezonem reprezentacyjnym. A zostaną ze sobą jeszcze miesiąc, do końca kwalifikacji olimpijskich. Czy więc Polki się sobą nie nudzą? - Nie. Jesteśmy kobietami, czasami z kobietami pracuje się ciężko. Ale czuję się w tej ekipie bardzo dobrze - zapewnia Magdalena Stysiak. Przy okazji zdradza, komu kibicowała w starciu potencjalnych rywalek Polski.

Dla części polskich siatkarek sezon reprezentacyjny rozpoczął się już na początku maja. Wtedy zawodniczki, które nieco wcześniej zakończyły grę w klubie, po raz pierwszy pojawiły się na zgrupowaniu w Szczyrku. Później dojechała do nich reszta oraz trener Stefano Lavarini. Zaczęły się sparingi z Francją, dwa miesiące wyjazdów na mecze Ligi Narodów, sparingi z Turcją, teraz mistrzostwa Europy. A do tego we wrześniu czekają je jeszcze kwalifikacje do igrzysk olimpijskich.
W tym czasie siatkarki miały niewiele przerw i wolnego. Po tak długim okresie oglądania każdego dnia tych samych twarzy siłą rzeczy wyzwaniem staje się zarządzanie grupą i atmosferą w zespole. Zapytaliśmy więc Magdalenę Stysiak, czy siatkarki jeszcze się sobą nie znudziły.
Nie. Jesteśmy kobietami, czasami z kobietami pracuje się ciężko. Mamy swoje okresy głupawki, ale i poważne. To normalne. Ale czuję się w tej ekipie bardzo dobrze. Myślę, że wszystkie czujemy się tutaj świetnie. I to jest naszym plusem. Fajnie, że atmosfera tak wygląda i chciałabym, by tak po prostu było
Polskie siatkarki nie mają czasu na zwiedzanie. Pełne skupienie na Turcji
Wczoraj ich codzienny rytm zmieniła nieco wizyta w ambasadzie Polski w Brukseli, ale poza tym dzień przerwy w turnieju niczym szczególnym się nie wyróżniał. "Biało-Czerwone" trenowały poza halą Palais 12, w której były rozgrywane ćwierćfinały Serbia - Szwecja i Czechy - Ukraina. Do meczowego obiektu wrócą dzisiaj.
Stysiak podkreśla, że polskie siatkarki są zajęte i nie myślą o dodatkowych atrakcjach. Sama nie miała okazji zwiedzić Brukseli, choć wcześniej, w czasie fazy grupowej, siatkarki wybrały się obejrzeć Stare Miasto w Gandawie. Niektóre przemierzyły je nawet na rowerach.
Teraz jednak, przynajmniej Stysiak, zwiedzanie nie w głowie. - Nie będę zwiedzać, bo nie mam czasu. Raz tylko byłyśmy w sklepie po rzeczy codziennego użytku a poza tym nie wychodzimy. Nie mamy kiedy - podkreśla gwiazda polskiej reprezentacji.
ME siatkarek. Polska siatkarka kibicowała Belgii
Turcja, z którą "Biało-Czerwone" będą grać o półfinał, to rywal dobrze im znany. W tym sezonie rozegrały z nią już cztery mecze, w tym trzy sparingi bezpośrednio przed mistrzostwami Europy. Choć Polki dwa z nich wygrały, Turczynki to rywal z najwyższej półki, który niedawno wygrał Ligę Narodów.
W meczu 1/8 finału z Belgijkami miały jednak zaskakująco dużo problemów.
Emocje były na pewno. Nie ukrywam, że kibicowałam Belgii
Nie ma się czemu dziwić - w końcu z gospodyniami turnieju Polska wygrała w grupie 3:0.
Magdalena Stysiak kontra wysoki blok. Ma na niego sposób
Również w trzech setach "Biało-Czerwone" wygrały w 1/8 finału z Niemkami. Stysiak uważa, że to spotkanie było kolejnym krokiem w rozwoju drużyny. Zdradza też, jak radziła sobie z wysokim niemieckim blokiem - czymś, co czeka ją również w ćwierćfinale przeciwko Turczynkom.
- Wiedziałyśmy, że rywalki grają bardzo dobrze, mają bardzo wysoki blok, grają bardzo szybko. I że jeżeli zagrywką ich nie odrzucimy od siatki, będzie problem. Bloki było zresztą widać. Dlatego też czasem w ogóle nie celowałam atakami w boisko, celowałam w paluchy i trybuny. Czasami trzeba mieć też i takie rozwiązania. Cieszę się, że wygrałyśmy, to był nasz cel - zaznacza atakująca.
Mecz Polska - Turcja w środę o godz. 17. Relacja tekstowa w Interii, transmisja w Polsacie Sport.
Z Brukseli Damian Gołąb











