Damian Gołąb, Interia Sport: Między meczem 1/8 finału a ćwierćfinałem macie dwa dni przerwy. To dobry układ?
Alicja Grabka, rozgrywająca reprezentacji Polski: Myślę, że dla dziewczyn, które grają, te dwa dni dużo znaczą. Taki układ jest "zdrowy", jeśli mogę to tak określić. Jeden dzień przerwy po już tak długim i wyczerpującym turnieju - to byłoby za mało.
Przed tobą ćwierćfinał mistrzostw Europy. Najważniejszy mecz w reprezentacyjnej karierze?
- Na pewno. To moja pierwsza "docelowa" impreza w reprezentacji, nigdy nie miałam okazji być ani na mistrzostwach Europy, ani mistrzostwach świata. To coś wielkiego, o czym pewnie nawet nigdy nie marzyłam: że będę w takim miejscu, z tymi dziewczynami, w tak ważnym turnieju. Nie mogę się doczekać.
Alicja Grabka przed ćwierćfinałem ME. "Nie widzę innej opcji niż to, że wygramy"
Jak indywidualnie przygotowujesz się do tego spotkania? Starasz się studzić emocje?
- Jestem bardzo podekscytowana i cieszę się, że tutaj jestem. Szczerze mówiąc, na razie staram się o tym spotkaniu jeszcze nie myśleć. Po pierwszej odprawie wideo będziemy się zastanawiać, jak najlepiej przygotować się pod przeciwnika. Wiemy, że sztab to zrobi, bo wykonuje świetną robotę. Będę starać się podejść do tego spotkania jak do każdego innego i wykonać swoje rytuały przedmeczowe. Nie mogę się doczekać.
Jaka atmosfera panuje w waszej drużynie? Jest dużo rozmów, emocji, czy staracie się raczej wyciszyć po meczach?
- Nie rozmawiamy za dużo o siatkówce. I tak mamy jej tyle, że czas poza treningami i meczami staramy się spędzać w trochę inny sposób. Nie ma co ukrywać, że w tej chwili żyjemy też innymi spotkaniami mistrzostw Europy, oglądamy je. Jesteśmy dość wesołą grupą, mamy fajną atmosferę, dużo żartujemy. Po takim czasie razem, po czterech miesiącach, czas dla siebie też jest ważny. A atmosfera w drużynie waży bardzo dużo.
Czujesz, że przed ćwierćfinałem z Holandią ciąży na was jakaś presja? Z zewnątrz, a może wewnętrzna?
- Same wiemy, że jesteśmy zespołem, który powinien to spotkanie wygrać. Nie widzę innej opcji niż to, że wygramy ćwierćfinał z Holenderkami i zameldujemy się w czołowej czwórce. Podejście jest takie, że po prostu idziemy wykonać tę robotę. Na razie mamy w tym turnieju sześć zwycięstw w sześciu meczach i liczę, że trzy kolejne spotkania, jakie nam zostały, również będą wygrane. Nie czujemy presji. Same bardzo dobrze wiemy, że w ostatnich latach wygrywałyśmy z Holandią, jesteśmy stawiane w roli faworyta. I pójdziemy zrobić swoją robotę, wygrać ten mecz.
Ten ćwierćfinał może naznaczyć cały wasz sezon reprezentacyjny. To klucz do gry o medale.
- Mówi się, że to najcięższy mecz turnieju. Spotkania, które miałyśmy wygrać w tych mistrzostwach, wygrałyśmy. To drugi mecz, który będzie ważył. Ale z całym szacunkiem do Portugalii, to byłaby jednak ogromna sensacja, gdybyśmy tamtego spotkania z nią nie wygrały. Myślę jednak, że gdyby w ćwierćfinale zdarzyło się coś innego niż nasze zwycięstwo, to też byłaby niespodzianka. W ogóle nie biorę pod uwagę takiej ewentualności.
Polki tego lata już wygrały z Holandią. A dodatkowe "atrakcje" w Stambule zapewnia im... ptak
Jakie są twoje wspomnienia z tegorocznego meczu z Holandią, gdy wygrałyście z nią 3:1 w Lidze Narodów?
- Pamiętam sytuację z rozgrywającą rywalek, Van Aalen - odwróciła się i kiwnęła z drugiej piłki, nam ta piłka wpadła, a sędzia zagwizdał błąd. To była kontrowersyjna akcja, to bardzo dobrze pamiętam. Ale to były początki Ligi Narodów, nasz drugi turniej. Wiedziałyśmy, że zwycięstwa są bardzo potrzebne, więc bardzo cieszyłyśmy się z tej wygranej.
Chciałem jeszcze zapytać o ptaka, który ponoć lata w hali meczowej. To prawda?
- Tak, lata. Widać, co leży na ziemi. Jak to koleżanki ładnie powiedziały: ptaszek wypróżnia się w hali. W meczu z Portugalią udało mu się trafić do kwadratu dla rezerwowych, w którym stałyśmy. Tak sobie uciekamy. Można oberwać, oby na szczęście.
Rozmawiał w Stambule Damian Gołąb















