Gwiazda kadry tłumaczy porażkę siatkarek. Tak "podały rękę" Turcji
Po porażce z Turcją w ćwierćfinale siatkarskich mistrzostw Europy w polskiej ekipie dominuje zawód i żal straconej szansy. Mówił o tym trener Stefano Lavarini, podkreśla to również kapitan kadry Joanna Wołosz. - Szkoda tych końcówek, naprawdę… Pierwszy set, mamy chyba cztery punkty prowadzenia. Rywalki nas dochodzą, nakręcają się tym. A my nie szłyśmy po swoje - opisuje rozgrywająca. I dodaje, że polskiej drużynie nie zabrakło siatkarskich umiejętności, a czegoś nieco innego.

Wynik 0:3 w ćwierćfinale mistrzostw Europy to powtórka sprzed dwóch lat. Wtedy również "Biało-Czerwone" zatrzymały się na Turcji. Tyle że w tamtym spotkaniu nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Tym razem, choć znów nie wygrały żadnego seta, były zdecydowanie bliżej rywalek.
Nie sądzę, by ten mecz był bardzo zły. Wydaje mi się nawet, że stał na niezłym poziomie. Tylko te końcówki zweryfikowały. Turczynkom nie było łatwo. Wydaje mi się, że wyciągnęły lepsze lekcje po sparingach. Wykorzystały nasze słabe punkty, jakaś kiwka. My zrobiłyśmy tego za mało
Kapitan reprezentacji Polski po przegranej nie próbowała kryć rozczarowania. W obrazowy sposób opisała nie tylko to, w jaki sposób polskim siatkarkom wymykały się kolejne sety.
Wyjaśniała też, czego jej zdaniem "Biało-Czerwonym" zabrakło do wygranej w ćwierćfinale.
- Szkoda tych końcówek, naprawdę... Pierwszy set, mamy chyba cztery punkty prowadzenia. Rywalki nas dochodzą, nakręcają się tym. A my nie szłyśmy po swoje. Zaczęłyśmy bardzo dobrze to spotkanie, agresywnie. Ale tej agresji musi nam też starczać na całe spotkanie, żeby takich przeciwników "przyduszać". Bo jeżeli podasz Turczynkom rękę, one się nakręcają. Nie wiem, ilu było na meczu tureckich kibiców, natomiast to jeszcze napędza siatkarki - przekonuje Wołosz.
I zauważa, że kiedy to Polki były na prowadzeniu, w hali panowała cisza.
Joanna Wołosz mówi o problemach z zatrzymaniem Melissy Vargas. Ale nie tylko to było kłopotem Polek
Wbrew zapowiedziom organizatorów trybuny Palais 12 w Brukseli nie były do końca wypełnione. Ostatecznie zasiadło na nich około 7500 osób, czyli nieco mniej niż przyszło ich na poprzednie spotkanie Turcji - z Belgią w 1/8 finału ME. Kibiców stopniowo przybywało jeszcze w czasie meczu, a ich ekscytacja - i huk w hali - rósł w miarę postępów tureckiej drużyny.
Wołosz zaznacza, że polska drużyna kibicami rywalek się nie zajmowała. - Byłyśmy skupione wyłącznie na meczu, a nie na tym, co się dzieje dookoła, na trybunach czy w social mediach - podkreśla.
Polskie siatkarki z pewnością musiały się za to mocno skupiać na Melissie Vargas. Urodzona na Kubie atakująca w tym sezonie debiutuje w nowej kadrze - przed laty grała bowiem w drużynie z Karaibów - i prowadzi ją do kolejnych medali. W turnieju zakończonym złotem Ligi Narodów została wybrana MVP. W ćwierćfinale mistrzostw Europy zdobyła 24 punkty, zdecydowanie najwięcej na boisku.
W pewnych sytuacjach mogłyśmy trochę lepiej ustawić blok i obronę, przede wszystkim przy wyższych piłkach, w kontrach, gdy zbierała się i nie miała pełnego nabiegu. To mogłyśmy zrobić lepiej. Było pewne, że jeżeli Karakurt będzie w drugiej linii, wszystkie piłki będą szły do Vargas. Szkoda, że właśnie w tych końcówkach jej nie zatrzymałyśmy, tylko raczej w środku, na początku seta
Turcja pozostaje niepokonana w mistrzostwach Europy, w których przegrała dotąd jedynie dwa sety. Teraz na jej drodze stanie jednak inna rozpędzona drużyna - Włoszki, które nie przegrały jeszcze ani jednej partii. Drugą parę półfinałową stworzą Holenderki i Serbki. Te ostatnie w środowy wieczór wyeliminowały Czeszki. Polsce pozostaje jeszcze walka w kwalifikacjach olimpijskich.
Z Brukseli Damian Gołąb











