Deklasacja na mistrzostwach Europy. 25:9, pokaz mocy Polek. Wystarczyła godzina
W swoim szóstym meczu na mistrzostwach Europy siatkarki reprezentacji Polski do lat 18 stanęły przed szansą na poprawienie swojego bilansu i zanotowaniu czwartej wygranej. Po drugiej stronie siatki pojawiły się zawodniczki z Islandii, a te w roli faworyta nie były. Ostatecznie podopieczne Joanny Staniuchy-Szczurek ograły rywalki 3:0 nokautując je niemal w każdej partii. Całe spotkanie potrwało lekko ponad godzinę.

Siatkarki reprezentacji Polski do lat 18 do tej pory prezentowały się na mistrzostwach Europy w kratkę. Wygrały dokładnie połowę z sześciu spotkań, pokonując na start Łotwę i Hiszpanię (oba stosunkiem 3:1), by później przegrać dwa kolejne spotkania 0:3 - z Turcją i Włoszkami, a na koniec ograć Czeski bez straty seta i takim samym stosunkiem ulec Belgii.
Spotkanie z Islandią - przynajmniej w teroii - miało być więc idealną okazją do tego, aby zapisać na swoim koncie kolejne zwycięstwo. Ekipa z dalekiej północy kontynentu nie wygrała bowiem do tej pory ani jednego spotkania podczas europejskiego czempionatu i inny wynik niż zwycięstwo "Biało-Czerwonych" byłby w tej sytuacji dużą sensacją.
I faktycznie, już od pierwszych piłek było widać różnicę klas pomiędzy zawodniczkami obu reprezentacji. Polski bez problemów wypracowały sobie prowadzenie 4:0, które pozwoliło ze spokojem konstruować kolejne akcje. W pewnym momencie "Biało-czerwone" prowadziły już 9:3, dokładając punkt z zagrywki. W dalszej części seta przewaga ta tylko rosła, a nasze reprezentantki czuły się na boisku wręcz wybornie - zarówo w ataku, przyjęciu, jak i w bloku. Ostatecznie pierwszy set zakończył się zwycięstwem Polek 25:9.
Polki nie dały rywalkom szans, to był pogrom
Druga partia rozpoczęła się koncertowo. Chociaż tego, co działo się na parkiecie nie opiszą dokładnie żadne słowa, to idealnie zrobił to wynik. Po zaledwie kilku chwilach do rozpoczęcia gry w drugiej odsłonie meczu było... 11:0. Islandki były podobnie, jak w poprzednich meczach na ME tłamszone umiejętnościami przeciwniczek i realnie zagrozić mogły tylko zagrywką. I tak się stało.
Kilka razy wykorzystały nieuwagę Polek i swoją stratę zmniejszyły do ośmiu "oczek" doprowadzając do stanu 14:6. Mimo przestoju i gorszej chwili zawodniczki Joanny Staniuchy-Szczurek nie dały za wygraną. Po serii zagrywek Marleny Kwolek tablica wyników wskazywała 19:8. Finalnie seta wygrały 25:14.
Po zmianie stron obraz gry wyglądał dokładnie tak samo. Polki nie schodziły z tonu, a koncertowo grała Elżbieta Czerwona. Nasza przyjmująca spisywała się w ataku solidnie, co poskutkowało prowadzeniem 8:4. Polki w ostatnich fragmentach spotkania starały się skupić na dokładności i jakości wykonywanych zagrań. W ten sposób w ataku widzieliśmy nasze środkowe (Aleksandrę Staniaszek oraz Marlenę Kwolek). Do tego doszło kilka zagrać technicznych jak kiwki czy popularne "żabki" tuż za blok (21:12).
Polki mimo kilku błędów własnych prowadzenie utrzymały i wygrały 25:16, co poskutkowało wygraną całego spotkania 3:0. MVP spotkania wygrana została Marlena Kwolek.















