Były selekcjoner siatkarek nie gryzie się w język. Oto przyczyny porażki? Padają słowa o "obnażeniu"
Reprezentacja Polski siatkarek przegrała z Turcją 0:3 (23:25, 22:25, 18:25) i pożegnała się z mistrzostwami Europy na ćwierćfinale. Jerzy Matlak w rozmowie z Polską Agencją Prasową przyznał, że nasze rodaczki nie są jeszcze potęgą. Starał się znaleźć kilka przyczyn porażki. Wśród nich są brak klasowej lewoskrzydłowej czy nieumiejętność podtrzymywania przewagi. Były selekcjoner uważa, że za wcześnie pojawiły się głosy, że mamy już wielką drużynę.

Polskie siatkarki przegrały w środę w Brukseli z Turcją 0:3 (23:25, 22:25, 18:25) i odpadły z mistrzostw Europy na etapie ćwierćfinałów. Kibice w naszym kraju z pewnością mieli apetyty na więcej, biorąc pod uwagę lipcowe trzecie miejsce podopiecznych Stefano Lavariniego w Lidze Narodów. Grupowa porażka z Serbią spowodowała jednak, że nasze rodaczki trafiły na trudniejszą drabinkę w fazie pucharowej.
Jerzy Matlak w rozmowie z Polską Agencją Prasową doszukiwał się kilku przyczyn takiego wyniku. - W pierwszym i też w drugim secie robimy kilka kolejnych błędów i tracimy przewagę, którą ciężko wypracowaliśmy. Robimy mnóstwo głupot, co tak wysoko aspirującej drużynie jak nasza po prostu nie przystoi. Pod względem psychicznym i takim wolicjonalnym Turczynki sprawiały lepsze wrażenie, po prostu okazały się mocniejszym zespołem - powiedział.
Przyznał, że największym problemem była słaba jakość gry lewego skrzydła. Olivia Różański i Martyna Łukasik nie pokazały się w środę z najlepszej strony.
Ten turniej obnażył naszą słabość na lewym skrzydle. Raz jedna zawodniczka grała trochę lepiej, raz druga. Ale przy 35-procentowym ataku i marnym przyjęciu, nie ma co liczyć, że wytrzymamy rywalizację na tak wysokim poziomie. Sama Magda Stysiak plus środkowe, które dobrze wczoraj zagrały, nie wystarczą. Jeśli chcemy tak na stałe dobić do czołówki światowej, to musimy mieć egzekutorki na skrzydłach - jak nie dwie, to chociaż jedną. Bo tam właśnie rozstrzygają się najważniejsze sprawy
Jerzy Matlak o europejskiej siatkówce kobiet: "W tej chwili jest najwyżej pięć mocnych zespołów"
Selekcjoner, który doprowadził kadrę do brązowego medalu ME 2009, przestrzegł także, żeby z dystansem interpretować wyniki wspomnianej Ligi Narodów. Zauważył, że wiele reprezentacji nie wystawia tam optymalnego składu. Ci z fanów, którzy po zdobyciu przed miesiącem brązowego krążka teraz nastawiali się na powtórkę, otrzymali kubeł zimnej wody na głowę. - Może czasami lepiej wstrzymać się z kreowaniem kogoś na mistrzowski tytuł, albo z rozdawaniem medali. Potrzeba jednak trochę skromności i cierpliwości - stwierdził.
Ocenił także aktualny poziom Polek na tle konkurencji ze Starego Kontynentu. Jego zdaniem klasowych zespołów jest trochę zbyt mało, co nieco ułatwia nam sprawę.
Za wcześnie pojawiły się głosy, że mamy już wielką drużynę i staliśmy się kimś, z kim wszyscy muszą się liczyć. Oczywiście, trzeba nas już poważnie traktować, ale nie jesteśmy jeszcze żadną potęgą, co pokazały te dwa spotkania, najważniejsze w tych mistrzostwach. Wydawało nam się, że Serbia i Turcja to już są zespoły z naszej półki. Tymczasem my jeszcze na tę półkę nie weszliśmy. Nie potwierdziliśmy tego, choć w obu meczach nie byliśmy bez szans. Mamy to szczęście, że po wykluczeniu Rosji, w tej chwili w Europie jest najwyżej pięć mocnych zespołów, a my właśnie jesteśmy gdzieś na tym czwartym, piątym miejscu
Zobacz również:











