"Zostałem złamany psychicznie. Naprawdę miałem już serdecznie dość". Trudna przeprawa Kamila Semeniuka z "wioślarzem"
Przyjmujący reprezentacji Polski Kamil Semeniuk, zgodnie z filozofią prezentowaną przez trenera reprezentacji Polski Nikolę Grbicia, trzymającego wszystkich "pod prądem", jest na trwających mistrzostwach Europy bardzo cennym zawodnikiem w talii selekcjonera. Wygrane spotkanie z Belgią było tylko przyczynkiem do wypłynięcia w rozmowie z "Semenem" na szersze wody, zahaczając o trud budowania formy, w oparciu m.in. o niespotykany nigdy wcześniej element, zaordynowany przez fachowców w Zakopanem.

W siatkarzem włoskiego potentata Sir Safety Perugia spotkaliśmy się w hotelu, w którym stacjonuje reprezentacja Polski. Na umówioną rozmowę zszedł punktualnie, natomiast - choć pora była już popołudniowa - wyżej od śniadania potraktował potrzebę odpoczynku.
Legendy czy fakty? Zaczęło się od przykładnego snu
Przypomnijmy, że dzień wcześniej mecz Polaków z Belgią, wygrany przez Orłów 3:1 na wagę awansu do ćwierćfinału, rozpoczął się dopiero o godzinie 21, a "Biało-Czerwoni" opuszczali obiekt dokładnie w okolicach północy.
- Poszedłem spać około 2-3 w nocy i nie wstałem na śniadanie. Spałem z 9 godzin, więc jestem bardzo dobrze zregenerowany - uśmiechał się Semeniuk od ucha do ucha. W pojedynku z "Czerwonymi Diabłami" wszedł w trzecim secie, który zakończył się porażką naszej drużyny, ale patrząc indywidualnie dał dobrą zmianę.
- Spotkanie wyleciało nam spod kontroli, a rywale pokazali to, co potrafią prezentować. Najważniejsze jednak, że gramy dalej o najwyższe cele, zresztą cały czas to my byliśmy po zwycięskiej stronie. Oczywiście w czwartym secie, przy stanie 19:19, z pełnym szacunkiem do reprezentacji Belgii, delikatnie zaczęły pojawiać się nerwy. Bo jeśli doszłoby do tie-breaka, wtedy różnie mogłoby się potoczyć, bo ta partia lubi rządzić się swoimi prawami. I nawet z taką reprezentacją mogłaby się potoczyć nie po naszej myśli... - odetchnął z ulgą "Semen".
Dużą część rozmowy zdominował wątek, który potoczył się bardzo ciekawie, ale po kolei... Już w Skopje między innymi Bartosz Bednorz zasygnalizował w rozmowie z Interią, że za siatkarzami bardzo ciężkie zgrupowanie w Zakopanem, które pozostawiło po sobie widoczny ślad. To dlatego podczas memoriału Huberta Wagnera w Krakowie zawodnicy nie byli sobą, grając z dość dużymi obciążeniami w nogach.
Później Interia dopytała jednego ze "sprawców" tej orki w stolicy polskich Tatr, czyli Piotr Pietrzak, trenera przygotowania motorycznego siatkarzy reprezentacji, a na co dzień klubu ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.
- Wokół zgrupowania w Zakopanem już zaczynają krążyć legendy. Choć wydaje mi się, że były już cięższe zgrupowania, co jednak nie było aż tak nagłośnione - wymownie uśmiechnął się fachowiec. A następnie doprecyzował, co najbardziej dało się zawodnikom w kość: - Jednym z elementów, którym chcieliśmy zwrócić uwagę trochę bardziej na parametry wytrzymałości, były właśnie interwałowe prace na ergometrze wioślarskim.
Grbić wymaga, siatkarze harują. "Czasami po prostu już nie ma paliwa"
- Możliwe, że takie obozy już były, ale w tym sezonie wcześniej nie było czasu, aby "przykręcić śrubkę". Ja osobiście, jadąc do Japonii na pierwszy turniej w Lidze Narodów, nie miałem nawet chwili, żeby wykonać mocniejszą siłownię. Kalendarz w tym sezonie jest, jaki jest, stąd po Lidze Narodów dostaliśmy prawie dwa tygodnie wolnego, a gdy wróciliśmy to trzeba było w dość krótkim czasie z powrotem przywrócić siłę fizyczną. Dla nas to najtrudniejszy okres pod względem psychologicznym, bo naprawdę ciężko pracujemy, a później idąc na halę już jesteśmy zmęczeni i nie mamy siły w nogach. Trener od nas naprawdę dużo wymaga, by też staramy się dawać z siebie wszystko i go zadowalać, ale czasami po prostu już nie ma siły i nie ma paliwa - obszernie odniósł się nasz przyjmujący.
Generalnie obóz pod Tatrami, mimo że treningi stricte siatkarskie także się odbywały, w znakomitej większości był przeznaczony pod budowanie siły fizycznej, wobec czego głównym miejscem przebywania zawodników była siłownia. Wysiłek musiał być potężny, o czym świadczą kolejne słowa, wypowiedziane przez 27-letniego sportowca.
- Ja osobiście w pewnym momencie, przy jednej z izometrii, zostałem złamany psychicznie. Naprawdę miałem już serdecznie dość. Ale dobrze wiedziałem, że ta praca na pewno zaowocuje w przyszłości. I mogę powiedzieć, że to już puszcza i w spotkaniu z Belgami czułem się naprawdę bardzo dobrze pod względem fizycznym
Ergometr wioślarski poszedł w ruch. To wtedy doszło do "odcięcia"
Ta "pewna izometria" to właśnie rzeczony "wioślarz", czyli ćwiczenia m.in. wzmacniające kondycję i trening typu cardio. Nasi siatkarze mogli przekonać się, jak wyczerpująca jest praca na tym urządzeniu, gdy organizm doprowadzany jest to tzw. odcięcia, czyli mówimy o krańcowym stanie, gdy ćwiczący w zasadzie przekracza swoje limity.
- Dokładnie tak. To było coś nowego, nowy bodziec, każdy z nas się później trochę z tego śmiał, że robimy takie ćwiczenia. Ale na pewno nasi fachowcy, czyli Piotrek i Bartek od przygotowania fizycznego, wiedzieli, że takie ćwiczenia na "wioślarzu" mogą nam pomóc - odparł Semeniuk.
A słowa siatkarza już we wspomnianym wywiadzie potwierdził trener Pietrzak. - Być może ich technika nie była na superpoziomie, ale po korektach mogliśmy osiągnąć takie efekty, jakie chcieliśmy - rozstrzygnął.
Semeniuk dopytany, czy w ZAKS-ie trener Pietrzak też już wpadał na takie pomysły, uśmiechnął się i żartobliwie odparł: - Nie, widocznie może gdzieś na kanale Youtube został wrzucony taki filmik, że "wioślarz" dobrze wpływa na siatkarzy.
Artur Gac, Bari
Zobacz również:















