Spotkanie z USA było dla Polaków ostatnim testem przed turniejem finałowym. Awans mieli już zapewniony wcześniej, ale takie mecze nadal mają swoją wagę. Liczy się nie tylko miejsce w tabeli, lecz także forma, pewność siebie i sposób, w jaki drużyna reaguje na presję. Pod tym względem Biało-Czerwoni wysłali bardzo czytelny komunikat: do decydującej części rozgrywek przystąpią jako zespół poukładany, spokojny i gotowy na walkę.
Od pierwszych akcji było widać, że Polacy nie zamierzają pozwolić gospodarzom na przejęcie inicjatywy. Dobrze funkcjonował blok, nie brakowało skutecznych kontrataków, a w ofensywie ciężar gry rozkładał się na kilku zawodników. Amerykanie próbowali utrzymywać wynik blisko, ale w decydujących fragmentach pierwszego seta to Polska grała dokładniej. Końcówka należała do Biało-Czerwonych, którzy zamknęli partię wynikiem 25:20.

Drugi set potwierdził przewagę drużyny Grbicia. Polacy szybko zbudowali różnicę punktową i długo nie pozwalali rywalom wrócić do gry. Ważne były zagrywka, dobra organizacja po wyblokach i cierpliwość w dłuższych wymianach. USA próbowały jeszcze przedłużyć seta w końcówce, ale Polska nie wypuściła prowadzenia. Wynik 25:21 dał Biało-Czerwonym prowadzenie 2:0 i postawił gospodarzy pod ścianą.
Najbardziej wymagający okazał się trzeci set. Amerykanie rozpoczęli go bardzo mocno i po serii przy zagrywkach Matthew Andersona odskoczyli na 6:1. To był moment, w którym mecz mógł się jeszcze skomplikować. Polska odpowiedziała jednak spokojnie. Zamiast nerwowych decyzji były cierpliwe akcje, poprawa przyjęcia i coraz lepsza praca na siatce. Biało-Czerwoni odrobili straty, doprowadzili do remisu, a później znów zaczęli przejmować kontrolę.
Końcówka trzeciej partii pokazała różnicę między drużynami. USA miały szansę, by przedłużyć spotkanie, ale Polska lepiej wytrzymała najważniejsze wymiany. Przy stanie 20:19 Biało-Czerwoni mocno przycisnęli rywali i nie pozwolili im już wrócić do gry. Ostatni punkt dał drużynie Grbicia zwycięstwo 25:19 i cały mecz zamknął się w trzech setach.
Skrót spotkania dobrze oddaje charakter tego występu. Polska nie musiała grać na granicy ryzyka, by zdominować gospodarzy. Wystarczyła konsekwencja, dobra reakcja na trudniejszy moment i przewaga w kluczowych elementach. Biało-Czerwoni lepiej punktowali blokiem, skuteczniej wykorzystywali swoje szanse w ataku i nie pozwalali Amerykanom na dłuższe serie.

Najwięcej punktów dla Polski zdobył Bartłomiej Bołądź - 16. Wilfredo Leon dołożył 14, a po stronie Stanów Zjednoczonych najskuteczniejszy był Matthew Anderson, który zakończył spotkanie z dorobkiem 13 punktów. Ważną różnicę zrobił blok: Polacy wygrali ten element 9:3, co dobrze pokazuje, jak często potrafili zatrzymywać lub spowalniać amerykańskie ataki.
Całą fazę interkontynentalną reprezentacja Polski zakończyła z bilansem dziesięciu zwycięstw i dwóch porażek. Biało-Czerwoni grali kolejno w Linyi, Gliwicach i Chicago, a ostatni turniej zamknęli serią bardzo mocnych wyników. Zwycięstwo nad USA było efektowną kropką nad "i" oraz potwierdzeniem, że drużyna Grbicia wchodzi w decydującą część VNL z dużym kapitałem sportowym.
Teraz przed Polakami turniej finałowy w Ningbo w Chinach, zaplanowany na dni 29 lipca - 2 sierpnia. W ćwierćfinale Biało-Czerwoni zmierzą się z Ukrainą. Po meczu z USA można powiedzieć jedno: reprezentacja Polski nie tylko awansowała do finałów, ale zrobiła to w stylu, który daje podstawy do dużych oczekiwań.
Polska: Bartłomiej Bołądź, Szymon Jakubiszak, Wilfredo Leon, Tomasz Fornal, Bartłomiej Lemański, Marcin Komenda - Jakub Popiwczak (libero) oraz Kamil Semeniuk, Artur Szalpuk, Kewin Sasak, Jan Firlej. Trener: Nikola Grbić.
USA: Jeffrey Jendryk, Matthew Anderson, Jake Hanes, Micah Christenson, Torey Defalco, Merrick McHenry - Erik Shoji (libero) oraz Micah Ma'a, Ethan Champlin, Taylor Averill, Cole Hartke. Trener: Karch Kiraly.










