Przestroga dla polskich siatkarzy. Mistrz świata wskazuje na Grbicia. "Powiem szczerze"
- W polskiej reprezentacji siatkarskiej jest tak, że wchodzisz do niej i od razu masz potrzebę dostosowania własnego ego do wyższych celów i potrzeb, które ma przed sobą kadra. Czyli każdy chłopak, który wchodzi do tej ekipy, już na starcie chce dać całego siebie w stu procentach i pokazać się z jak najlepszej strony, by ta drużyna nadal była na topie - mówi w rozmowie z Interią Krzysztof Ignaczak, były as polskiej kadry, nie zazdroszcząc tego, co wkrótce czeka trenera Nikolę Grbicia.

Artur Gac, Interia: W finale z Włochami, zwłaszcza w trzecim secie, momentami brakowało mi słów, by wyrazić to, w jakim stylu zaczęliśmy tłamsić aktualnych mistrzów świata.
Krzysztof Ignaczak, były libero, mistrz świata z 2014 roku: - Cóż, jesteśmy jedną z drużyn, która dominuje na rynku siatkarskim. Był duży znak zapytania, czy trenerowi Nikoli Grbiciowi uda się poukładać zespół pomimo zmian. Bo jednak trzeba sobie powiedzieć, że ubytki kadrowe były dosyć duże. Kilku chłopaków zdecydowało się na to, że odpoczną. Mateusz Bieniek poddał się operacji kolana, Bartek Kurek ma problemy z plecami, Marcin Janusz też poprosił o przerwę, podobnie Łukasz Kaczmarek. Dlatego tak na dobrą sprawę, mając punkt odniesienia do niedawnego składu olimpijskiego, odpadło kilku kluczowych zawodników. A pojawili się chłopcy, którzy debiutowali w tej kadrze.
Otóż to, przecież ta drużyna, patrząc na personalia, była budowana praktycznie od nowa.
- I tak, i nie (uśmiech). Pamiętaj, że kultura zwyciężania rodzi się dużo, dużo wcześniej. W polskiej reprezentacji siatkarskiej jest tak, że wchodzisz do niej i od razu masz potrzebę dostosowania własnego ego do wyższych celów i potrzeb, które ma przed sobą kadra. Czyli każdy chłopak, który wchodzi do tej ekipy, już na starcie chce dać całego siebie w stu procentach i pokazać się z jak najlepszej strony, by ta drużyna nadal była na topie. Bo wie, że skoro w ostatnich latach młodsi i starsi koledzy wygrywali, to on też może zwyciężać i chce się przyczynić do wywalczenia kolejnego medalu. Tak więc wszyscy wchodzący mają od kogo czerpać wzory do naśladowania.
To, co teraz powiem, wezmę w cudzysłów, ale mówimy o swego rodzaju "chorobie zakaźnej" pod nazwą "kontynuacja wygrywania", która od pierwszych chwil "infekuje" nowe organizmy.
- Myślę że dziś każdy, kto w polskiej lidze gra w siatkówkę, marzy o tym, by grać w reprezentacji Polski. To jest dokładnie taki efekt, jaki chcieliśmy osiągnąć, by zawodnik pragną grać w kadrze. Wie, że w tej grupie osób jest w stanie spełnić się siatkarsko, bo tutaj gra się o tytuły mistrza świata i medale igrzysk olimpijskich. Niemniej jest się do niej piekielnie ciężko dostać, bowiem mamy naprawdę bardzo dobrych i wyrównanych zawodników. A dzięki temu Nikola Grbić ma urodzaj, z którego może wybierać. W drugą stronę można też powiedzieć, że za chwilę będzie miał problem, bo przyjdzie mu zdecydować, kogo zabrać na mistrzostwa świata na Filipiny, zaś kogo "odstrzelić". To także będą bardzo trudne decyzje dla trenera, który kilku zaangażowanym chłopakom, na bardzo zbliżonym poziomie, będzie musiał powiedzieć: "słuchaj, ty zostajesz w domu". Sam to przerabiałem przy okazji mistrzostw świata w Japonii, gdy trener Raul Lozano powiedział mi, że zostaję. Nie zazdroszczę Grbiciowi tych wyborów, niemniej życzę mu, aby były to trafne posunięcia. Niech trafi bezbłędnie w zawodników, którzy dadzą mu tą jakość, jakiej potrzebuje.
Grbić zobaczył Fornala i nie wytrzymał. Musiał zareagować, działo się po meczu
Ktoś cię szczególnie oczarował?
- Jestem po prostu zapatrzony w Kewina Sasaka. Przecież to facet, który jeszcze dwa lata temu w ogóle nie był brany pod uwagę do reprezentacji, a dzisiaj 28-latek jest jednym z frontmanów. Za nim świetne dwa spotkania w finałach Ligi Narodów, czy nawet wprost genialne. Zgadzam się z tym, co w Polsacie powiedział Jerzy Mielewski, że jeden kilogram Sasaka staje się coraz droższy, bo cena za tego chłopaka lawinowo rośnie. Wyrasta nam na atakującego numer jeden. To cieszy w perspektywie walki o miejsce w szóstce z Bartoszem Kurkiem, który wraca do rywalizacji po kontuzji. Cieszy także postawa młodego chłopaka, który jeszcze w ogóle nie był w PlusLidze, a już liznął Ligę Narodów i w niej wygrywa, czyli Jakuba Nowaka.
Inne reprezentacje nie mogą dać odpocząć swoim liderom. A jeśli to zrobią, wówczas tracą na jakości i wartości. Nikt inny, poza Polską, nie ma na dziś takiego wachlarza zawodników, aby trener mógł sobie pozwolić na to, by nadal grać na najwyższym poziomie
To też jest majstersztyk Grbicia, by postawić na takiego nieoczywistego siatkarza. Tymczasem 20-latek pokazał gigantyczny potencjał, a do tego ma chyba także osobowość skrojoną pod wielkie sukcesy.
- To jest właśnie charakter tego chłopaka. Uważam, że jest ulepiony z dobrej gliny. Ma, że tak powiem, cojones, bo ładniej to słowo brzmi po hiszpańsku niż po polsku (śmiech). Udowodnił to na parkiecie i wykorzystał swoją szansę w stu procentach pokazując, że mimo nieopierzonego wieku jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Czyli na środku też robi nam się fajna rywalizacja, bo wraca Norbert Huber i będzie walczył o to, by odbić swoje miejsce w reprezentacji. A to tylko pomoże trenerowi Grbiciowi w budowaniu formy drużyny na mistrzostwa świata. Oczywiście cieszę się, że wygrali LN i ustanowili nowe rekordy, zwyciężając w finałowym turnieju każdy mecz po 3:0, natomiast powiem ci szczerze, że musimy mieć świadomość, iż nasi najgroźniejsi rywale będą inaczej zmotywowani, zbudowani i z inną formą w Manili. Uważam, że w którymś z wywiadów Grbić świadomie powiedział, iż dzisiaj cieszymy się z wygranej, natomiast mamy świadomość, że na mistrzostwa świata nasi rywale przyjadą w innych konfiguracjach. Czyli z zawodnikami, których w danym momencie nie było, a także lepiej dysponowanymi.
Od razu można dodać, że my w swoich szeregach też mamy gwiazdora dochodzącego do optymalnej formy, czyli Wilfredo Leona, a ponadto wszyscy mają świadomość, że impreza docelowa dopiero nadciąga. Wygrana w Lidze Narodów to kapitana sprawa i chwilę można się pocieszyć, natomiast wiemy, z czego siatkarze po tym sezonie reprezentacyjnym będą rozliczani.
- Liga Narodów to turniej komercyjny, odbywający się co roku. A my dzisiaj możemy pozwolić sobie na to, co nie przejdzie w innych zespołach, czyli obojętnie kogo byśmy w tej chwili nie wystawili z 30-osobowej reprezentacji, to każdy z chłopaków naprawdę potrafi grać w siatkówkę na wysokim poziomie. Inne reprezentacje nie mogą dać odpocząć swoim liderom. A jeśli to zrobią, wówczas tracą na jakości i wartości. Nikt inny, poza Polską, nie ma na dziś takiego wachlarza zawodników, aby trener mógł sobie pozwolić na to, by nadal grać na najwyższym poziomie. Zobacz, co dzieje się u Amerykanów. Jeśli nie wystawią swoich najlepszych zawodników, to alternatywę mają w postaci chłopców kończących szkoły średnie. W efekcie w ogóle nie liczyli się w tych rozgrywkach. Wiele zespołów w fazie interkontynentalnej po prostu z musu chciało dać odpocząć najlepszym, wiedząc że będą przygotowywać się do priorytetowych MŚ, przez co straciły na jakości.
Tyle co deliberowaliśmy nad dwiema z rzędu porażkami kadry w ostatnim turnieju zasadniczym LN, a tymczasowy kapitan Jakub Kochanowski mówił wprost: "Tamta drużyna już nie istnieje, teraz mamy drużynę inną i musimy szukać tożsamości na nowo". Przecież oni tą tożsamość znaleźli właściwie w mgnieniu oka. Jesteś w stanie to racjonalnie wytłumaczyć?
- Trener Grbić dał odpocząć czołowym zawodnikom, bardzo umiejętnie rotując składem. Na koniec zebrał tych, którzy muszą być w "14", ale dopiero w ostatnim turnieju oni pojawili się w tym zestawieniu. Więc potrzebowali czasu, by ze sobą pobyć i potrenować. Widać było w Chinach, że czasu od turnieju w Gdańsku nie przespali, tylko przepracowali go nad elementami, które faktycznie szwankowały, wymagały poprawy i to się stało. Patrząc na to, że Grbić ciężko trenuje z chłopakami, po 3-4 godziny dziennie, także brakowało im trochę świeżości, ale ta przyszła również w odpowiednim momencie.
Można powiedzieć, że sami sobie bardzo szybko odpowiedzieli tzw. meczem założycielskim z Francuzami, pokonując po tie-breaku mistrzów olimpijskich. W sumie nie oczekiwaliśmy, że to może nastąpić na pożegnanie z publicznością w Ergo Arenie.
- Myślę, że ta drużyna ma dopływające paliwo wewnętrzne. Tam jest gros chłopaków, którzy mają pierwiastek zwycięzców. Z tym trzeba się też trochę urodzić. To nie jest tak, że da się to w jakiś sposób wytrenować. Ta drużyna jest mentalnie przygotowana na to, by grać i wygrywać. Na pewno wygrana z Francją pozwoliła tchnąć świeżą energię na koniec turnieju, na zasadzie: "przegraliśmy dwa spotkania, ale jesteśmy na dobrej drodze". To był właśnie taki sygnał, że ścieżka jest właściwa, a zespół po przebudowie ma potencjał i potrafi wygrywać. A później praca, praca, praca i analiza. Ja powtarzam zawsze, że miarą sukcesu drużyny nie jest pozostawać cały czas na topie i wygrywać, tylko czasami przegrać, a z porażek wyciągać odpowiednie wnioski. To umiejętność budowania drużyny na kanwie tego, że dzisiaj mamy słabszy dzień, jesteśmy go świadomi i wiemy, co poprawiać, aby było lepiej i to robimy.
Nikola Grbić to trenerski gigant?
- Na pewno jest olbrzymim autorytetem dla zawodników. Niewątpliwie jest jednym z filarów i śmiało można powiedzieć liderów tej reprezentacji. Na chwilę obecną nie można mu zarzucić nic co do pracy, bo słuszne są jego wybory i pewnie też metody. Co można wyszukać człowiekowi, który co rok przywozi medal?
A łapiesz się czasami na tym, że dopiero z perspektywy czasu jesteś w stanie w pełni uznać, że decyzja trenera wbrew twoim sądom była zasadna? By daleko nie szukać, na przykład mieliśmy gorący temat wokół tego, iż być może za bardzo rotuje w składzie w Gdańsku, nie dając zawodnikom złapać czucia gry.
- Punkt wyjścia jest taki, że po prostu mamy za mało danych. Jako eksperci, byli zawodnicy w całym naszym środowisku możemy sobie oceniać tylko z perspektywy kanapy i rozważać, czy w danym momencie dana decyzja nie mogła być lepsza. Ja dziś nie wiem, jak czują się zawodnicy, jak zachowują się i co robią na treningach, więc bazuję na ograniczonych danych. Pełnię wiedzy ma za to Grbić, który wie dokładnie wszystko, co potrzebuje wiedzieć o swoich zawodnikach w danym momencie, łącznie z ich aktualną kondycją psychiczną. Dlatego zastanawialiśmy się, czy trzymanie na parkiecie słabiej dysponowanego Wilfredo Leona było właściwe, bo przecież w odwodzie byli wartościowi zawodnicy, w postaci chociażby Bartka Bednorza. Więc my mieliśmy wątpliwości, czy warto było "ciągnąć" Leona, gdy nie miał swojego dnia, a okazało się, że to wszystko doprowadziło do tego, iż w niedzielnym finale Wilfredo zagrał świetne spotkanie. Na chwilę obecną niech Grbić zarządza tak, jak to robił do tej pory, bo idzie mu całkiem nieźle. A jeśli nawet jest urodzony pod szczęśliwą gwiazdą, to tym lepiej dla nas.
Oglądając tak rozpędzającą się polską drużynę, która w kolejnych dniach i tygodniach będzie tylko rosła w siłę, chociażby pod względem zgrania i dopracowania automatyzmów, na Filipinach możemy oglądać zespół w absolutnie topowej formie.
- Ja sam na to liczę. I mam nadzieję, na co zwraca uwagę sam Nikola, że fatum kontuzji, które krąży nad naszą reprezentacją, wreszcie się skończy i będzie miał do dyspozycji wszystkich możliwych zawodników w stuprocentowej gotowości fizycznej. Liczymy na Bartka Kurka, szkoda na pewno Olka Śliwki, którego strata jest dużej wartości, bo mówimy nie tylko o wyśmienitym zawodniku, ale także jednym z liderów tej grupy. Niemniej mamy tak szeroki wachlarz przyjmujących, że reprezentacja znacząco nie ucierpi. Mam nadzieję, że na końcu nie "fizyka", tylko rywalizacja sportowa zadecyduje o tym, kto pojedzie na mistrzostwa świata. I każdy z chłopaków będzie wiedział, o co toczy się gra, bo w naszym przypadku zawsze chodzi o bicie się o najcenniejszy laur. Myślę, że w większości zespołów trenerzy chcieliby mieć takich zawodników w szóstce, jakich my mamy na ławce.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl














![Wimbledon: O której półfinał Gauff - Muchova? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N0WEZATEIEEU5-C401.webp)
