Skład reprezentacji Polski na turniej finałowy Ligi Narodów siatkarzy w Ningbo nie miał być aż tak eksperymentalny. Nikola Grbić, owszem, planował sprawdzić na poziomie międzynarodowym kilku nowych zawodników, dać wolne lato kilku gwiazdom, ale na turniej finałowy w Chinach miało wrócić kilku innych wicemistrzów olimpijskich z Paryża.
Nikola Grbić ogłasza tuż po triumfie z Włochami. Kadra zyskała, a on już ostrzega
Okoliczności zmusiły Grbicia do zmiany planów. Skończyło się złotem
Okoliczności zmusiły jednak Grbicia do zmiany planów. Pierwszy wypadł Norbert Huber - nieszczęśliwe uderzenie piłką w oko opóźniło jego zabieg przegrody nosowej. Potem problemy z plecami wykluczyły Bartosza Kurka, którego następcy kadra szuka od paru lat. Pechowy uraz nogi wyeliminował z kolei Aleksandra Śliwkę.
Do niespodziewanych okoliczności trzeba też zaliczyć wybuch formy dwóch 20-latków: Jakuba Nowaka i Maksymiliana Graniecznego. Pierwszy, zawodnik bez debiutu w PlusLidze, wskoczył do podstawowej szóstki wicemistrzów olimpijskich tak, jakby grał wśród najlepszych od lat. Granieczny wygrał rywalizację ze starszym o osiem lat Mateuszem Czunkiewiczem i błysnął na tle paru klasowych rywali.
Przemeblowana kadra jeszcze dwa tygodnie temu miała jednak spore problemy w trakcie turnieju w Gdańsku i z pewnością nie jechała do Ningbo jako główny faworyt. Tego, co się stało na miejscu, nie spodziewał się nawet Grbić - przyznał to zresztą wprost po finale. "Biało-Czerwoni" w trzech meczach nie stracili nawet seta, pokonali 3:0 kolejno Japonię, Brazylię i Włochy.
Potencjał polskiej siatkówki jest nieograniczony? Dostaliśmy kolejny dowód
Biorąc pod uwagę te braki w polskiej kadrze, ten sukces trzeba docenić jeszcze bardziej. Grbić po raz kolejny pokazał, że nawet kiedy eksperci zżymają się na prostą grę polskiej kadry lub dziwią decyzjom Serba, ten potrafi doprowadzić reprezentację do medalu wielkiej imprezy. Na razie skuteczność ma stuprocentową: cztery medale Ligi Narodów, po jednym z mistrzostw świata, Europy oraz igrzysk olimpijskich.
Przede wszystkim jednak finały w Ningbo pokazały, że opowieści o ogromnym potencjale polskiej siatkówki nie są ani trochę przesadzone. Oprócz dwóch 20-latków w kadrze w tym sezonie debiutuje Kewin Sasak, bohater meczów z Japonią i Brazylią. W wieku 28 lat pokazał, że w reprezentacyjnym ataku jest życie bez Kurka. Marcin Komenda, jeszcze przed rokiem trzeci, a może i czwarty w kolejce do kadrowego rozegrania, został "jedynką" i był jednym z najlepszych zawodników meczu z Włochami. Jakub Popiwczak, który przez lata czekał na szansę w roli podstawowego libero, również udźwignął ciężar finału.
Teraz Grbić musi "tylko" pielęgnować to, co zasiał w Lidze Narodów. Najważniejszym celem na ten rok pozostają mistrzostwa świata na Filipinach. Tam do drużyny mogą już dołączyć Huber i Kurek. A nadrzędna misja to igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 r. Turniej w Ningbo pokazał, że nawet jeśli niektóre gwiazdy kadry nie dotrwają do tego turnieju, Polska nadal pojedzie tam jako jeden z faworytów do upragnionego złota.
Damian Gołąb, Interia Sport













