Kiedy kolejni - kluczowi do tej pory - siatkarze ogłaszali, że nie będą w stanie wziąć udziału w tegorocznej edycji Ligi Narodów, wielu kibiców mogło zastanawiać się, czy Nikola Grbić będzie w stanie utrzymać stuprocentową skuteczność pod względem przywożenia z imprez kolejnych medali. Jak już doskonale wiemy, nasz selekcjoner znów pokazał, że jego kadra jest wielka.
Polacy po pięciu setach wielkiej walki ograli Amerykanów w meczu o złoto i obronili mistrzostwo Ligi Narodów. Nie da się ukryć, że ten sukces miał swoich głównych ojców. Świetnie w najważniejszych momentach zachowywali się m.in. Tomasz Fornal i Kamil Semeniuk, jednak nie można zapominać o innych - w tym o Bartłomieju Lemańskim.
Nowy siatkarz PGE Projektu Warszawa to idealny przykład na to, aby nigdy się nie poddawać, nawet kiedy wydaje się, że wielka kariera już odjechała bezpowrotnie. Po wejściu do kadry w młodym wieku, Lemański musiał mierzyć się z "negatywną weryfikacją", a kolejne problemy sprawiły, że zniknął z kadry na długi czas - bo na ponad 6 lat.
- W 2017 roku miałem 21 lat, więc byłem jeszcze bardzo młodym zawodnikiem. Dzisiaj jestem już zupełnie innym człowiekiem. Myślę, że bardzo zmieniła się moja świadomość siebie jako zawodnika. Inaczej patrzy się na młodego chłopaka, z którym wiąże się duże nadzieje i którego uważa się za perspektywicznego gracza, a inaczej na 30-letniego Bartka, który wraca do kadry i wokół którego pojawiają się pytania, co jeszcze może pokazać - mówił jeszcze przed Ligą Narodów Lemański w rozmowie z Natalia Kapustką z "Interii".
Nikola Grbić zauważył jednak, że Lemański się odbudowuje i postanowił dać mu szasnę pod nieobecność największych gwiazd reprezentacji Polski. I to się opłaciło. Lemański został bowiem trzecim najlepiej blokującym zawodnikiem w Lidze Narodów 2026.
Pomimo tego, że od jego debiutu na poziomie reprezentacyjnym minęła już prawie dekada, a na powrót do niej musiał czekać ponad 6 lat, to jednak Lemański sprawdził się świetnie i bez jego wkładu na pewno nie byłoby tego sukcesu, jakim jest złoto Ligi Narodów. Nikola Grbić po raz kolejny udowodnił, że ma nosa do zawodników i doskonale wie, jak zarządzać drużyną w trudnych momentach.














