Grbić rozkładał ręce, w końcu przyszedł przełom. Kapitalny powrót polskich siatkarzy
Ostatni mecz polskich siatkarzy w Linyi w Chinach długo zapowiadał się na potężną wpadkę. W dwóch pierwszych setach spotkania z Ukrainą Nikola Grbić mógł tylko apelować do swoich siatkarzy o więcej entuzjazmu, ale "Biało-Czerwoni" ze spuszczonymi głowami wyraźnie odstawali od rywali. W polskiej drużynie w końcu coś jednak zaskoczyło i doprowadziła to trzeciego z rzędu tie-breaka w tegorocznej Lidze Narodów. Ostatecznie Polska wygrała z Ukrainą 3:2 i opuści Chiny z dwoma zwycięstwami.

Po drugiej porażce z rzędu - najpierw polscy siatkarze przegrali tie-break ze Słowenią, potem z Japonią - drużyna Nikoli Grbicia miała dzień wolny, który mogła wykorzystać na regenerację. W niedzielę przyszedł czas na walkę o drugie zwycięstwo, by poprawić nieco sytuację w tabeli Ligi Narodów.
Oczywiście Serb ma w zapasie jeszcze dwa turnieje fazy zasadniczej, a do drużyny z czasem dołączą podstawowi zawodnicy, ale spotkanie z Ukrainą mogło dać "Biało-Czerwonym" powrót do czołowej ósemki rozgrywek, czyli na miejsca premiowane grą w turnieju finałowym.
Grbić wrócił w ataku do Bartosza Gomułki, na środku znó pojawił się bohater zwycięskiego spotkania z Kubą Jakub Majchrzak, na przyjęciu szansę dostał Bartosz Firszt. Polscy siatkarze zaczęli nie najlepiej, bo od trzech przegranych akcji, ale dopadli rywali przy stanie 8:8, gdy zablokowali atak Wasyla Tupczija.
Problem w tym, że Ukraińcy szybko zatrzymali w ataku Gomułkę i znów odskoczyli na trzy punkty. Polski atakujący odpowiedział asem, ale nadal miał problemy w ofensywie i Grbić przy stanie 14:17 zastąpił go Alaksiejem Nasewiczem. Tyle że "Biało-Czerwoni" mieli coraz większe problemy. Boisko opuścił też Aleksander Śliwka, ale Ukraińcy w tym secie byli wyraźnie mocniejsi w ofensywie i wygrali 25:19.
Polscy siatkarze zdominowani przez rywali. Wymowny apel Nikoli Grbicia
W sparingu w Katowicach przed startem sezonu reprezentacja Polski pewnie pokonała Ukrainę, ale rywale grali wówczas bez paru ważnych zawodników - m.in. Tupczija czy kapitana, środkowego Jurija Semeniuka. W Chinach pokonali już gospodarzy i Kubę, przegrali z kolei z Japonią.
Na drugą partię Grbić na stałe wstawił do składu Michała Gierżota i Szymona Jakubiszaka, powrócił też do Gomułki. Ale wytrzymał z nim na boisku tylko do stanu 10:13. Znów bowiem "Biało-Czerwoni" mieli problemy. Z czasem na boisku, w miejsce Firszta, pojawił się nawet nastoletni Bartosz Zych, który dotąd w Linyi zagrał tylko epizody.
Polscy siatkarze nie potrafili dogonić rywali. A Grbić w trakcie przerwy w ogóle nie mówił o taktyce.
"Myślę, że boicie się grać w siatkówkę i nie wiem dlaczego. Nie widzę ani trochę tego entuzjazmu, który jest na treningach. Grajcie w siatkówkę i cieszcie się tym!" - apelował.
Tyle że nastawienia nie udało się zmienić nawet po wymianie całej szóstki. W ataku mylił się nawet świetny dotąd w Linyi środkowy Bartłomiej Lemański. Skończyło się gładką porażką 18:25.
Liga Narodów siatkarzy. Przebudzenie "Biało-Czerwonych", udane wejście Nasewicza
Trzeciego seta polska drużyna rozpoczęła już z Nasewiczem w podstawowym składzie, do gry wrócił też Śliwka - tym razem na przyjęciu w parze z Gierżotem. Ofiarnie w obronie grał libero Maksymilian Granieczny, a wynik tym razem oscylował wokół remisu. Dwa punkty przewagi "Biało-Czerwonym" udało się zyskać przy wyniku 9:7, po zagrywce Jana Firleja.
Różnicę udało się powiększyć przy zagrywkach Nasewicza - Śliwka wykończył kontratak, Lemański zdobył punkt blokiem. I Polska prowadziła 15:10. W drużynie Grbicia znów coś się jednak zacięło. "Biało-Czerwoni" mieli problemy ze skutecznością w ataku i przewaga stopniała, wygrywali tylko 17:16.
Wydawało się jednak, że uspokoili sytuację. Polakom udało się wyprowadzić skuteczne kontrataki, po zagraniach Jakubiszaka i Nasewicza prowadzili 22:19. Przewaga stopniała do punktu, ale końcówkę wygrała Polska - blok Lemańskiego przypieczętował zwycięstwo 25:22.
Czwarty set to ponownie wyrównana gra. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, w końcu jednak siatkarze Grbicia zyskali zaliczkę - przy zagrywkach Gierżota objęli prowadzenie 12:8. Swoje sprytnym serwisem dołożył też Śliwka, przewaga "Biało-Czerwonych" sięgnęła sześciu punktów.
Ale Ukraińcy nie byli jeszcze na deskach, potrafili zbliżyć się do Polski przy wyniku 21:19. Grbić przerwał jednak grę, a po niej jego siatkarze wygrali dwie akcje. Efektownie atakował Nasewicz, to jego uderzenie z prawego skrzydła ustaliło wynik na 25:21 dla Polski.
Trzeci tie-break polskich siatkarzy w Chinach. W końcu zwycięstwo!
I po raz trzeci w Linyi "Biało-Czerwoni" rozstrzygali mecz w tie-breaku. Znów zaczęło się od potężnych ataków Nasewicza, od pierwszych piłek to Polska była o krok przed Ukrainą. W połowie tie-breaka prowadziła 8:6, na swoich siatkarzy denerwował się Lozano. Ukraińcy popełniali błędy w polu zagrywki i nie potrafili dopaść "Biało-Czerwonych".
Prowadzenie 12:9 dało Polsce przytomne zachowanie przy siatce Śliwki. Po chwili Ilja Kowaliow zaatakował w aut i zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Siatkarze Grbicia tej szansy nie wypuścili, wygrali 15:11, a całe spotkanie 3:2.
To był ostatni mecz reprezentacji Polski w pierwszym turnieju Ligi Narodów. Siatkarze Grbicia będą mieć teraz tydzień przerwy, do gry wrócą 24 czerwca w Gliwicach.
Grbić powołał go dopiero po czterech latach. Polski siatkarz już wysłał sygnał
Ukraina - Polska 2:3 (25:19, 25:18, 22:25, 21:25, 11:15)
Ukraina: Tupczij, Szczurow, Janczuk Synycia, Semeniuk, Kowaliow - Pampuszko (libero) oraz Boiko (libero), Nałożny, Tonkonoh, Szczytkow, Kisiliuk, Welecki
Polska: Gomułka, Majchrzak, Śliwka, Firlej, Lemański, Śliwka - Granieczny (libero) oraz Nasewicz, Jakubiszak, Gierżot, Zych, Markiewicz, Bakaj















