Cztery sety walki podopiecznych Vitala Heynena. Ważny wynik dla Polaków
Chińczycy, prowadzeni przez byłego selekcjonera Biało-Czerwonych, mieli szansę odebrać ważne punkty rywalom, którzy tak jak Polacy wciąż liczą się w grze o awans do turnieju finałowego. Czwartkowe starcie z Belgią w Gliwicach Azjaci rozpoczęli fenomenalnie. Wytrącili atuty rywalom. Animuszu starczyło im jednak tylko na jednego seta. W trzech kolejnych górą byli już rywale, którzy wygrali 3:1 i pozostają w grze o awans. Transmisje z wszystkich meczów Ligi Narodów w Polsacie Sport.

Dla Belgów było to ważne spotkanie. Przegrywając dzień wcześniej z Polską, mocno skomplikowali sobie drogę do ewentualnego awansu do turnieju finałowego. By nie stracić w ogóle realnych szans na awans, nie mogli pozwolić sobie na przegraną z drużyną prowadzona przez Vitala Heynena.
Co więcej, najlepszym scenariuszem dla Belgów byłoby zwycięstwo za trzy punkty. I mieli na to duże szanse, biorąc pod uwagę, że Chińczycy to jeden z najsłabszych zespołów tegorocznej edycji Ligi Narodów, który do czwartkowego starcia przystępował z bilansem jednego zwycięstwa i pięciu porażek.
Statystyki i miejsca w tabeli jednak nie grają. Dobitnie przekonali się o tym w środę Polacy i to samo stało się dzień później z Belgami. Teraz to oni, jak dzień wcześniej Biało-Czerwoni, grali w roli faworytów i nie do końca się z niej wywiązywali.
Faworyt na papierze nie zawsze wygrywa. Bolesna lekcja
Brak skuteczności w ataku takiej jak we wtorek spowodował, że to podopieczni Vitala Heynena przez dłuższy czas inauguracyjnej partii prowadzili. Mieli w zapasie nawet cztery "oczka". Było jednak jasne, że jeśli Belgowie wejdą na swój poziom, zwłaszcza ich atakujący, to w mgnieniu oka zniwelują przewagę rywali. Na ich przebudzenie czekaliśmy do środkowej fazy seta.
Kilka wybloków, powrót do skuteczności na break poincie i na tablicy wynikowej pojawił się remis (15:15). Później punktował Reggers i wydawało się, że faworyci opanowali sytuację na tyle, że wygrają seta. Nic z tego - Azjaci obronili dwa setbole, a później sami podkręcili tempo na zagrywce i ku zaskoczeniu wielu triumfowali w premierowej odsłonie do 26.
Przebudzili się, ale rozpędzanie trwało
Druga odsłona ułożyła się już po myśli Belgów, ale nie miała wiele wspólnego z łatwym zadaniem. Cały czas gra podopiecznych Zaniniego, który jak mówił po środowym meczu Aleksander Śliwka, mocno odmienił oblicze Belgów, była "elektryczna". Co wypracowali sobie przewagę, to rywale ich gonili. Azjaci zbliżyli się nawet na 19:21, ale Europejczycy zerwali się jeszcze raz i postawili kropkę nad "i" w tej partii.
Tym samym Belgowie wciąż byli w grze o arcyważne dla nich trzy punkty. Nie oznaczało to jednak, że Azjaci położą się na parkiecie i oddadzą mecz bez walki. Wręcz przeciwnie - jak zwykle żywiołowo reagujący na każdą akcję i kontrowersyjne decyzje sędziów Vital Heynen zagrzewał swoich podopiecznych do walki. Ci prezentowali się skutecznie na siatce, z resztą podobnie jak Belgowie.
Zwłaszcza pierwsza część trzeciego seta mogła się podobać. Nie brakowało w niej twardej, męskiej walki, z soczystymi atakami z obu stron. Z czasem zarysowała się jednak kilkupunktowa przewaga, której Belgowie nie roztrwonili i wygrali seta do 21. Bardzo podobny przebieg miała także czwarta partia. Chińczyków stać było na równorzędną walkę mniej więcej do połowy odsłony, a później górowali już Belgowie, którzy - zgodnie z planem chociaż z turbulencjami - zdobyli trzy punkty.
Belgia - Chiny 3:1 (26:28, 25:21, 25:21, 25: 20)
Z Gliwic Szymon Łożyński, dziennikarz Interia Sport











![Polacy rozbili USA. Mocny koniec fazy zasadniczej Ligi Narodów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2G68Q4CCRV3P-C401.webp)