Wielkimi krokami zbliża się koniec fazy zasadniczej siatkarskiej Ligi Narodów, w środę 15 lipca zainaugurowano już trzy równolegle rozgrywane turnieje - w Chicago, Belgradzie i Osace. W Stanach Zjednoczonych z kapitalnej strony pokazali się Polacy, którzy na otwarcie rozbili w trzech setach Bułgarów.
"Wiem, że kiedy gramy tak, jak w tym meczu, bardzo trudno grać przeciwko nam. Bo mieliśmy dobre podejście, dobrą koncentrację. Nie popełniliśmy wielu błędów. Jedynym takim okresem był początek meczu, gdy było ich za dużo w ataku i zagrywce. Ale potem wróciliśmy do naszej skuteczności" - komentował później Nikola Grbić, doceniając postawę swoich podopiecznych.
Pierwszy dzień zmagań w USA zwieńczył mecz gospodarzy z Chińczykami rozegrany w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego. Kadra prowadzona przez Karcha Kiralyego była zdecydowanym faworytem tego starcia, bo od początku rozgrywek spisuje się kapitalnie. Amerykanie do tej pory, podobnie jak Polacy, odnotowali tylko dwie porażki - w Ottawie z Włochami i w Orleanie z Japończykami.
Liga Narodów siatkarzy. Chińczycy zdeklasowani, a i tak nie spadną
Chińczycy z kolei znajdują się na przeciwległym biegunie. Reprezentacja, którą od 2024 roku prowadzi były selekcjoner Polaków Vital Heynen, jest jedną z najsłabszych w stawce. Siatkarze z Państwa Środka notują porażkę za porażką, do starcia z Amerykanami przystępowali z zaledwie jednym zwycięstwem na koncie.
Podopieczni Heynena po drodze mieli kilka przebłysków, bo ze Słoweńcami przegrali dopiero po tie-breaku, urwali też seta niezwykle mocnym Japończykom. Zazwyczaj jednak zawodzą i są deklasowani, nie inaczej było w starciu z reprezentacją USA. Gospodarze turnieju w Chicago wygrali 3:0, a w drugim secie oddali rywalom zaledwie 13 punktów (25:19, 25:13, 25:20).
Po tym meczu siatkarze z Azji plasowali się na ostatnim miejscu w tabeli Ligi Narodów. Teoretycznie są więc zagrożeni spadkiem z tych rozgrywek, bo właśnie najsłabsza ekipa w 18-zespołowej stawce po sezonie pożegna się z elitą. Problem w tym, że Chińczykom degradacja nie grozi, ponieważ z racji, że są organizatorami tegorocznego turnieju finałowego, mają zapewniony start w Lidze Narodów w kolejnym sezonie.
Absurdalny przepis wciąż wywołuje duże poruszenie, do dyskusji nad nim wrócono po meczu z Amerykanami. "System systemem, ale to, że ekipa Vitala Heynena ma już zapewniony udział w kolejnej edycji VNL, ponieważ organizuje tegoroczny turniej finałowy, pozostaje dla mnie sporym nieporozumieniem" - stwierdził siatkarski ekspert Jakub Balcerzak. Wtórowali mu internauci.
"Jak dla mnie zasada że organizujący kraj ma zapewnione miejsce w turnieju finałowym jest co najmniej wątpliwa" - zauważył jeden z komentujących. "Tak, są ewidentnie najsłabsi. Świat im ucieka, oni stoją w miejscu. Ale tak się kończy wieczne kiszenie się we własnym sosie" - stwierdził ktoś inny.
Co jeśli Chińczycy faktycznie zajmą ostatnie miejsce po fazie zasadniczej? Wówczas z Ligą Narodów pożegna się drużyna z 17. miejsca - po 9 meczach najbliżej spadku są Kubańczycy i Kanadyjczycy, którzy do tej pory jako jedyni, poza Chińczykami, wygrali tylko po jednym meczu.






![WTA Toronto: Kiedy i o której Iga Świątek gra ze Sznajder? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N5NGVU3TYF6JA-C401.webp)

![Gdzie oglądać ME w lekkoatletyce 2026? [TRANSMISJE, PROGRAM]](https://i.iplsc.com/000N1YJN072PFXIP-C401.webp)




