Reprezentacja Polski w pierwszych dwóch turniejach siatkarskiej Ligi Narodów kobiet przegrała tylko jedno spotkanie, ulegając po pięciosetowym boju Turczynkom. Do japońskiej Chiby "Biało-Czerwone" przyleciały jako wiceliderki tabeli rozgrywek i chociaż z racji pełnienia roli gospodarza nie muszą martwić się o awans do turnieju finałowego, to w Kraju Kwitnącej Wiśni chcą kontynuować dobrą passę.
Zmagania w Chibie zainaugurowało starcie Brazylii z Bułgarią - "Canarinhos" wygrały 3:1, w jednym z setów wręcz demolując rywalki. Po tym meczu rozegrano spotkanie Polek z Koreankami, a Stefano Lavarini zdecydował się na kilka zmian w składzie w porównaniu do ostatniego meczu z Serbią. Magdalena Jurczyk na środku siatki zastąpiła Aleksandrę Grykę, a libero Aleksandra Szczygłowska Justynę Łysiak.
"Biało-Czerwone" były zdecydowanymi faworytkami starcia z Koreą Południową - rywalki są jedną z najsłabszych ekip w Lidze Narodów, w ośmiu wcześniejszych spotkaniach wygrały tylko raz, po tie-breaku z Kanadą.
Liga Narodów siatkarek. Słaby początek w wykonaniu Polek
Spotkanie początkowo miało zaskakujący przebieg, bo Koreanki, które w starciu z Polkami były skazywane na "pożarcie", postawiły się naszym reprezentantkom. Pomocną dłoń rywalkom wyciągnęły zresztą same "Biało-Czerwone", które popełniały błędy. Po kiwce Stysiak w siatkę i zagrywce Wenerskiej w aut Polki przegrywały 2:4, później wprawdzie udało im się doprowadzić do stanu 7:7, ale zepsute rozgrywki i autowe ataki podopiecznych Lavariniego napędzały Koreanki.
Lavarini szybko zaczął reagować na wydarzenia na boisku. Wprowadził Malwinę Smarzek, która od razu weszła na wysoki poziom i zaczęła punktować. Niestety, Polki udane akcje przeplatały prostymi błędami (w sumie popełniły ich aż 11), dostarczając kolejne punkty drużynie prowadzonej przez Fernando Moralesa. Ta dobrze ustawiała się w obronie, dokładała kolejny punkty w ataku, a seta zwieńczyła udanym atakiem Lee Da-hyeon ze środka. Polki przegrały 18:25, co było dużym zaskoczeniem.
Polskie siatkarki z kolejnym zwycięstwem w Lidze Narodów
Polki słabo spisywały się w niemal każdym elemencie gry, w tym na środku, przez co Lavarini po pierwszym secie zdjął Weronikę Centkę-Tietianiec, wprowadzając za nią Aleksandrę Grykę. Przegrana w pierwszej partii najwyraźniej podziałała na nasze zawodniczki jak zimny prysznic - dobrze prezentowały się Smarzek i Piasecka, w końcu zaczął funkcjonować nasz środek - najpierw ze środka zapunktowała Jurczyk, po chwili blokiem udało się zatrzymać rywalki. Punkty dokładała też Łukasik, a "Biało-Czerwone" szybko odskoczyły Koreankom na pięć punktów (10:5).
Koreanki wprawdzie mają za sobą fatalne dwa pierwsze turnieje Ligi Narodów, ale momentami potwierdzały, że potrafią grać w siatkówkę. Kilkoma skutecznymi atakami ze skrzydła popisała się Kang So-hwi, do tego Koreanki dołożyły asa serwisowego i punktowy blok, dzięki czemu wprawdzie Polki ciągle prowadziły, ale przez długi czas nie były w stanie powiększyć swojej przewagi. W międzyczasie na boisko wróciła Stysiak, która zastąpiła Smarzek. Atakująca w końcu zaczęła punktować, dzięki czemu "Biało-Czerwone" trzymały podopieczne Moralesa na bezpieczny dystans, aż finalnie wygrały 25:19.
Podobnie jak w drugim secie, również w trzeciej partii Polki szybko zaczęły akcentować swoją przewagę. Na boisku pojawiła się Smarzek, która ponownie pokazała się ze świetnej strony, trafioną zmianą okazało się także wcześniejsze wprowadzenie Gryki, która kapitalnie prezentowała się na środku siatki. "Biało-Czerwone" po asie serwisowym Piaseckiej wypracowały dwupunktowe prowadzenie (5:3) i od tego momentu zaczęły budować przewagę. Ta jeszcze w pierwszej części seta wynosiła już sześć "oczek" (12:6), później sukcesywnie rosła. Ostatecznie Polki zdeklasowały rywalki 25:14.
"Biało-Czerwonym" nie pozostało nic innego, jak w czwartym secie postawić "kropkę nad i" i przypieczętować zwycięstwo za pełną pulę (za wygrane 3:0 i 3:1 otrzymuje się trzy punkty do tabeli rozgrywek). Początek partii był jednak dość wyrównany, po naszej stronie wprawdzie punktowały m.in. Łukasik i Smarzek, ale rywalki skutecznie odpowiadały. A nawet wyszły na prowadzenie (8:6), na co od razu zareagował Lavarini, prosząc o przerwę.
Interwencja Włocha na niewiele się zdała, bo Polki w dalszym ciągu nie przypominały drużyny, która zdeklasowała Koreanki w poprzednim secie. Przy stanie 12:9 dla podopiecznych Moralesa sygnał do odrabiania strat dały Smarzek, która zdobyła punkt z trudnej piłki, a po chwili Łukasik, która skutecznie popracowała blokiem. Rywalki jednak w dalszym ciągu utrzymywały się na prowadzeniu.
Polki były szeroko ustawione na boisku, co wykorzystywały Koreanki, co jakiś czas grając kiwką. "Biało-Czerwonym" po długiej pogoni udało się jednak w końcu doprowadzić do wyrównania (17:17), a po ataku Piaseckiej ze skrzydła po raz pierwszy od długiego czasu wyjść na prowadzenie. Koreanki szybko odpowiedziały, co zwiastowało zaciętą i emocjonującą końcówkę. W tej, granej punkt za punkt, górą były "Biało-Czerwone", które obroniły po drodze piłki setowe i finalnie wygrały 28:26, pieczętując zwycięstwo 3:1.










![Orlando City - Chicago Fire. O której gra Lewandowski? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N6LUF2STSI8I0-C401.webp)



