Damian Gołąb, Interia Sport: Trener Stefano Lavarini zabrał na turniej Ligi Narodów w Japonii tę samą kadrę, która wystąpiła poprzednio w Belgradzie. Można już uznać, że jeśli drużynę będą omijać kontuzje, to selekcja - przynajmniej pod kątem finałów w Łodzi - została już zakończona?
Joanna Kaczor-Bednarska, medalistka siatkarskich mistrzostw Europy, ekspert Polsatu Sport: Myślę, że tak. Tym bardziej, że miałam okazję wymienić kilka zdań z dziewczynami, które do tej pory trenowały w Szczyrku, i ich już w tym Szczyrku nie ma. Wydaje się, że selekcja została dokonana. Patrząc, jak nasz zespół się prezentuje, widać, że tam już, mówiąc potocznie, "kliknęło". Dziewczyny naprawdę dobrze się prezentują, mają bardzo dobrą atmosferę, więc nie ma za bardzo powodów, by coś zmieniać. Miejmy tylko nadzieję, że zdrowie będzie dopisywało dziewczynom. Widać, że świetnie się czują, same mówią, że progres jest olbrzymi i jeszcze widzą pole do poprawy. Jestem więc bardzo pozytywnie nastawiona na turniej w Japonii i później mecze ćwierćfinałowe w Łodzi.
Wygląda na to, że w rankingu przyjmujących spadła Olivia Różański. Jest pani zaskoczona, że młodsze zawodniczki, Julita Piasecka i Paulina Damaske, są w tym sezonie wyżej cenione przez trenera Lavariniego?
- Widzieliśmy, że trener Lavarini dawał Olivii Różański szanse. W moim przekonaniu lepiej wykorzystała je w trakcie sparingu w Koszalinie przed Ligą Narodów, gdy rozegrała bardzo dobry mecz na wysokim poziomie. Później było niestety gorzej, zatem nie dziwi mnie taki a nie inny wybór trenera. I to mimo że Piasecka też miewała słabsze mecze.
Ale widocznie lepiej pasuje do układanki trenera Lavariniego. Droga Olivii to teraz zakasanie rękawów i jeszcze cięższa praca, by cały czas być w gotowości. Bo historia nieraz pokazała, że trzeba było dokonać zmian na ostatnią chwilę z powodu kontuzji. Choć miejmy nadzieję, że w tym sezonie nie będzie takiej potrzeby.
Dość szybko zamknęła się rywalizacja na rozegraniu, bo wygląda na to, że Katarzyna Wenerska i Alicja Grabka to już docelowa para na tej pozycji. Ani jednej szansy w Lidze Narodów nie dostała Julia Nowicka.
- Trochę się spodziewałam, że trener Lavarini skłoni się ku zawodniczce bardziej doświadczonej, nawet wiekowo, bo nie mówię tutaj o doświadczeniu boiskowym czy na arenie międzynarodowej. Dla mnie wybór był bardziej między Alicją Grabką a Marleną Kowalewską. Niestety Marlenę zdyskwalifikowały trochę problemy zdrowotne. Czy dołączy jeszcze do kadry na przygotowania do mistrzostw świata? Na ten moment trudno mi powiedzieć. Wiem, że jej rekonwalescencja mocno się przedłużała. W tej sytuacji skorzystała Ala Grabka, która rozegrała kilka fajnych meczów. Kilka też takich, w których widać było duży stres związany z pierwszym poważnym sezonem w reprezentacji. Ale mam wrażenie, że z meczu na mecz, z tygodnia na tydzień ona też prezentuje się coraz swobodniej.
Polskie siatkarki się nie zatrzymują. Kadra idzie jak burza, awans w mistrzostwach świata
Liga Narodów siatkarek. Nowe twarze w kadrze i współpraca gwiazd. "Komfort psychiczny"
Która z zawodniczek mniej grających w reprezentacji w poprzednich latach wywarła na pani jak na razie największe wrażenie?
- Mi generalnie podoba się Weronika Centka-Tietianiec na środku siatki. Widziałam, że w trakcie turnieju w Serbii miała momenty, w których traciła głowę, ale chyba dlatego, że to pierwsze jej tak ważne, oficjalne mecze w reprezentacji. Jeśli szukać zawodniczki z największym potencjałem, to pewnie byłaby ona, dalej Piasecka i Damaske.
Po Centce-Tietianiec było też pewnie widać przerwę w treningach związaną z urazem po sparingach w Koszalinie.
- Z wybitym palcem gra się ciężko, a z wybitym kciukiem - bardzo ciężko. Efekty kontuzji utrzymują się jeszcze około pół roku. To bolesne, przy każdym bloku, uderzeniu, nawet odbiciu te skutki są dla zawodnika odczuwalne. Na pewno jej treningi po powrocie do kadry po urazie nie były tak intensywne jak wcześniej. Mogło brakować obycia na boisku, nawet właśnie treningu. Ale teraz, gdy minęło już trochę czasu, kontuzja została bardziej zaleczona, oczekujemy, że emocje związane z występami w kadrze już nieco opadną i jej występ w turnieju Japonii będzie dużo lepszy.
Jak ocenia pani formę Magdaleny Stysiak na początku sezonu? Można było mieć obawy, czy atakująca polskiej kadry nie będzie potrzebować trochę czasu, by na dobre rozkręcić się po sezonie w klubie, w którym grała bardzo mało.
- Trochę się bałam, jak długo Magda Stysiak będzie wchodziła w swój rytm meczowy. Szybko jednak rozwiała moje wątpliwości. Pokazała, że wystarczą dwa, trzy tygodnie i wchodzi na swój najwyższy poziom. Magda wymaga od siebie bardzo dużo i mam wrażenie, że wie, że jeszcze ma pewne rezerwy i może dać reprezentacji więcej. Liczę, że jej najlepsze mecze przypadną na turniej w Łodzi i mistrzostwa świata.
Podoba mi się, jak ta kadra fajnie się uzupełnia. Jeżeli Magda ma jakieś problemy, od razu jest Malwina Smarzek, która wchodzi z Alą Grabką na podwójną zmianę. I to są w większości bardzo udane zmiany. To komfort psychiczny dla Magdy - gdyby się coś działo, trafił się słabszy dzień, jest odejście w postaci bardzo doświadczonej zawodniczki.
Podwójna zmiana w polskiej kadrze może być jeszcze mocniejsza niż w poprzednim sezonie? Wtedy to był pierwszy rok Malwiny Smarzek w roli drugiej atakującej w reprezentacji.
- Mam wrażenie, że Malwina przyjmuje swoją rolę w zależności od tego, jaka jest potrzeba. Jeśli ktoś widzi ją w pierwszej szóstce, wychodzi i gra. Jeśli ma być wchodzącą, też sobie radzi i gra tak, jakby była na boisku od początku. To jest związane z jej doświadczeniem. Jestem jej bardzo wdzięczna za to, jak dużo jest w stanie dać tej reprezentacji. W wielu przypadkach te zmiany są oddechem dla podstawowych zawodniczek, a z drugiej dokładają nam dodatkowe punkty, powiększają przewagę.
A przecież po niektórych reprezentacjach, jak nie tak dawno po kadrze włoskiej, widać, że nie zawsze doświadczona zawodniczka, która była w przeszłości podstawową atakującą, godzi się z rolą rezerwowej. A Malwina Smarzek kilka lat temu była największą ofensywną gwiazdą reprezentacji Polski.
- Tak, sytuacja była inna, była też przecież w tej reprezentacji jeszcze Monika Gałkowska, była kolejna zawodniczka do rywalizacji. Malwina miała swoje problemy zdrowotne, ale ważne, że to już przeszłość. Problemy mają inne reprezentacje. Mówiąc o atakujących, bardzo łatwo można to zauważyć na przykładzie Serbii, która bez pierwszej atakującej nie jest sobie w stanie poradzić w zasadzie z nikim na topowym poziomie. Brakuje Tijany Bosković, jednej zawodniczki, na której w 80 procentach opierała się gra zespołu w poprzednich latach.
Liga Narodów siatkarzy. Kolejny turniej "Biało-Czerwonych", na początek Polska - Korea Południowa. Potem dwa wyzwania
Poza Serbią i przebudowanym składem Amerykanek faworytki w Lidze Narodów spisują się raczej na miarę oczekiwań. Nadal widzimy na czele Włoszki, za nimi regularnie wygrywające drużyny Brazylii czy Turcji.
- Turcja też trochę przemeblowana, bo część zawodniczek potrzebowała przerwy, ale też z racji wyborów trenera Daniele Santarellego i możliwości sprawdzenia siatkarek. Spodziewałam się może trochę wyższej pozycji Amerykanek, które są na ten moment na ósmym miejscu. Docierają informacje, że ich skład się już za bardzo do finałowego turnieju nie zmieni, jeśli się w ogóle do niego zakwalifikują. Mnie przede wszystkim cieszy, że Polki są bardzo wysoko.
Do tej pory polska drużyna szła jak burza, zaledwie jedna porażka w ośmiu meczach. Teraz w Japonii Polskę czekają jednak co najmniej dwa wymagające mecze: z gospodyniami oraz Brazylią. Powinniśmy się przygotować na to, że w tym turnieju może być trochę trudniej?
- Wyniki naszej drużyny są kapitalne, cieszę się, że na stałe weszłyśmy na siatkarskie salony i rozpychamy się w nich łokciami. Pokazujemy, gdzie jest polska siatkówka, na jak wysokim poziomie. To jednak będą na pewno trudne mecze. Z Japonkami w Japonii zawsze tak jest. Pamiętam, jak sama grałam w takim meczu: wygrywałyśmy 2:0, a po 10 minutach przerwy okazało się, że Japonki są jednak lepsze, napędzane przez olbrzymi tłum kibiców. Trzeba się spodziewać przede wszystkim ich dobrej gry w obronie, ale też kombinacyjnej gry na siatce. Brazylijki z kolei otwarcie mówią o tym, że Gabi Guimaraes wraca do zespołu i będzie rozpoczynać spotkania. Zobaczymy, jak będą wyglądać jej występy. Pozostałe dwa mecze, z Koreą Południową i Bułgarią, zdecydowanie do wygrania. Przed tą edycją Ligi Narodów zakładałam, że w każdym turnieju Polki mogą minimum dwa mecze wygrać. Mam nadzieję, że wreszcie nie będziemy sprawiać niespodzianek, a mówić w kategoriach tego, jak silnym jesteśmy zespołem. I to Brazylia musi myśleć o tym, jak z nami wygrać, a nie odwrotnie.
Rozmawiał Damian Gołąb
Sensacyjna zmiana w Lidze Narodów. Porażka z Polską, a teraz taka decyzja













