Nowe przepisy i chaos. Polska siatkarka skrzywdzona. "Sędzia się pomyliła"
Polskie siatkarki w ostatnim meczu Ligi Narodów przegrały 1:3 z reprezentacją Chin. Po spotkaniu rozgorzały jednak dyskusje nie tylko o postawie Polek, ale i decyzji arbiter, która w ważnym momencie czwartego seta zabrała "Biało-Czerwonym" szansę na zdobycie punktu. - Uderzyła mnie ta sytuacja, bo nic innego nie mogłam z nią zrobić - komentuje Katarzyna Wenerska, która znalazła się w centrum zamieszania.

Polki w pierwszym turnieju Ligi Narodów w Nankinie w Chinach wypadły obiecująco. Pokonały Belgię, Czechy i Serbię. Pierwsza porażka przyszła dopiero w rywalizacji z gospodyniami - Chinki pokonały "Biało-Czerwone" 3:1.
Drużyna Stefano Lavariniego w świetnym stylu wygrała pierwszą partię, ale potem Chinki przejęły inicjatywę.
- Nie spodziewałyśmy się tak łatwo wygranego pierwszego seta. Byłyśmy od początku nastawione na ciężki mecz. Może rzeczywiście trochę nas to uśpiło, że w pierwszym secie było za łatwo. Później Chinki się rozegrały, a my zaczęłyśmy bardzo falować - podsumowuje Katarzyna Wenerska.
Dyskusja po meczu Polek. Zamieszanie po akcji, nawet Lavarini ruszył z protestami
Rozgrywająca polskiej kadry znalazła się w centrum zamieszania, jakie wybuchło w Nankinie w drugiej połowie czwartego seta. W nim Polki znów grały z Chinkami jak równy z równym. Przy stanie 16:16 sędzia z Argentyny, Rene Karina Noemi, odgwizdała błąd Wenerskiej przy drugiej piłce, którą Polka przebiła za siatkę.
I przy stanowisku arbiter rozgorzały dyskusje. Protestowała Wenerska, kapitan zespołu Aleksandra Szczygłowska, do sędzi ruszył też trener Lavarini. Włoch w pewnym momencie domagał się nawet challenge'u, ostatecznie powtórki jednak nie było, a arbiter z Argentyny podtrzymała decyzję.
- Uderzyła mnie ta sytuacja, bo nic innego nie mogłam z nią zrobić. Sędziowie tak to zinterpretowali. Nie wiem, czy chcę to dalej komentować, nowe zasady są trochę niejasne. Dla wszystkich - i dla sędziów, i dla zawodników. Myślę więc, że musimy zacząć nauczyć się z tym funkcjonować - mówi po spotkaniu Wenerska.
Sprawa rozbija się bowiem o nowe wytyczne dla sędziów, które w fazie testów obowiązują w tegorocznej Lidze Narodów. Zabraniają one tzw. "ataków oburącz", czyli agresywnego przebicia piłki na drugą stronę obiema dłońmi. Piłka, która uciekała Wenerskiej na drugą stronę, właśnie tak została zinterpretowana przez Argentynkę.
Ekspert nie ma wątpliwości. "Sędzia się pomyliła"
Problem jednak w tym, że taka interpretacja wynika bardziej z analizy decyzji arbiter. A nie z tego, co Noemi pokazała. Jak bowiem zauważył w studiu Polsatu Sport Jakub Bednaruk, sygnalizacja po akcji była inna. Sędzia pokazała bowiem nie piłkę rzuconą, a podwójną. A o takim błędzie raczej nie mogło być mowy.
"Widzę jeden największy problem. Sędzia się pomyliła. Nie podwójna, tylko rzucona. Sędzia się pomyliła, nie wiedziała, jak z tego uciec. Takie przepisy, no niestety. Ale na pewno nie piłka podwójna, tylko rzucona" - wskazał ekspert.
W studiu Polsatu Sport sytuacja wywołała szeroką dyskusję. Jak podkreślił prowadzący Jerzy Mielewski, nie chodziło nawet o wagę tej akcji - choć sędzia zabrała siatkarkom szansę na kontynuowanie gry, Chinki podbiły bowiem piłkę i miały ją po swojej stronie, ale Polska wciąż miała szansę na punkt - a o zamieszanie, jakie wprowadzają takie interpretacje w odbiorze widowiska.
Jednoznacznie ocenił to Piotr Makowski, były selekcjoner polskiej kadry.
"Dyskwalifikujemy takie moim zdaniem czyste odbicia, przebicia bokiem z drugiej strony. A w tamtym roku wprowadzono możliwość podwójnej piłki przy wystawie. Jest więc tutaj trochę zamieszania. Dla mnie to, co zrobiła Kaśka, to była normalna akcja, która powinna się zakończyć punktem i nic więcej. Nawet jeśli Kuba mówi, że taki jest przepis, ja się z tym nie zgadzam" - skomentował w nawiązaniu do słów Bednaruka.
Katarzyna Wenerska podsumowuje pierwszy tydzień Ligi Narodów. Pozytywnie, choć z niedosytem
Polki nawet mimo porażki w ostatnim meczu mogą jednak opuścić Chiny w dobrych nastrojach. Przebudowywana drużyna pokazała się z dobrej strony i pierwszy turniej kończy z dodatnim bilansem.
"Mamy trzy zwycięstwa na cztery spotkania. Na pewno jest dużo materiałów do tego, by to przeanalizować. Będziemy wiedziały, nad czym musimy pracować w najbliższych dniach. Jest trochę niedosyt po meczu z Chinkami, bo mogłyśmy z niego wyciągnać trochę więcej. Zaważyła liczba naszych błędów, zbyt łatwo oddawałyśmy im punkty. Ale generalnie oceniam ten turniej bardzo pozytywnie" - kwituje Wenerska.
Polskie siatkarki i Lavarini pozostają w Azji. 17 czerwca rozpoczną drugi turniej Ligi Narodów - tym razem w Bangkoku, stolicy Tajlandii.















