Mistrzynie olimpijskie upokorzone w Lidze Narodów. Sensacja na Filipinach
Włoskie siatkarki pierwszy turniej Ligi Narodów zakończyły z jedną porażką na koncie, w Brazylii przegrały po tie-breaku z gospodyniami imprezy, które jednocześnie są wiceliderkami rankingu FIVB. Siatkarki z Italii z kolei przewodzą temu zestawieniu, nic więc dziwnego, że uchodzą za jedne z faworytek tegorocznych rozgrywek. Mimo to podopieczne Julio Velasco podczas drugiego turnieju napotkały poważne problemy, w sobotę mistrzyniom świata postawiły się Amerykanki. Siatkarki z USA w ostatnim secie wręcz upokorzyły rywalki. Tak wysoka porażka to spora sensacja.

Reprezentacja Włoch od lat uchodzi za siatkarską potęgę zarówno jeśli chodzi o rywalizację panów, jak i pań. Włoszki są aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi i świata, przed rokiem sięgnęły też po złoto Ligi Narodów. Nic więc dziwnego, że drużyna prowadzona przez Julio Velasco również w trwającym sezonie uznawana jest za jednego z faworytów do wygrania tych rozgrywek.
Siatkarki z Italii pierwszy turniej fazy zasadniczej rozegrały w Brazylii, tam bez straty seta ograły Bułgarki i Holenderki, pokonały Turczynki (3:1), a na zakończenie rozgrywek w starciu gigantów uległy wiceliderkom rankingu FIVB, a zarazem trzeciej drużynie ostatnich igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, Brazylijkom.
Włoszki następnie przeniosły się na Filipiny, tu na "dzień dobry" rozbiły Czeszki (3:0), później męczyły się z Serbkami (3:2). W sobotę 20 czerwca zmierzyły się z kolei z siódmą drużyną rankingu FIVB, i aktualnymi wicemistrzyniami olimpijskimi czyli Amerykankami. Te wcześniej w kapitalnym stylu rozprawiły się z Dominikankami i Czeszkami, wysyłając tym samym jasny sygnał, że do Pasig przyleciały w dobrej formie.
Liga Narodów siatkarek. Trzy sety w meczu USA - Włochy
Amerykanki od początku stawiały trudne warunki Włoszkom, po wyrównanym początku to one jako pierwsze wypracowały cztery punkty przewagi (7:3). Jak się później okazało, była to największa przewaga siatkarek z USA w tym secie, Włoszki ciągle goniły wynik, w końcówce udało im się nawet doprowadzić do wyrównania (22:22), a później wypracować piłkę setową, jednak jej nie wykorzystały.
Przy stanie 25:25 udany atak ze skrzydła przeprowadziła Stephanie Samedy, po chwili Amerykanki zagrały świetnie w elemencie blok-obrona i przebiły piłkę na drugą stronę, tam mimo ofiarnej obrony Franscesco Scoli nie udało się już podbić piłki, wicemistrzynie olimpijskie wygrały 27:25.
Druga partia początkowo również była wyrównana, po kilkunastu minutach częściej do głosu zaczęły dochodzić Włoszki. A gdy podopieczne Velasco prowadziły 15:13 wydawało się, że są w stanie wygrać tego seta. Ich rywalki jednak zaczęły świetnie grać blokiem, po popracowaniu tym elementem doprowadziły do wyrównania (15:15), a w kolejnej akcji skorzystały na autowym zagraniu wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Ekateriny Antropovej.
Gra Włoszek zaczęła się "sypać", przy stanie 18:22 trener Velasco poprosił o czas, ale ta przerwa niewiele dała, jego podopieczne nadal miały problemy z wykańczaniem ataków. Po stronie Amerykanek z kolei takich problemów nie miała Samedy, która w końcówce seta ponownie punktowała, siatkarki z USA finalnie wygrały 25:20.
Ten ruch Lavariniego się opłacił. Polska siatkarka odsłania kulisy
Mistrzynie świata na początku trzeciej odsłony wyglądały tak, jakby jeszcze mocno rozpamiętywały to, co wydarzyło się w poprzednim secie. Kolejne punkty wpadały na konto Amerykanek, te szybko wypracowały aż pięć "oczek" przewagi (6:1). Velasco próbował reagować, poprosił o zmianę i starał się odpowiednio zmotywować swoje zawodniczki, ale te miały problem z przeciwstawieniem się rozpędzonym rywalkom. Ostatecznie zakończyło się deklasacją, reprezentacja Stanów Zjednoczonych wygrała 25:16, cały mecz 3:0 (27:25, 25:20, 25:16).










