W środę 9 lipca zainaugurowano kolejne turnieje interkontynentalne w siatkarskiej Lidze Narodów - czołowe reprezentacje świata rozgrywają mecze równolegle w holenderskim Apeldoorn, amerykańskim Arlington i japońskiej Chibie. W ostatniej z wymienionych lokalizacji rywalizują Polki, które rozpoczęły od pokonania Korei Południowej.
"Biało-Czerwone" wygrały 3:1, co z jednej strony cieszy, ale z drugiej strony w starciu z jedną z najsłabszych drużyn w stawce można było spodziewać się pewniejszego zwycięstwa w trzech setach. Polki wciąż jednak mają nad czym pracować, o czym po spotkaniu mówił Stefano Lavarini.
"Musimy wiele nauczyć się o tym, jak technicznie podchodzić do bloku. Mecz przeciwko zespołowi takiemu jak Korea pokazuje nam, że jakość techniczna jest bardzo ważna. (…) Mieliśmy swoje problemy na początku. Musimy lepiej nakładać presję od początku na kolejnych rywali" - podkreślał włoski szkoleniowiec.
Liga Narodów siatkarek. Brazylijki zaskoczone już w pierwszym secie
Podopieczne Lavariniego następny mecz rozegrają w piątek 11 lipca, kiedy to o godz. 12:20 czasu polskiego zmierzą się z Brazylijkami. Najbliższe rywalki Polek na inaugurację turnieju w Chibie pokonały Bułgarki, z kolei w czwartek zmierzyły się z Francuzkami. "Canarinhos" były zdecydowanymi faworytkami tego starcia, ponieważ w tegorocznej Lidze Narodów przegrały tylko jeden mecz, z kolei Francuzki aż sześciokrotnie schodziły z parkietu pokonane (ostatnio w Chibie zostały rozbite przez Japonki) i mogą mieć problem z kwalifikacją do turnieju finałowego.
Starcie "Trójkolorowych" z Brazylijkami rozpoczęło się od sporej niespodzianki, bo to ekipa z Europy lepiej weszła w mecz. Francuzki szybko wypracowały przewagę, która w pewnym momencie wynosiła aż siedem punktów (10:3). "Canarinhos" rozkręcały się z akcji na akcję, ale były w stanie jedynie zminimalizować straty - ani razu nie udało im się doprowadzić do remisu. Ostatecznie "Trójkolorowe" wygrały 25:23.
Rywalki polskich siatkarek miały problemy w meczu Ligi Narodów
Druga partia była już bardziej wyrównana, ale Francuzkom ponownie udawało się postraszyć rywalki. Prowadziły już nawet trzema punktami (10:7), ale nie były w stanie przypieczętować przewagi i wypuściły prowadzenie z rąk. Brazylijki w końcówce były skuteczniejsze, dzięki czemu wygrały 25:21.
Emocji nie brakowało także w trzecim secie - Brazylijki miały problem z grą blokiem, nie były w stanie zatrzymać świetnie dysponowanej Helene Cazaute, a Francuzki regularnie wychodziły na prowadzenie. Trener "Canarinhos" Jose Roberto Guimares przy stanie 17:15 dla rywalek poprosił o czas wiedząc, że zbliża się kluczowy moment seta i musi zrobić coś, by jego zawodniczki grały lepiej. Po chwili ponownie musiał ponownie poprosić o przerwę, bo Francuzki kapitalnie popracowały w ataku i powiększyły przewagę do czterech "oczek". "Trójkolorowe" grały luźniej, rywalki z kolei w dalszym ciągu miały kłopoty w przyjęciu, przez co już nie odwróciły losów partii, przegrywając ją 17:25.
Czwarta partia pokazała, że sytuacja podczas meczu siatkarskiego może się bardzo dynamicznie zmieniać. Wprawdzie Brazylijki przegrały trzy pierwsze akcje, ale szybko odzyskały rezon, później doprowadziły do wyrównania (8:8), a następnie zaczęły budować przewagę. Francuzki z kolei w końcówce były bliskie odrobienia strat, ale w kluczowych momentach popełniały proste błędy i ostatecznie to one przegrały seta (21:25)
O losach spotkania przesądził tie-break. Brazylijki szybko odskoczyły na trzypunktowe prowadzenie, w czym zasługa m.in. Diany, która po raz kolejny w spotkaniu popisała się punktowym blokiem. Po chwili drużyna z Ameryki Południowej poszła za ciosem, a tablica wyników pokazywała rezultat 6:1. Francuzki nie zamierzały jednak odpuszczać walki o zwycięstwo, ofiarnie grały w obronie, nie bały się ryzykować w ataku, dzięki czemu udało im się zminimalizować stratę do trzech punktów (5:8). "Canarinhos" jednak już nie oddały prowadzenia, wygrały tie-breaka 15:11, a całe spotkanie 3:2 (23:25, 25:21, 17:25, 25:21, 15:11).














