W skrócie
- Polskie siatkarki wywalczyły awans do półfinału Ligi Narodów po emocjonującym tie-breaku z Chinami.
- Zawodniczki, kibice i organizatorzy odetchnęli z ulgą, a turniej finałowy w Łodzi nie stracił na atrakcyjności dzięki obecności Polek.
- Malwina Smarzek podkreśliła, jak wielka presja towarzyszyła drużynie jako gospodarzom i jak cenne było wsparcie kibiców.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nie był to łatwy bój ćwierćfinałowy z Chinkami. Można powiedzieć, że to Azjatki miały mecz pod kontrolą, ale losy tego spotkania odwróciły rezerwowe.
W trakcie rywalizacji Polek z Chinkami kibice w mediach społecznościowych pisali, żeby nasze panie im tego nie robiły, bo mają kupione bilety na weekendowe mecze w Łodzi. Bez Biało-Czerwonych walka w strefie medalowej Ligi Narodów siatkarek nie byłaby już tak porywająca w łódzkiej Atlas Arenie.
Lavarini wprost o meczu, był problem. Niezwykła przemiana polskich siatkarek
Gra o życie Polek. Malwina Smarzek: wszyscy odetchnęli
Polki stanęły jednak na wysokości zadania i po bardzo dramatycznym meczu pokonały Chinki. Tym samym zagrają o medale. Dały wielką radość kibicom, ale też uratowały frekwencję na trybunach w Łodzi.
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Zafundowałyście sobie i kibicom wielkie emocje. Wyrwałyście jednak to zwycięstwo i wygrałyście z Chinkami. Zwłaszcza w czwartym secie, kiedy miałyście nóż na gardle, walka była niesamowita. I zagracie o medale.
Malwina Smarzek: - Pomimo tego, że wygrałyśmy z Chinkami na ich terenie i kilka dni temu w Radomiu w towarzyskim meczu, to spodziewałam się takiego meczu w ćwierćfinale. Atlas Arena pełna swoich kibiców zawsze robi wrażenie. Widać było u nas trochę stresu z tego powodu. Było elektrycznie na boisku. Chinki na pewno dużo lepiej grały od nas zagrywką i lepiej w obronie, co nie jest dużym zaskoczeniem. My, szczególnie na początku meczu, grałyśmy łatwą zagrywką. Dzięki temu Chinki miały wszystko na perfekcyjnym przyjęciu. Pokazały trochę tej azjatyckiej siatkówki. Było nerwowo. Wszyscy jednak odetchnęli, bo chyba nikt by nie chciał, by sobota i niedziela były w Łodzi bez Polek.
Mecze ćwierćfinałowe zawsze są bardzo trudne. Tu jest gra o życie. Albo gramy dalej, albo nas nie ma. To szczególna presja. Zwłaszcza kiedy jest się gospodarzem takiej imprezy. Granie u siebie jest super, ale do momentu, jak wszystko wychodzi
W czasie waszego meczu w social mediach pojawiały się komentarze, żebyście tego nie robiły kibicom, bo wielu ma kupione bilety na weekend.
- Tak, tak. My też nakupowałyśmy biletów na weekend.
Był taki moment, kiedy poczułyście, że macie już Chinki?
- Chyba w żadnym momencie tak nie mogłyśmy pomyśleć. Koncentracja była do końca. Pewnie, ze tie-break wydawał się pod kontrolą, ale jednak były dwa-trzy momenty, że mogło to się odwrócić. Chyba dopiero po meczu mogłyśmy być spokojne.
Teraz jesteście w grze o medale. W drużynie pewnie będzie większa energia przed decydującymi meczami?
- Zdecydowanie. Zupełnie inaczej pewnie zagramy mecz w sobotę z Włoszkami. Oczywiście nie mówię, że wychodzimy na spotkanie z myślą, że przegramy, ale jednak przed tym półfinałem wiemy, że gdyby coś nie poszło, to mamy drugie życie. Mecze ćwierćfinałowe zawsze są bardzo trudne. Tu jest gra o życie. Albo gramy dalej, albo nas nie ma. To szczególna presja. Zwłaszcza kiedy jest się gospodarzem takiej imprezy. Granie u siebie jest super, ale do momentu, jak wszystko wychodzi. Presja i chęć jest w nas tak duża, że to wpływa na naszą grę. I ta elektryczność wdarła się na boisko u nas w meczu z Chinkami.
W Łodzi - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport














