Po niedzielnej potyczce, której stawką było trzecie miejsce w Lidze Narodów, już mało kto będzie pamiętał o dotkliwej porażce Polek z Włoszkami. Podopieczne Stefano Lavariniego na niepowodzenie zareagowały w najlepszy możliwy sposób i pewnie pokonały Japonki. Wynik 3:1 mówi sam za siebie. Azjatki zostały ponadto w dwóch setach wręcz zdemolowane, bo uzbierały 15 oraz 16 punktów. Kibiców wtedy rozpierała ogromna duma. A wśród nich znajdowała się Joanna Wołosz.
Rozgrywająca po igrzyskach olimpijskich w Paryżu zrezygnowała z dalszej gry w kadrze, lecz biało-czerwone barwy na zawsze będą bliskie jej sercu. Udowodniła to także w niedzielny wieczór, gdy zjawiła się w Atlas Arenie, aby z bliska śledzić poczynania zawodniczek Stefano Lavariniego. Obecność znakomitej sportsmenki nie uszła uwadze dziennikarzom. Ciekawe słowa padły choćby na antenie Polsatu.
Joanna Wołosz dumna z reprezentantek Polski. Te słowa powinny usłyszeć podopieczne Lavariniego
"Większość dziewczyn nie była zadowolona ze stylu, ale ja im powtarzam, że nieważne, jaki jest styl. Ważne, że przed własną publicznością mogły zawiesić krążek na szyi i cieszyć się z gronem najbliższych, to jest najważniejsze. Po gładkiej porażce dziewczyny się odbudowały. Dzisiaj widać było inne nastawienie i radość od początku. Wydaje mi się, że nie chciały zagrać ostatniego meczu na smutno przed takimi świetnymi kibicami" - przyznała gwiazda w najważniejszej części rozmowy.
Siatkarka na pewno podróż do Łodzi zaliczy do udanych. "Fajnie było usłyszeć doping z innej perspektywy i widzieć jak dziewczyny się cieszą. Zasłużyły na to. Trzeci brąz z rzędu, po prostu rewelacja" - dodała. 35-latka jeszcze trochę poodpoczywa od sportu. Niebawem wróci jednak do Włoch, gdzie z Imoco Volley Conegliano powalczy o kolejne cenne sukcesy. Reprezentantki Polski natomiast czeka globalny czempionat w Tajlandii.














